Z Ryszardem Kaliszem o sprawie Barbary Blidy

Blidę zabił tamten system
Ryszard Kalisz, poseł SLD, kierujący sejmową komisją śledczą badającą okoliczności śmierci Barbary Blidy, mówi o swoim projekcie końcowego raportu i zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu oraz Zbigniewowi Ziobrze złamanie konstytucji.
Ryszard Kalisz, poseł i adwokat, szef komisji śledczej wyjaśniającej sprawę śmierci Barbary Blidy.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Ryszard Kalisz, poseł i adwokat, szef komisji śledczej wyjaśniającej sprawę śmierci Barbary Blidy.

Ryszard Kalisz po przesłuchaniu Jarosława Kaczyńskiego przez komisję do spraw Blidy.
Adam Chełstowski/Forum

Ryszard Kalisz po przesłuchaniu Jarosława Kaczyńskiego przez komisję do spraw Blidy.

Zbigniew Ziobro i Ryszard Kalisz razem pracowali przez chwilę w innej komisji śledczej - badającej tzw. aferę Rywina.
Maciej Figurski/Forum

Zbigniew Ziobro i Ryszard Kalisz razem pracowali przez chwilę w innej komisji śledczej - badającej tzw. aferę Rywina.

Policjanci pilnują wejścia do domu Blidów w Siemianowicach Śląskich. 25 kwietnia 2007 roku, dzień śmierci Barbary Blidy.
Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

Policjanci pilnują wejścia do domu Blidów w Siemianowicach Śląskich. 25 kwietnia 2007 roku, dzień śmierci Barbary Blidy.

Jacek Żakowski: – Trzy lata pracy. 250 stron raportu. Wiadomo już, kto jest winien śmierci Barbary Blidy?
Ryszard Kalisz: – Bezpośrednio nie znaleźliśmy dowodów podważających tezę o samobójstwie, ale raport nie daje odpowiedzi na pytanie, jak Barbara Blida zginęła.

Nie wiadomo?
Wiemy, że do siebie strzeliła. Ale nie wiemy, czy chciała strzelić. Kiedy Henryk Blida po strzale dobiegł do łazienki, funkcjonariuszka ABW siedziała na kanapie przed drzwiami. A przed komisją śledczą ta funkcjonariuszka zeznała, że w chwili strzału była na wyciągnięcie ręki od Barbary Blidy.

Czyli usiadła po strzale, zanim dobiegł tam Henryk Blida.
Właśnie. Natomiast nie jest jasne, jak Barbara Blida mogła tak do siebie strzelić. Wlot kuli był pod lewą piersią, a wylot nad prawym pośladkiem. Barbara była praworęczna. Prawą ręką takiego strzału praktycznie oddać się nie da. Lewą ręką strzelić nie umiała i nie miała powodu. Teoretycznie mogła tak strzelić, gdyby trzymała pistolet oburącz i nacisnęła spust kciukiem. Ale po co? Jest hipoteza, że doszło do szamotaniny. Tylko że tego już nie zweryfikujemy. Ślady zostały od razu zatarte, a w pomieszczeniu były tylko dwie osoby. Jedna z nich nie żyje. Ale ważniejsze jest, jak doprowadzono do takiej sytuacji. Od miesięcy wokół Barbary działy się dziwne rzeczy. Artykuły, programy telewizyjne. Znajomi mówili jej na przyjęciach: „niedługo po ciebie przyjdą”. Osaczano ją, zastraszano, maltretowano psychicznie.

Winny jest Jarosław Kaczyński?
Tak, winny złamania Konstytucji RP. I Zbigniew Ziobro też.

Co im pan dokładnie zarzuca?
Delikty konstytucyjne. Kaczyńskiemu trzy. Ziobrze dwa.

Czyli?
Złamanie konstytucji w przypadku premiera i ministra, będące podstawą do postawienia przed Trybunałem Stanu.

Konkretnie?
Po pierwsze, że Jarosław Kaczyński jako premier realizował stworzoną przez siebie koncepcję wykluczenia dużych grup obywateli i stworzył system eliminowania konkretnych przedstawicieli tych grup przy zastosowaniu przepisów prawa karnego. Jedną z tych osób była Barbara Blida. To narusza pierwszy, drugi i kilka innych artykułów konstytucji.

Mówiąc po ludzku…
Część obywateli została faktycznie pozbawiona praw konstytucyjnych. To nie był błąd. To nie był nieszczęśliwy wypadek. To był system. Dotarliśmy do publicznych zapowiedzi stworzenia takiego systemu. Podczas konwencji konstytucyjnej Prawa i Sprawiedliwości we wrześniu 2003 r., analizując art. 1 konstytucji mówiący, że Rzeczpospolita jest wspólnotą obywateli, Kaczyński powiedział, że nie wszyscy obywatele mogą być tą wspólnotą objęci. To oznaczało zapowiedź faktycznego wyjęcia części obywateli spod prawa.

Pisowskie gadanie…
Z tego gadania wyrosło pojęcie „układu”, które w 2005 r. dało Kaczyńskiemu wyborcze zwycięstwo.

Czyli wolą narodu było, żeby takiego wykluczenia dokonać.
Wolą części narodu, która dała się tej koncepcji uwieść. Ale wola narodu nie usuwa odpowiedzialności władzy za złamanie przepisów konstytucji. Prawo jest prawem, póki się go nie zmieni. Wola narodu decyduje, kto może uchwalić lub zmienić prawo, w tym konstytucję. Zwycięska partia może realizować swój program polityczny, ale jeśli jego elementy są niezgodne z konstytucją, to nie można go wdrażać. Chyba że zmieni się konstytucję. To jednak wymaga większości kwalifikowanej. Kaczyński jej nie miał i działał wbrew konstytucji.

To jest pańska opinia.
To pierwszy zarzut zawarty w projekcie raportu końcowego komisji śledczej przygotowanym przeze mnie.

A drugi?
Drugi dotyczy zarządzeń premiera Jarosława Kaczyńskiego z 11 września 2006 r. i z 11 kwietnia 2007 r., które dawały Ziobrze „wyższą pozycję prawną” wobec innych ministrów. To wkraczało w konstytucyjne prawo prezydenta, który powołuje wicepremiera i ministrów. Kaczyński wydał zarządzenie, które faktycznie dało Ziobrze m.in. nadzór nad służbami.

Służby nadzorował Zbigniew Wassermann.
Był ministrem koordynatorem. Ale faktycznie nie nadzorował. Moc sprawczą miał Zbigniew Ziobro. Do tego potrzebne były te zarządzenia. To dotyczyło całego – jak mówił Rokita – „ciągu technologicznego”. Policji, ABW, CBA.

Wicepremiera Dorna też?
Za Dorna obowiązywało pierwsze zarządzenie. Kiedy odszedł z rządu w styczniu 2007 r., Kaczyński wydał drugie zarządzenie, idące dużo dalej i dające Ziobrze całkowitą kontrolę nad częścią ciągu legalnie podlegającą szefowi MSWiA. Ziobro stał się superministrem. To jest poważny delikt konstytucyjny i złamanie przynajmniej dwóch ustaw. O Radzie Ministrów i o działach administracji rządowej.

A trzeci zarzut?
Dotyczy nieformalnych spotkań, których prawdopodobnie było osiem, ale dokładnie wiemy o dwóch, z udziałem Ziobry i innych osób. Na tych spotkaniach podejmowano dotyczące śledztw decyzje zastrzeżone dla urzędników innych organów państwa i przekazywano niejawne informacje w warunkach niezgodnych z prawem.

Premier nie miał prawa organizować narad?
Takich nie. Kaczyński stworzył nieformalny – a więc nielegalny – ośrodek władzy naruszający kompetencje konstytucyjnych i ustawowych organów. Takie narady powinny być protokołowane, nie miały prawa zapadać na nich decyzje w sprawie śledztw.

Co za to Kaczyńskiemu może grozić?
Trybunał Stanu może orzec do 10 lat utraty czynnego i biernego prawa wyborczego.

To jest pańska propozycja jako przewodniczącego. Co dalej?
Jeśli komisja śledcza taki wniosek przyjmie, marszałek Sejmu może przekazać go do komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. Jeśli uzna nasz wniosek za zasadny, to przedstawi Sejmowi wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Jeśli trzy piąte posłów uzna ten wniosek za zasadny, Jarosław Kaczyński stanie przed Trybunałem.

Bez głosów PiS zbierze się trzy piąte?
Zbierze. Nie sądzę, że to głosowanie odbędzie się w tej kadencji. Ale tu nie ma dyskontynuacji. Komisja odpowiedzialności przed wyborami swoich prac nie skończy. Decyzja będzie należała do następnego Sejmu.

A komisja śledcza przyjmie pański raport?
On jest logicznym wnioskiem z wiedzy, którą zdobyliśmy. Co z nią zrobi komisja, to się za dwa tygodnie okaże.

A Ziobro?
Ziobrze proponuję postawić dwa zarzuty. Po pierwsze, że jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny, realizując koncepcję wykluczenia dużych grup obywateli, stworzył system eliminowania ludzi za pomocą prawa karnego – w szczególności Barbary Blidy – oraz nadzorował ten system. To też jest poważny delikt konstytucyjny naruszający wiele przepisów konstytucji.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną