Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

PiS brzydko się chwyta. Chce jeszcze raz liczyć głosy wyborcze

Uzasadnienie protestów, cytowane przez biuro prasowe Sądu Najwyższego, brzmi trochę jak z humoru z zeszytów, choć sprawa nie jest ani trochę śmieszna. Uzasadnienie protestów, cytowane przez biuro prasowe Sądu Najwyższego, brzmi trochę jak z humoru z zeszytów, choć sprawa nie jest ani trochę śmieszna. Mirosław Gryń / Polityka
PiS ryzykuje bardzo dużo. Może oczywiście być tak, że członkowie komisji się pomylili, ale jeśli nie, to Kaczyński wyjdzie na człowieka, który nie umie pogodzić się z porażką w wolnych wyborach w państwie, które sam przez ostatnie cztery lata urządzał.

PiS oprotestował wyniki wyborcze w sześciu okręgach senackich, w których jego kandydaci przegrali różnicą od 320 (Koszalin) do 2451 głosów (Grudziądz). Uzasadnienie protestów, cytowane przez biuro prasowe Sądu Najwyższego, brzmi trochę jak z humoru z zeszytów, choć sprawa nie jest ani trochę śmieszna: „Część głosów zostało nieprawidłowo uznanych za nieważne, zaś w rzeczywistości powinny być one uznane jako głosy poparcia dla kandydata KW Prawo i Sprawiedliwość”. Dowodów PiS nie przedstawił, nie ma ich w każdym razie w obszernej depeszy PAP na ten temat.

Ewa Siedlecka: Wasz Sejm, nasz Senat. Co może PiS, co zyskała opozycja?

PiS zasługuje na więcej?

Każdy ma prawo złożyć protest wyborczy (słychać, że opozycja chce to zrobić w dwóch okręgach – jeśli uzasadnienie będzie równie przekonujące, to ten komentarz będzie także o niej). Ale podważanie przez PiS wyniku wyborów w sześciu okręgach – a nie było stamtąd sygnałów o nieprawidłowościach, odsetek głosów nieważnych nie odbiega od średniej ogólnopolskiej – każe podejrzewać, że zdaniem partii rządzącej suweren nie zagłosował tak, jak miał, więc należy go skorygować. Nie ma większości w Senacie? Słabo idzie podkupywanie senatorów opozycji? To zdobądźmy większość przy zielonym stoliku.

Chyba zatem powoli wyjaśnia się, co miał na myśli Jarosław Kaczyński, gdy po wyborach mówił, że PiS otrzymał dużo, ale zasługuje na więcej.

Reklama