Najważniejsze wydarzenia polityczne roku

10 znaków roku 2014
To był rok ważnych rocznic, wyborów i wielu innych zdarzeń wykraczających w swoich ­konsekwencjach poza jednoroczną perspektywę. Wiele wskazuje na to, że są one znakami większych spraw i szerszych politycznych, ale też społecznych procesów.
Janusz Korwin-Mikke w wyborach do europarlamentu pokazał, że wśród najmłodszych, aktywnych politycznie Polaków coś się zmienia.
Piotr Tracz/Reporter

Janusz Korwin-Mikke w wyborach do europarlamentu pokazał, że wśród najmłodszych, aktywnych politycznie Polaków coś się zmienia.

SLD Leszka Millera, zupełnie nie trafiło w ideologiczne potrzeby politycznej publiczności.
Witold Rozbicki/Reporter

SLD Leszka Millera, zupełnie nie trafiło w ideologiczne potrzeby politycznej publiczności.

PSL pod wodzą Janusza Piechocińskiego trzyma się silnie.
Karol Serewis/EAST NEWS

PSL pod wodzą Janusza Piechocińskiego trzyma się silnie.

W Słupsku prezydentem został Robert Biedroń, o czym rozpisywała się światowa prasa.
Piotr Wittman/PAP

W Słupsku prezydentem został Robert Biedroń, o czym rozpisywała się światowa prasa.

Krakowski kardynał Stanisław Dziwisz, uczestnicząc w 23 urodzinach Radia Maryja, dokonał symbolicznego zjednoczenia tzw. kościołów łagiewnickiego z toruńskim.
AN

Krakowski kardynał Stanisław Dziwisz, uczestnicząc w 23 urodzinach Radia Maryja, dokonał symbolicznego zjednoczenia tzw. kościołów łagiewnickiego z toruńskim.

Wybór Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nastąpił po 10 latach od wstąpienia Polski do Unii.
Olivier Hoslet/EPA/PAP

Wybór Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nastąpił po 10 latach od wstąpienia Polski do Unii.

To co się przydarzyło Adamowi Hofmanowi, Sławomirowi Nowakowi, ale też kilku innym działaczom, sporo powiedziało o młodym politycznym pokoleniu.
Radek Pietruszka/PAP

To co się przydarzyło Adamowi Hofmanowi, Sławomirowi Nowakowi, ale też kilku innym działaczom, sporo powiedziało o młodym politycznym pokoleniu.

Ewa Kopacz zastąpiła Donalda Tuska na stanowisku premiera.
Michał Dyjuk/Reporter

Ewa Kopacz zastąpiła Donalda Tuska na stanowisku premiera.

Plakat autorstwa Wojciecha Korkucia
Zofia Bazak/EAST NEWS

Plakat autorstwa Wojciecha Korkucia

Dużą rolę w podniesieniu rangi rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów do parlamentu odegrał prezydent USA Barack Obama (na fot. z Bronisławem Komorowskim).
Paweł Supernak/PAP

Dużą rolę w podniesieniu rangi rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów do parlamentu odegrał prezydent USA Barack Obama (na fot. z Bronisławem Komorowskim).

1. JKM i najmłodsi wyborcy

Sukces Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego w wyborach do europarlamentu pokazał, że wśród najmłodszych, aktywnych politycznie Polaków coś się zmienia. Nie zasilają już automatycznie środowisk liberalnych, lewicujących, ale duża część z nich opowiada się za twardym konserwatyzmem, a zarazem pewną społeczną bezwzględnością, skrajnym indywidualizmem. Postrzegają przy tym często świat przez pryzmat obyczajowych poglądów i stereotypów sprzed wieku – demonstrowanych przez 70-letniego polityka. Także ustrój gospodarczy w tej wizji przypomina raczej surowy kapitalizm z przełomu XIX i XX w. niż współczesny. I chociaż w następujących po eurowyborach miesiącach entuzjazm dla JKM nieco opadł, to źródło zjawiska pozostało.

Młodzi chcą zmiany i wymiany: rządzącego „od zawsze” establishmentu, elit, zasad ekonomii i prawa. Ci najmłodsi w ostatnich wyborach samorządowych wyraźniej poparli PiS, który ideowo i w kwestiach gospodarczych mocno różni się od Korwinowej prawicy, ale zapewne przyciąga czym innym: bezkompromisowością, atakiem na elity, wodzowskim charakterem, antyeuropejską i nacjonalistyczną retoryką. Platforma była partią młodych w 2007 r., teraz największe poparcie ma wśród trzydziestolatków, bo to są tamci młodzi z poprzedniej dekady. Nowe pokolenia szybują w inne rejony – buntu, protestu, przekory, silnej tożsamości – i jest to zjawisko, które może być dla polskiej polityki bardzo znaczące. Zwłaszcza jeśli najmłodsi wyborcy szerszym frontem niż dotychczas pójdą do kolejnych wyborów.

2. Klęska lewicy

Spektakularne porażki istniejącej dzisiaj lewicy i absolutna niemoc w przekroczeniu ok. 8 proc. poparcia w sondażach i wyborach wydają się mieć charakter ostateczny, co mijający rok dobitnie potwierdził. Zarówno SLD Leszka Millera, jak i kolejne odsłony formacji Janusza Palikota zupełnie nie trafiają w ideologiczne potrzeby politycznej publiczności. Elektorat czujący nostalgię za PRL odchodzi, a współczesne programy lansowane przez lewicę nie mają wystarczającej atrakcyjności, waloru nowości i odpowiedniej wyrazistości. Liberalne wątki światopoglądowe, co prawda nieśmiało, podkrada lewicy Platforma, socjalne przejął PiS ze stowarzyszoną Solidarnością. Eksponowany okresowo przez Palikota radykalny antyklerykalizm nie pada w Polsce na podatny grunt, ponieważ większość wyborców jest w gruncie rzeczy centrowa.

Nawet tak wydawałoby się sprzyjające okoliczności jak trwający od lat światowy kryzys ekonomiczny nie dały polskiej lewicy punktów. To nie w lewicowych hasłach, nie w krytyce kapitalistycznego wyzysku ludzie upatrują programów naprawczych; ratują się raczej na własną rękę, przyjmują indywidualne strategie, organizują się wokół konkretnych spraw, reagują incydentalnie. Do tego dochodzi polska specyfika, gdzie bardzo trudno obywateli nie tylko nakłonić do wyborów, ale także czymkolwiek porwać, zjednoczyć, skłonić do politycznej aktywności. Na ulicach Paryża czy Rzymu byle sprawa gromadzi setki tysięcy osób. W Polsce demonstracje kilkudziesięciotysięczne przechodzą do legendy, a jeśli już komuś udaje się je zorganizować, to prawicy, bo tam jest teraz emocja.

Dlatego wydaje się dzisiaj, że nowa lewica, z nowymi nazwiskami i programami, będzie na początku kameralna, wyrastająca z ruchów miejskich, lokalnych, środowiskowych, ekologicznych, praw człowieka, może z młodszymi związkowcami. Niewykluczone, że gdzieś tam powstanie tkanka, która przybierze w końcu bardziej polityczny i ogólnopolski charakter. Ale to daleka droga.

3. Sukces PSL

Jeśli świetny (choć zapewne trochę podkręcony, np. za sprawą tzw. książeczki wyborczej) wynik wyborów samorządowych ludowców zostanie potwierdzony w wyborach 2015 r., będzie to znaczyło, że PSL przeszło w nową fazę rozwoju. Na sukces tej partii składa się kilka zjawisk. PSL (pod wodzą Janusza Piechocińskiego) trzyma się silnie ziemi, nie traci tradycyjnie dużych wpływów w Polsce gminnej, wiejskiej i małomiasteczkowej. I faktu, że ludzie na tym poziomie wybierają ludowców, nie da się tłumaczyć tylko przaśnymi, „kolesiowatymi” interesami. Tych na pewno nie brakuje, ale trzeba dostrzec także autentyczną umiejętność PSL przekonywania do siebie, odczytywania potrzeb zmieniającej się wsi, dostosowywania się do nowych warunków.

Aktyw PSL, kiedyś wyśmiewany, w ostatnich latach też mocno się zmienił, odmłodził i wykształcił; być może jest najbardziej nowoczesny i pracowity spośród wszystkich innych aktywów partyjnych. A też popieranie PSL przestało być „obciachowe”, a zaczęło oznaczać poparcie dla partii przewidywalnej, odpowiedzialnej, stabilizującej cały system polityczny III RP. Warto też dostrzec sprzyjające w sumie PSL przemieszczanie się ludzi z miast na wieś, gdzie czekają na nich zasiedziali politycznie ludowcy oraz ruchu w drugą stronę (słoiki itd.), któremu zapewne towarzyszy sentymentalna choćby rodzinnie zakorzeniona pamięć o PSL.

4. Przesunięcia na mapie

Ostatnie wybory pokazały, że Polska PiS rozszerza się na kolejne województwa, zwłaszcza kiedy wyborcy Platformy nieco w kwestii frekwencji zawodzą. Wschód PiS i zachód PO to nadal obowiązująca mapa kraju, ale ten wschód się powiększył. Dochodzi też do drugiego podziału, wyspowego. Na pisowskim Mazowszu Warszawę (i Radom, wcześniej twierdza PiS) wzięła Platforma. Na Lubelszczyźnie, pospołu pisowskiej i ludowej, sam Lublin wziął człowiek z Platformy. Nawet na Podkarpaciu, w jedynym województwie, gdzie PiS zdobył absolutną większość, w Rzeszowie od lat rządzi prezydent wywodzący się z SLD. W dodatku w „świętym mieście” Wadowicach będzie rządził teraz człowiek z korzeniami w Ruchu Palikota, w drugim – w Częstochowie – rządzi eseldowiec. A w Słupsku prezydentem został Robert Biedroń, o czym rozpisywała się światowa prasa.

Odchodzili wieczni prezydenci (jak Ryszard Grobelny w Poznaniu), inni po raz pierwszy od lat poczuli oddech rywali na plecach. Być może to pierwszy sygnał wielkiej pokoleniowej zmiany, wszak w kilku sporych miastach włodarzami zostali bardzo młodzi ludzie, niekoniecznie partyjni. Kraj jest więc podzielony, ale nie w tak oczywisty sposób, jak by się wydawało. Ten klasyczny podział trochę się sypie, robi się w kratkę, coraz więcej w nim niekonsekwencji i zaskoczeń. Żaden region i miasto nie są dane żadnej sile politycznej na zawsze. O poparcie muszą się one nieustannie starać.

5. Kościół na prawo

Krakowski kardynał Stanisław Dziwisz, uczestnicząc w 23 urodzinach Radia Maryja, dokonał symbolicznego zjednoczenia tzw. kościołów łagiewnickiego z toruńskim. W praktyce nastąpiło wchłonięcie Łagiewnik przez Toruń. Wcześniej przez lata funkcjonował mit Kościoła (pod cichym patronatem właśnie Dziwisza) jako instytucji bardziej otwartej na nowe trendy myślowe, zbliżonej do zachodniego katolicyzmu. Kościół łagiewnicki miał być bliższy Platformie, a toruński, radiomaryjny i fundamentalistyczny – PiS.

Teraz ten podział znika. Wystąpił paradoks: wraz z nastaniem papieża Franciszka, z którym bardziej liberalny katolicyzm wiązał duże nadzieje na zmianę stylu, polski Kościół poszedł – jakby w reakcji – zdecydowanie na prawo. Powraca Kościół zamknięty, tradycyjny, obawiający się wszelkich nowszych trendów, surowy dla „odszczepieńców”. Jest to kłopot dla PO, ponieważ hierarchowie po tej zmianie azymutu stają już zdecydowanie po stronie PiS. Ten skręt na prawo oraz jawne upolitycznienie Kościoła w Polsce stają się wręcz ostentacyjne.

6. Tusk w Brukseli

Wybór Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej miał, poza wszystkim, rangę symbolu, gdyż nastąpił po 10 latach od wstąpienia Polski do Unii. Był widocznym znakiem zakorzenienia kraju w europejskich strukturach, dowodem, że brukselska polityka Tuska była skuteczna.

Były premier od początku postawił na inne priorytety, niż to było w czasach rządów PiS. Lech i Jarosław Kaczyńscy wyznawali pogląd, że Polska najpierw powinna się stać liderem regionalnym, przywódcą wszystkich nowych środkowoeuropejskich krajów Unii i dopiero z takich pozycji wysuwać roszczenia wobec starych państw UE, zwłaszcza Niemiec. Tusk przyjął inną zasadę, uznał, że woli od razu grać w pierwszej europejskiej lidze, nawet na dalszych pozycjach, niż być liderem drugiej ligi. Zwłaszcza że, jak pokazała polityka Kaczyńskich oraz dalsze lata, nowe kraje unijne wcale nie szukały lidera, każdy z nich poszedł własną drogą.

Konsekwentna polityka Tuska, trzymanie się unijnego mainstreamu, nieszachowanie wetem, włączanie się do poszukiwań kompromisu w różnych sprawach zjednały mu uznanie europejskich partnerów, ponieważ w Europie ceni się speców od negocjacji i znajdywania rozwiązań w trudnych sprawach. Tusk uznał Polskę za integralną część Unii, w przeciwieństwie do polityków PiS, którzy traktują Unię jako obiekt wobec Polski zewnętrzny, z którym trzeba się spierać i który należy przechytrzyć. Stąd między innymi sukces, także w wymiarze osobistym, Donalda Tuska.

7. Hofman, Nowak i inni – upadki delfinów

To co się przydarzyło Adamowi Hofmanowi, Sławomirowi Nowakowi, ale też kilku innym działaczom, sporo powiedziało o młodym politycznym pokoleniu, z którego mają się przecież rekrutować przyszli przywódcy partyjni, szefowie rządów i prezydenci. Ujawniła się nonszalancja, nadmierna pewność siebie, przekonanie, że jeśli się jest członkiem klasy politycznej, to obowiązują inne reguły, że wszystko może ujść na sucho. Ale też ukazała się wewnętrzna zasada rządząca wewnętrznym życiem partyjnym: że trzeba się pod kogoś podczepić, być czyimś człowiekiem, wejść w łaski pryncypała, aby czuć się bezpiecznym i bezkarnym.

Młodzi politycy zbyt często wiążą swoje kariery z partyjnymi grami i sferami wpływów, za szybko odpuszczają sobie zdobywanie nowych kompetencji, powiększanie dorobku. Wydaje im się, że są wielkimi graczami, partyjnymi macherami, którzy załatwią sobie u szefa nawet najwyższe stanowiska, a przecież w każdej chwili mogą być strąceni w polityczną nicość. Co prawda już słychać o możliwym powrocie Hofmana i kolegów do PiS, ale to tylko potwierdza tę regułę: wszystko zależy od łaski i okoliczności, same czyny niewiele znaczą.

Może dlatego tak rzadko w Polsce te naprawdę wysokie, samodzielne stanowiska w ogólnopolskiej polityce zajmują trzydziesto-, czterdziestolatki. To nie najlepsza prognoza dla życia publicznego na najbliższe lata, chociaż można znaleźć wybitnych młodych ludzi, którzy wykonują w ministerstwach pożyteczną, ale mało efektowną, niemedialną robotę. Oni z kolei nie nadają się zbytnio do partyjnych gierek i przepychania się łokciami do ucha prezesów, to są „tylko” fachowcy. Wygrywają tacy jak Hofman, nawet jeśli później upadają. I tak koło się zamyka.

8. Pierwsza udana sukcesja

Przez blisko półtorej dekady PiS i PO były partiami swoich przywódców, niemal prywatnymi. Wielokrotnie padały kategoryczne stwierdzenia, że są to ugrupowania autorskie, że tylko Kaczyński i Tusk potrafią utrzymać je w jedności, że bez nich grozi im natychmiastowy rozpad, bo system partyjny w Polsce wciąż nie jest na tyle ugruntowany, aby formacje – przynajmniej te powstałe po 1989 r. – umiały przetrwać wstrząs powodowany przez odejście ojców założycieli.

Sukcesja władzy w Platformie, kiedy to Ewa Kopacz zastąpiła Donalda Tuska, przynajmniej na razie zadaje kłam tej tezie. Tak zwana depersonalizacja odbyła się aksamitnie, praktycznie bez głośniejszych zgrzytów. Może jest to sygnał, że z tym polskim systemem partyjnym nie jest tak źle?

Pełny na to dowód będzie możliwy za jakiś czas, kiedy okaże się, jak sobie radzi przewodnicząca Kopacz, i w dalszej perspektywie – w jakich okolicznościach i w jakim stylu dokona się sukcesja władzy w PiS.

9. Powiew wojny

To był pierwszy od dekad rok, kiedy poczuliśmy obawę o bezpieczeństwo kraju. Agresywna polityka Rosji spowodowała, że nagle nabrały znaczenia szczegóły gwarancji, jakie Polsce daje NATO, siła sojuszy, stan własnej armii, ale też np. niemieckiej, wreszcie umocowanie Polski w europejskich strukturach. UE, w tym Polska, musiała wykazać się wobec działań Putina zarazem stanowczością, roztropnością i umiejętnością negocjowania. I chociaż politykę sankcji wobec Moskwy, jaką zastosowały kraje Unii, spotykała ostra krytyka, także ze strony polskiej prawicy, to w sumie zdała ona egzamin.

Pozornie niezborna, niekonsekwentna, prowadzona na zasadzie krok w przód, pół kroku w tył strategia Unii spowodowała, że Rosja ma coraz większe kłopoty ekonomiczne, co podkopuje pozycję Putina. Polski rząd zmieniał akcenty, raz był ostrzejszy wobec Rosji, potem schodził z pierwszej linii frontu, aby następnie znowu pokazać pazur, unikając jednak łatki rusofobów. Po raz pierwszy chyba tak wyraźnie polska polityka wobec wschodniego sąsiada wpisała się w europejski mainstream. Nie wyrywaliśmy się nadmiernie do przodu, nie byliśmy zanadto antyrosyjscy, wzmacnialiśmy stanowisko Unii, nie tworząc osobnego politycznego bytu. I ta strategia przyniosła korzyści, także te długofalowe, gdyż Polska okazała się partnerem obliczalnym, potrafiącym powstrzymać narodowe emocje. „Polska nauczyła się lawirować między grupami interesów” – napisał niedawno „The Economist” i należy to uznać za komplement. 

10. XXV-lecie wolnej Polski z prezydentem Obamą

Obchodziliśmy w mijającym roku 25 rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów do parlamentu. Dużą rolę w podniesieniu rangi rocznicy odegrał prezydent USA Barack Obama (na fot. z Bronisławem Komorowskim), którego świetne przemówienie zostało na długo w pamięci. Obchody wypadły spokojnie i godnie, ale znowu nie było to święto powszechne. Opozycyjna prawica, która kontestuje Okrągły Stół i legitymację wyborów 4 czerwca 1989 r., choć może powstrzymała się w tym czasie ze zwyczajową krytyką, to praktycznie w uroczystościach nie wzięła udziału.

Pogłębia się podział na dwie Polski, z których każda ma swoje święta, patronów, bohaterów i historię. I niestety w najbliższym czasie, zwłaszcza w roku podwójnych wyborów i V rocznicy Smoleńska, tak pozostanie. Chociaż jednak, jak się wydaje, z roku na rok, już czysto w odbiorze społecznym, rośnie waga samego przełomu 1989 r.; data ta zyskuje historyczny wymiar, powoli oddziela się od politycznego zgiełku. I to jest może mały znak optymizmu w tym kończącym się roku.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną