Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Poczet prezydentów

Poczet prezydentów. Podsumowanie prof. Antoniego Dudka

Lech Wałęsa z wizytą w Wielkiej Brytanii, 1991 r. Lech Wałęsa z wizytą w Wielkiej Brytanii, 1991 r. Rex / EAST NEWS
Rozmowa z prof. Antonim Dudkiem o prezydentach III RP: jakie popełnili błędy, gafy, a co udało im się zrobić dobrego.
Aleksander Kwaśniewski podczas kampanii wyborczej, na scenie z zespołem Top One w rytm piosenki „Ole Olek”, 1990 r.Marcin Rutkiewicz/Reporter Aleksander Kwaśniewski podczas kampanii wyborczej, na scenie z zespołem Top One w rytm piosenki „Ole Olek”, 1990 r.

JOANNA PODGÓRSKA: – Gdy po 1989 r. ogłaszano pierwsze powszechne wybory prezydenckie, część demokratycznej opozycji widziała miejsce Lecha Wałęsy w muzealnej gablocie. On sam uznał, że ta prezydentura mu się po prostu należała. Jak pan to ocenia?
ANTONI DUDEK: – Prezydentura mu się nie należała, ale w dużym stopniu był na nią skazany. Po części przez tych, którzy nie chcieli, żeby został prezydentem. To Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuroń i wielu innych przez całe lata 80. traktowali Wałęsę jako swojego bezdyskusyjnego lidera. Stworzyli nieomal jego kult. Po przełomie Mazowiecki został premierem, Geremek szefem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, Kuroń jednym z najważniejszych ministrów w rządzie, Michnik – naczelnym „Gazety Wyborczej”, a Wałęsa miał zostać tym, kim był, czyli liderem Solidarności. To była naiwność. Zwłaszcza po jego słynnej wizycie w USA, gdzie został przyjęty z honorami, których nie doświadczył żaden przywódca Polski po nim. On musiał kandydować. Źle się stało, że wypuszczono wówczas dżina z butelki i zafundowano Polsce to, z czym zmagamy się do dziś i będziemy zmagać jeszcze długo, czyli powszechne wybory prezydenckie. To było najgorsze możliwe rozwiązanie, bo nie wybraliśmy ani systemu kanclerskiego, który uważam za najlepszy, ani klasycznego prezydenckiego, tylko mieszany – półprezydencki. To spowodowało, że sporą część dziejów III RP wypełniły wojny prezydentów z kolejnymi rządami. Na ostro zaczęło się to właśnie za Wałęsy, a uspokoiło dopiero po 2010 r.

W czasie kampanii wypuszczono jeszcze jednego dżina. Wepchnięty w ramiona braci Kaczyńskich, Wałęsa rozpoczął wojnę na górze, która rozbiła obóz solidarnościowy. Nie stronił od populizmu czy wręcz akcentów antysemickich.

Polityka 25.2020 (3266) z dnia 16.06.2020; Rozmowa Polityki; s. 21
Oryginalny tytuł tekstu: "Poczet prezydentów"
Reklama