Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Kaczyński ryczy na opozycję. Szaleństwo czy metoda?

Jarosław Kaczyński w Sejmie Jarosław Kaczyński w Sejmie Mateusz Włodarczyk / Forum
Już dla wszystkich jest jasne, że prezes się pogubił, traci talenty strategiczne (prawdziwe czy rzekome?). Że samowładny styl rządzenia kompromituje się, ukazując swoją niewydolność.

Jarosław Kaczyński od kilku tygodni publicznie wyostrza wypowiedzi w wywiadach i wystąpieniach sejmowych. Co prawda do jego radykalizmów i ekstremizmów mogliśmy się już niby przyzwyczaić, przecież nie brakowało ich nigdy w ciągu kilkudziesięciu lat tej kariery, niemniej dzisiejsza erupcja agresji zdaje się osiągać jakąś dodatkową ekspresję. Przy czym coraz powszechniejsza staje się opinia, że nie mamy do czynienia z siłą, ale ze słabością, że wściekłość jest przejawem zagubienia i strachu, że nie jest wyłącznie metodą robienia polityki, tak ukochaną i uprawianą przez Kaczyńskiego zawsze i wszędzie.

Czytaj też: Kaczyński na rozdrożu

Ulica i zagranica

Adresatami tej wściekłości i agresji są jak zawsze mniej więcej ci sami wrogowie: Europa jako Bruksela, ale też oczywiście konkretne państwa składające się na Unię, zwłaszcza Niemcy. To prezes PiS właściwie jako pierwszy tak mocno i bezpardonowo zapowiedział osławione weto, zresztą w swoim stylu: „Non possumus!”. Nadał ton i upodmiotowił weto zgłaszane teraz wobec Brukseli przez Zbigniewa Ziobrę, jak też niejako przymusił prezydenta Dudę do odrzucenia pomocy antyepidemicznej oferowanej Polsce przez Niemcy – jakże to, od kogo?

Drugim dyżurnym wrogiem jest naturalnie opozycja, która – jak można było m.in. usłyszeć – ma „krew na rękach”, „będzie siedzieć”, wypowiadane w momencie, gdy na ulicach policja pałowała strajkujące kobiety, za co zresztą Kaczyński jest bezpośrednio odpowiedzialny jako wicepremier od bezpieczeństwa, czyli zwierzchnik tejże policji.

Reklama