Kukiz z Korwin-Mikkem powalczą razem o Sejm

Karty w tas
Sondaże pokazują, że dwaj kandydaci na urząd prezydenta z prawej strony, Korwin-Mikke i Paweł Kukiz, mają w sumie szansę zdobyć w pierwszej turze wyborów 10, a może nawet więcej procent głosów. To rozbudzi ich apetyty na jesienne wybory parlamentarne.
Facebook

Janusz Korwin-Mikke jest uznanym brydżystą, autorem podręcznika do gry w te karty, lubi zresztą odwoływać się do poetyki karcianej. Ale tu chodzi jednak o rozgrywkę innego typu. Otóż sondaże pokazują, że dwaj kandydaci na urząd prezydenta z prawej strony, właśnie Korwin-Mikke i Paweł Kukiz, w zmieniającej się kolejności, mają w sumie szansę zdobyć w pierwszej turze wyborów 10, a może nawet więcej procent głosów.

Jest to wielkość znaczna, odejmowana od wpływów Andrzeja Dudy, może przesądzić o wygranej Bronisława Komorowskiego już w pierwszej turze, choć te rachunki zawsze są zawodne. A już zwłaszcza gdy prorokuje się, jak przesuną się głosy w drugiej turze, gdyby do niej doszło, czy akurat w tym wypadku pójdą do kandydata Prawa i Sprawiedliwości.

To nie tylko chodzi o to, że na razie Jarosław Kaczyński atakuje Korwin-Mikkego, traktując go w kategoriach folkloru politycznego, a tenże rewanżuje się, nazywając prezesa PiS socjalistą, co w ustach mistrza brydżowego jest obelgą najgorszą z możliwych. Chodzi i o to, że elektoraty nie przesuwają się po prostych liniach i wedle reguł przewidywalnych. Nie są też sterowne w tym sensie, że jakiekolwiek wezwania kandydata, który był wcześniej popieranym, a przegrał, nie traktuje się jako zobowiązujących.

Niemniej jest pytanie, jak wyniki wyborcze prezydenckie odłożą się na wyborach parlamentarnych, czy uzyskane wielkości przez Korwin-Mikkego i Kukiza dadzą jakieś wymierne polityczne efekty jesienią, czy ewentualne przekroczenie przez obu kandydatów progu 5 proc. w pierwszych wyborach (a są na to realne szanse) da szansę przekroczenia tego progu w wyborach parlamentarnych przez formacje, które za nimi stoją czy staną.

Bo w ciągu kilku miesięcy mogą przecież powstać jakieś obozy, ruchy czy platformy, co pokazał w poprzednich wyborach parlamentarnych Janusz Palikot. Co oznacza wejście do parlamentu i wejście do poważnej puli przy układaniu koalicji do rządzenia.

Janusz Korwin-Mikke, nawet jeśli dostałby się w jakiejś grupie do parlamentu, tak jak udało mu się znaleźć w europarlamencie, wiadomo, że natychmiast zająłby pozycje, można to tak nazwać, „oryginalne”. Ekstremizm poglądów, które prezentuje, w istocie wykluczają go z jakiejkolwiek rozgrywki. Odwoływanie się do doświadczenia z lat 2005–2007, gdy PiS dogadywał się z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, wydaje się całkowicie nietrafione. Tam istniała jednak jakaś podstawa rachuby politycznej, jakieś wspólne interesy. Tu tego po prostu nie ma, wychylając się od Korwin-Mikkego w jakąkolwiek stronę.

Paweł Kukiz jest zagadką, reprezentuje swoisty atawizm polityczny. Na razie może też uwodzić swoją szczerością i autentyzmem, może mieć szansę, by także w wyborach parlamentarnych zgromadzić wokół siebie podobnych entuzjastów i jakąś część elektoratu. Zapewne można się z nim też dogadywać politycznie uwzględniając, przynajmniej na poziomie obietnic, jego postulaty. Nikt jeszcze do takich rozmów nie przystępuje, choć obserwacja na pewno trwa, a też Paweł Kukiz nie jest atakowany ani przez PiS ani przez PO.

Czy te karty pójdą w tas – okaże się, gdy policzy się wpływy po wyborach prezydenckich i gdy rozhuśta się kampania parlamentarna, podczas której Kukiz przejdzie kolejny egzamin dojrzewania politycznego i przekroczy próg naiwności politycznej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną