Obywatelski opór przeciw autorytarnej władzy

Jak się bronić bez broni
Dr Maciej Bartkowski, dyrektor w waszyngtońskim Międzynarodowym Instytucie Konfliktu bez Przemocy, o obywatelskich listach czarnych owiec i innych metodach obywatelskiego oporu przeciwko autorytarnej władzy.
„Myślę, że większość obywateli poparłaby tworzenie „obywatelskiej listy czarnych owiec”, czegoś w rodzaju rankingu osób, które niszczą demokrację i państwo prawa”.
Franz-Marc Frei/Corbis

„Myślę, że większość obywateli poparłaby tworzenie „obywatelskiej listy czarnych owiec”, czegoś w rodzaju rankingu osób, które niszczą demokrację i państwo prawa”.

„W walce bez przemocy śmiech jest bardzo skuteczny. Im bardziej autorytarna jest władza, tym się bardziej nadyma, więc łatwo ją ośmieszać”.
Joanna Borowska/Forum

„W walce bez przemocy śmiech jest bardzo skuteczny. Im bardziej autorytarna jest władza, tym się bardziej nadyma, więc łatwo ją ośmieszać”.

Dr Maciej Bartkowski jest dyrektorem Edukacji i Badań w waszyngtońskim Międzynarodowym Instytucie Konfliktu bez Przemocy.
materiały prasowe

Dr Maciej Bartkowski jest dyrektorem Edukacji i Badań w waszyngtońskim Międzynarodowym Instytucie Konfliktu bez Przemocy.

Jacek Żakowski: – Większość obywateli uważa, że demokracja jest w Polsce zagrożona. Co mogą robić, żeby jej nie stracić?
Maciej Bartkowski: – To zależy, o jakiej perspektywie się myśli. O miesiącu, roku, czterech latach?

Chyba nie byłoby dobrze, gdyby rządy PiS i tym razem skończyły się po kilkunastu miesiącach, bo ludzie znowu mogliby prędko zapomnieć, dlaczego – nawet kiedy rzeczywistość i władza nam się nie podobają – na takich polityków nie należy głosować.
Słusznie. Ruch walki bez przemocy, który w Polsce powstaje, jest fantastyczną szkołą obywatelskości korzystającą ze sterydów realnych zagrożeń, jakie tworzy władza. W takich warunkach demokratyczna świadomość powstaje dużo łatwiej i szybciej niż w normalnych. Ale żeby ta zmiana była głęboka i trwała, potrzebne są lata. Kluczem do trwałej demokracji zawsze jest świadomość obywatelska.

A rząd PiS został demokratycznie wybrany przez dużą część obywateli.
Przy użyciu patriotycznych, tożsamościowych haseł, które zawłaszczyła prawica. Lewica i centrum milcząco godziły się na to zawłaszczenie. Nikt specjalnie nie próbował tworzyć w Polsce wizji nowoczesnego, konstytucyjnego patriotyzmu typu amerykańskiego albo niemieckiego, opartego na obywatelskim nonkonformizmie, poczuciu obywatelskiej odpowiedzialności, świadomości obywatelskich obowiązków wobec porządku, na którym oparty jest ład państwowy. W wolnym demokratycznym kraju obywatele muszą rozumieć i czuć, że patriotyzm to jest konstytucyjna praworządność.

A kiedy władza narusza reguły?
Patriotyzm oznacza, że obywatele organizują się i ich bronią.

Kilkadziesiąt tysięcy takich patriotów już wyszło na ulice.
Demonstracje to mało. Trzeba mieć program pozytywny. Kiedy się demonstruje przeciw zawładnięciu mediami państwowymi przez jedną partię, trzeba mieć projekt mediów niezależnych. Odpowiedzią na media „narodowe” powinno być tworzenie „mediów obywatelskich”.

Czyli jakich?
Na to pytanie odpowiedzieć muszą protestujący. Walka bez przemocy to nie tylko wymyślanie i wdrażanie alternatywnych praktyk i narracji, które przeciwstawią się władzy. Język jest kluczem. Zła władza zawsze mówi, że patriota to ten, kto broni jej przed obcymi. A doświadczenie wielu ruchów sprzeciwu wskazuje, że aktem patriotyzmu jest w takiej sytuacji nawoływanie do międzynarodowych sankcji.

Przeciw własnemu krajowi?
Sankcje mogą się odbić także na tych, którzy do nich nawołują. Ale patriotyzm to przekonanie, że dziś muszę ponieść ofiarę, żeby kraj miał się lepiej i żeby szybciej wrócił na właściwą drogę.

Ale walka bez przemocy z demokratycznie wybraną władzą jest walką na dwa fronty. Społeczeństwo musi walczyć z rządem, który narusza reguły, i między sobą. Część tę władzę wybrała.
Zła władza nie bierze się znikąd. Jest skutkiem poprzedniej władzy i postaw obywateli.

Wyobraża pan sobie, że społeczeństwo poprze polskiego polityka, który będzie wzywał UE lub USA do sankcji przeciw Polsce?
Nie całe, nie zawsze, nie w każdej sytuacji i nie wszystkie sankcje.

A w dzisiejszej polskiej sytuacji?
Myślę, że większość poparłaby na przykład tworzenie „obywatelskiej listy czarnych owiec”.

Czyli?
Czegoś w rodzaju rankingu stu lub dwustu osób, które niszczą demokrację i państwo prawa – Trybunał Konstytucyjny, służbę cywilną, niezależność mediów. Polityków, „ekspertów”, rządowych dziennikarzy, biorących pracę po niesprawiedliwie zwolnionych, wykorzystujących przyznane przez nową władzę funkcje do niszczenia inaczej myślących.

Kto by miał tę listę tworzyć?
To musi być oddolna inicjatywa, pod którą zbiera się podpisy, głosuje w internecie itp. Mając milion lub więcej podpisów, można wysyłać taką listę do instytucji i organizacji międzynarodowych – do Unii Europejskiej, OBWE, Rady Europy, Wspólnoty Państw Demokratycznych, NATO, ONZ, do ambasad, do demokratycznych rządów, czyli do wszystkich, którzy twierdzą, że stoją na straży demokracji, wolności, sprawiedliwej władzy. Można ją też wysyłać do firm, banków, organizacji profesjonalnych.

Co z tego ma wyniknąć?
To się nazywa naming and shaming. Czyli wskazywanie i zawstydzanie. Chodzi o ostracyzm społeczny i presję na ludzi, którzy są na liście lub mogą się na niej znaleźć.

Takie strachy to nie na tę grupę.
Ale może na jej otoczenie. Niektórzy usłyszą od bliskich lub znajomych, że to wstyd. To często przyczynia się do korygowania postaw. Ważna jest też sama społeczna mobilizacja w trakcie tworzenia listy.

Bo przeciwnicy władzy mogą się policzyć?
I przestają czuć się bezsilni. Czują, że mogą coś zrobić.

Rozsyła się taką listę po świecie, dostają ją instytucje i organizacje. Co one mają z nią zrobić?
Można do takiej listy dołączyć katalog oczekiwań. Na przykład prośbę do międzynarodowych organizacji profesjonalistów, żeby sprawdziły, czy czarne owce swoim postępowaniem naruszają ich wewnętrzne standardy. Dla organizacji dziennikarskich, prawniczych, politologicznych, socjologicznych, biznesowych standardy są ważną sprawą. Jeśli dostaną listę z milionem podpisów, to jej nie zlekceważą. Bo kiedy taką akcję prowadzi się konsekwentnie i przy realnym poparciu społecznym, to po jakimś czasie także biznes stara się dostosować. Zwłaszcza jeżeli jakieś rządy w jakiś sposób uznają zasadność takiego protestu. Walka bez przemocy zawsze jest walką o legitymizację. Żaden rząd nie cofnie uznania rządowi Beaty Szydło. Ale jest prawdopodobne, że wytworzy się zwyczaj pytania polityków PiS przez zagranicznych partnerów, jak otwarta jest partia rządząca na głos opozycji, kiedy Trybunał Konstytucyjny odzyska konstytucyjną pozycję i kiedy rząd przestanie kontrolować publiczne media i niszczyć krytyczne media prywatne.

PiS będzie odpowiadało, że to są fałszywe zarzuty i że obcy nie będą Polakom mówili, jak się rządzić.
Tak mówią najgorsi autokraci, od Putina, Łukaszenki do Xi Jinpinga czy afrykańskich dyktatorów pokroju Mugabego. Nikt na świecie się na to nie łapie. W ten sposób tylko wzmacnia się proces międzynarodowego delegitymizowania złej władzy.

Co niewiele zmienia.
Ale otwiera drogę do działań, które mogą coś zmienić, wspierając z zewnątrz proces powrotu do liberalno-demokratycznych standardów. To działa jak humor polityczny. Nikt nie obalił dyktatury politycznym dowcipem czy skeczem. Ale ziarnko do ziarnka nawet najgłupsze dowcipy osłabiają legitymację władzy i jej spójność. Nikt nie chce być wyśmiewany i pokazywany palcem.

Prezydent Duda już podobno martwi się o córkę studiującą na Wydziale Prawa UJ, który skrytykował łamanie prawa przez jej ojca.
Tak działa społeczna kontrola władzy. W demokracji to jest ważny mechanizm. Jak ojciec się nie wstydzi, to może córka się wstydzi i on może się z tym liczyć, a jak nie on, to jego żona, a to już gwarantuje ambaras w domu, tzn. w pałacu.

Jest też pewnie związek między nowym krytycyzmem Jadwigi Staniszkis wobec PiS a zaangażowaniem jej córki w Nowoczesnej.
Jeśli nie politycy, to przynajmniej ich dzieci żyją w społeczeństwie. Nie chodzi o jakiekolwiek karanie dzieci za rodziców lub odwrotnie. Ale takie poczucie odpowiedzialności w sposób naturalny istnieje. Jak rodzice są wyśmiewani albo potępiani, to dzieci się wstydzą i często dołączają do protestów.

Jedni się czegoś wstydzą, a drudzy są z tego dumni.
Jeżeli ktoś znajdzie się na liście hańby, pod którą podpisze się sto osób i której nikt nie potraktuje poważnie, to będzie nosił takie piętno jak order. Ale jeżeli tata musi się na całym świecie tłumaczyć z łamania konstytucji i wyjaśniać, że nie instaluje w Polsce dyktatury, to negatywne emocje przeważą. To też jest element społecznej samoregulacji. W działaniu bez przemocy nie wolno postępować pochopnie ani niesprawiedliwie. Także w słusznej sprawie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną