Kraj

Sasin idzie na wojnę z lekarzami. To głupie i niesprawiedliwe

Rząd czuje się urażony faktem, że lekarze w dużej mierze zignorowali wezwania do stawiennictwa do walki z epidemią. Rząd czuje się urażony faktem, że lekarze w dużej mierze zignorowali wezwania do stawiennictwa do walki z epidemią. SJ Objio / Unsplash
Byłoby najlepiej, gdyby Sasin po prostu przeprosił. Jeśli stracimy zaufanie do lekarzy, to nie zostanie nam już nic – żaden twardy grunt dla walki z pandemią.

Wicepremier Jacek Sasin od dłuższego czasu na własne życzenie jest postacią anegdotyczną. Swoimi osiągnięciami w zakresie drukowania kart wyborczych oraz makijażu na koszt podatników skutecznie odciąga uwagę od osiągnięć premiera, prezydenta i samego prezesa. Być może taka już jest jego rola w rządzie – świadomie czy nieświadomie przez niego przyjęta.

W każdym razie – jak mało kto Sasin umie jednych rozśmieszyć, a innych wkurzyć. W środę w Programie I Polskiego Radia był łaskaw zabłysnąć sztuką retorycznego kontrapunktu, zestawiając pochwały dla rządu na okoliczność wybornego przygotowania na druga falę epidemii z przyganą w stronę lekarzy. „Niestety występuje taki problem jak brak woli części środowiska lekarskiego. […] Oczywiście bardzo wielu lekarzy, pielęgniarek, personelu medycznego z wielkim poświęceniem wykonuje swoje obowiązki, ale część tych obowiązków wykonywać nie chce” (ze strachu przed zakażeniem).

Lekarze zażądali przeprosin

Lekarze nie należą do niewrażliwych na swoim punkcie ani do potulnych. Uszu po sobie nie położyli. Posypały się komentarze i drwiny, a także formalne reakcje. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Andrzej Matyja zażądał przeprosin, określając wypowiedź Sasina jako policzek wymierzony całemu środowisku. Sasin jednakże nie daje za wygraną i twierdzi na przykład, że w województwie opolskim niemal 95 proc. lekarzy nie stawiło się na wezwanie wojewody do walki z epidemią.

Ten komentarz Sasina pokazuje, gdzie jest pies pogrzebany. Rząd czuje się urażony faktem, że lekarze w dużej mierze zignorowali wezwania do stawiennictwa do walki z epidemią w nadzwyczajnym trybie administracyjnym, wprowadzonym przez specjalną ustawę covidową. Trudno się dziwić oburzeniu medyków bez pardonu delegowanych do pracy w zakładach leczniczych przygotowanych do przyjmowania pacjentów chorych na covid-19, jeśli tej nadzwyczajnej i w zasadzie przymusowej delegacji nie towarzyszyło właściwe zabezpieczenie. Takie jak testy dla personelu medycznego, kombinezony i inny sprzęt. Niektórzy lekarze zareagowali, przynosząc zwolnienia bądź w ogóle ignorując wezwania. A zdarzało się, że po takiego lekarza przyjeżdżała policja.

Zapewne bywa, że ten czy inny lekarz wymiguje się od uciążliwych i niosących ze sobą ryzyko obowiązków. Ale takich osób jest mało. Nie każdy lekarz niepodporządkowujący się policyjnym nakazom uchyla się od pracy. Bynajmniej. Lekarze chcą pracować i pracują z wielkim poświęceniem, lecz nie życzą sobie podlegać policyjnemu reżimowi, a już zwłaszcza nie życzą sobie recenzji ze strony pana Sasina, który ani w ich środowisku, ani bodajże w żadnym innym nie jest moralnym czy zawodowym autorytetem.

Żaden urzędnik nie powinien decydować o życiu

Lekarzy anestezjologów, pielęgniarek anestezjologicznych oraz techników obsługujących respiratory zaczyna brakować. Brakuje też lekarzy innych specjalności oraz pielęgniarek, bo wielu jest na kwarantannie lub choruje. W Centrum Zdrowia Dziecka wyłączonych z pracy jest ponad sto osób. I lepiej na razie nie będzie.

Najgłupsze, co może dziś robić rząd, to szczuć na lekarzy i pielęgniarki. To głupie i niesprawiedliwe, a ponadto demotywujące dla tych, którzy pracują ponad przepisowy wymiar czasu pracy i ryzykują zdrowiem, by pomagać pacjentom chorym na covid.

Od oceniania lekarzy są rzecznicy odpowiedzialności zawodowej, sędziowie sądów lekarskich i sądów powszechnych, a także bioetycy i dziennikarze wyspecjalizowani w tematyce medycznej. Ze stanowiska bioetycznego trzeba powiedzieć w kontekście zarzutu lękliwości, jaki był łaskaw podnieść Jacek Sasin, że etos lekarski wymaga od osób wykonujących ten szczególny zawód, aby w sytuacjach nadzwyczajnych wykazywali się odwagą, a nawet poświęceniem.

Jednakże wyznaczanie granic tej odwagi i poświęcenia należy do nich samych – żaden urzędnik nie może zza biurka mówić lekarzom, jak bardzo mają ryzykować. To wysoce niestosowne i szkodliwe. Byłoby najlepiej, gdyby Sasin po prostu przeprosił, a relacje rządu ze środowiskami medycznymi zechciał – jako wicepremier – kształtować na podstawie rzetelnych rozmów prowadzonych w atmosferze szacunku i zaufania. Jeśli stracimy zaufanie do lekarzy, to nie zostanie nam już nic – żaden twardy grunt dla walki z pandemią.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną