Kraj

Co się stało z Kosteckim? Prokuratura „przeszkadza w dotarciu do prawdy”

Dawid Kostecki Dawid Kostecki Forum
Odmowa dostępu do akt, sprzeczne ustalenia z oględzin zwłok i sekcji, której konkluzje „do niczego się nie nadają” – takie uchybienia w śledztwie dotyczącym śmierci Dawida Kosteckiego wymienia mec. Jacek Dubois, jeden z pełnomocników rodziny.

Adwokat wziął udział w posiedzeniu parlamentarnego zespołu śledczego do spraw zagrożeń bezpieczeństwa państwa, który zajął się zagadkową śmiercią byłego boksera w więzieniu. – Jeśli do tej pory ktokolwiek miał wątpliwości, czy afera podkarpacka jest faktem, to teraz mieć już ich nie może – podkreślała po spotkaniu Joanna Kluzik-Rostkowska (PO), przewodnicząca zespołu. Podobne oceny wypowiadali inni posłowie z zespołu, m.in. były minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk.

Zagadkowe okoliczności śmierci Kosteckiego

Zarówno Jacek Dubois, który obok Romana Giertycha reprezentuje rodzinę Kosteckiego, jak i sami posłowie wielokrotnie podkreślali ocierające się o obstrukcję działania prokuratury. Przede wszystkim to, że inna ekipa prokuratorsko-medyczna wykonała oględziny zwłok w celi, a inna była obecna przy sekcji. – Dobrym zwyczajem jest, by badania kontynuowały te same osoby. To, co zrobiono w sprawie Kosteckiego, to odejście od pewnego dobrego, logicznego schematu – zaznaczył Dubois.

W protokole z oględzin zwłok, do których doszło w więzieniu, prokurator napisał, że możliwy jest „zbrodniczy charakter śmierci”. Zaintrygowały go tajemnicze ślady na szyi zmarłego, przypominały te, które powstają po wkłuciu igły. Jednak ten prokurator nie uczestniczył już w sekcji, ale jego kolega, który po śmierci Kosteckiego przesłuchiwał więźniów osadzonych z nim w jednej celi.

Lekarz, która ją wykonała, zupełnie inaczej zinterpretowała ślady na ciele. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, co prawda je odnotowała, ale w ogóle się nimi nie zajęła. Prokuratura stwierdziła potem, że mogły powstać po ukąszeniu owada. Do dziś nie wyraziła zgody na ponowną autopsję, czego domaga się rodzina.

Czytaj też: Jak korumpuje się prokuratorów

Braki w dokumentacji i protokole z sekcji zwłok

Mec. Dubois podkreślał, że w protokole z sekcji są zasadnicze braki. – Powinna stwierdzać, jaki jest mechanizm powstawania obrażeń, skąd się wzięły. Zamiast tego jest określenie, że powstały bez udziału osób trzecich – opowiadał adwokat. Dlatego jego zdaniem protokół autopsji „nie spełnia wymogu procesowego, bo do niczego się nie nadaje”. – Dla mnie dowody mówią, że przebieg wydarzeń w tej sprawie był zupełnie inny, niż mówi prokuratura.

Jacek Dubois przyznał, że dokumentację z badań zwłok przekazał do konsultacji ekspertom. Miał od nich usłyszeć, że obrażenia, które stwierdzono na ciele boksera, to „typowe obrażenia świadczące o śladach walki i śladach obrony”, zaś te na plecach to „typowy obraz obrażeń po uderzeniu pałką”. Co do śladów na szyi – są „charakterystyczne dla użycia takiego narzędzia” jak paralizator.

Adwokat podkreślał również, że śledztwo prowadzone jest de facto w sposób całkowicie utajniony. Co prawda początkowo prokuratura wyraziła zgodę na wgląd pełnomocników do akt sprawy, ale później się z tego wycofała. – Gdy zaczęliśmy stawiać niewygodne pytania, okazało się, że potrzebna jest nowa zgoda. To praktyka absolutnie atypowa, która ma na celu odcięcie rodziny od wiedzy. Tak jakby próbowano ukryć dowody – oskarżał Dubois.

Z jego wypowiedzi wynika, że akta sprawy – do czasu, gdy miał w nie wgląd – zawierały istotne braki. Nie wiadomo np., czy zabezpieczono monitoring z korytarza więziennego, by ustalić, czy strażnicy dopełnili wszystkich procedur. – W tej sprawie nie wykonano podstawowych działań. Niektóre braki w dokumentacji wołają o pomstę do nieba, bo nie ma nad czym pracować – stwierdził adwokat.

Czytaj też: Prokuratura Ziobry chce rządzić w sądzie

Państwo nie pozwala dotrzeć do prawdy

Nie na wszystkie pytania posłów z zespołu Dubois mógł odpowiadać ze względu na obowiązującą go tajemnicę śledztwa. Jedno z takich pytań zadał poseł Grzegorz Furgo, a dotyczyło ono tego, czy przesłuchano wszystkich współwięźniów z zakładu karnego na warszawskiej Białołęce. Dubois dał do zrozumienia, że nie jest to wcale takie oczywiste. Prawdopodobnie do tej pory nie ustalono również, z kim się kontaktowali. Pełnomocnicy rodziny Kosteckiego nie wiedzą nawet, z kim tragicznie zmarły bokser dzielił celę.

W dotarciu do prawdy przeszkadza państwo, w tym przypadku organa państwa, które nie wykonują swoich obowiązków. A to znaczy, że mają w tym interes – konkludował Dubois, podkreślając, że możemy mówić nawet o „ucieczce przed próbą dotarcia do prawdy w tej sprawie” w wykonaniu prokuratury. Jako jeden z dowodów wskazywano na oświadczenie ministerstwa sprawiedliwości, które wprost napisało, że Kostecki popełnił samobójstwo. Zdaniem pełnomocnika to „najbardziej wulgarna próba wpływania na niezawisły wymiar sprawiedliwości”.

Dawid Kostecki został znaleziony martwy 2 sierpnia w celi więzienia na warszawskiej Białołęce. Leżał w swoim łóżku z zaciśniętą na szyi pętlą przywiązaną do górnej pryczy, a głowę miał nakrytą kocem. Były bokser był jedną z osób, która w tzw. aferze podkarpackiej oskarżała o zmowę policję i pochodzących z Ukrainy sutenerów. To w należących do nich agencjach towarzyskich miano nagrywać ważne osoby, m.in. byłego marszałka Sejmu i jednego z biskupów katolickich. Oprócz Kosteckiego zmarły dwie osoby, które miały wiedzę na ten temat.

Czytaj także: Tak się siedzi w polskich więzieniach

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Czy wiesz, skąd pochodzi to, co nosisz?

Firmy odzieżowe (i nie tylko) lubią zapewniać, że są społecznie odpowiedzialne. Pora im powiedzieć: sprawdzam. Zwłaszcza w czasach pandemii.

Jędrzej Dudkiewicz
28.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną