Kraj

Bez prawa do czystego środowiska. Sąd Najwyższy rozczarował

Walka ze smogiem to dziś już kwestia życia i śmierci. Walka ze smogiem to dziś już kwestia życia i śmierci. Maksym Diachenko / Unsplash
W sprawach klimatu mogło dziś dojść do swoistego przewrotu kopernikańskiego. Gdyby Sąd Najwyższy orzekł, że czyste środowisko to dobro osobiste, otworzyłoby to każdemu możliwość domagania się odszkodowania za sam fakt życia w zanieczyszczonym środowisku. Ale, niestety, tak nie orzekł.

To duża porażka dla wszystkich, którym na sercu leży czyste środowisko. Chodzi o sprawę wszczętą przez działacza antysmogowego z Rybnika Oliwera Palarza. Sąd Najwyższy odpowiedział dzisiaj na pytanie prawne zadane przez Sąd Okręgowy w Gliwicach. Do sprawy przystąpił RPO.

Czytaj też: Smog – wróg serca i płuc

Albo odszkodowania, albo eliminacja trucicieli

Oliwer Palarz domaga się odszkodowania, powołując się na naruszenie swoich dóbr osobistych w postaci prawa do zdrowia (bo smog truje), do ochrony życia prywatnego i mieszkania (bo nie otwierał w zimie okna, żeby nie wpuszczać smogu), do swobodnego przemieszczania się (bo rezygnował zimą z aktywności na powietrzu). I prawa do życia w czystym środowisku.

Kodeks cywilny definiuje dobra osobiste ogólnie jako „dobra niemajątkowe przysługujące każdej osobie fizycznej oraz osobie prawnej, związane z ich indywidualnym istnieniem”. Ich katalog jest otwarty. Art. 23 wymienia przykładowo zdrowie, wolność, cześć, swobodę sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnicę korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukową, artystyczną, wynalazczą i racjonalizatorską. O ile więc pierwsze trzy prawa, na naruszenie których poskarżył się Oliwer Palarz, mieszczą się na tej liście, o tyle prawo do czystego środowiska naturalnego nie było tradycyjnie uznawane za element dóbr osobistych.

Gdyby Sąd Najwyższy orzekł, że czyste środowisko to dobro osobiste, otworzyłoby to każdemu możliwość domagania się odszkodowania za sam fakt życia w zanieczyszczonym środowisku. Trzeba by tylko wykazać, że to zanieczyszczenie rzeczywiście przekracza dopuszczalne normy (także te europejskie). To zaś oznaczałoby, że władze – samorządowe czy centralne – musiałyby albo płacić obywatelom odszkodowania, albo wycofać się z inwestycji, które trują otoczenie.

Byłby to dla ochrony środowiska, w tym klimatu, przewrót kopernikański. Ważniejszy niż zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych, poprzedzony szeregiem procesów – m.in. przeciwko pracodawcom – o odszkodowania za szkody na zdrowiu w wyniku biernego palenia.

Czytaj też: Polska bordową wyspą

Sąd Najwyższy zniechęci inne sądy

Po przegranej Palarza przed Sądem Rejonowym w Rybniku do sprawy przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich. Argumentował, że prawo do życia w czystym środowisku wynika z konstytucji. Na przykład art. 5 mówi, że „Rzeczpospolita Polska (…) zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”. Poza tym dla ochrony środowiska można ograniczać inne prawa i wolności (art. 31 ust. 3 konstytucji). Z kolei art. 74 nakazuje prowadzić „politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom”, a także podkreśla, że „ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych”. Tak więc nie ma wątpliwości, że dbałość o środowisko naturalne jest ważną wartością konstytucyjną.

Poza tym RPO powołał się na art. 13 tzw. dyrektywy CAFE (Parlamentu Europejskiego i Rady, 2008/50/WE z 21 maja 2008 r.) w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy. A więc pozbawienie Palarza możliwości korzystania z niezatrutego powietrza przez średnio blisko jedną trzecią roku – jak to ma miejsce w Rybniku – jest naruszeniem jego dóbr osobistych w postaci prawa do korzystania ze środowiska naturalnego.

Izba Cywilna Sądu Najwyższego (w składzie: przewodnicząca Marta Romańska i sędziowie Paweł Grzegorczyk i Monika Koba) stwierdziła jednak, że nie należy poszerzać katalogu uznawanych do tej pory w orzecznictwie dóbr osobistych, podtrzymując wyrok z lat 70. Orzeczenie wiąże tylko skład sądzący, który zadał pytanie prawne, czyli Sąd Okręgowy w Gliwicach. Ale zniechęci najpewniej inne sądy w podobnych sprawach do uznawania prawa do czystego środowiska za dobro osobiste.

Czytaj też: Ołowica, zapomniana zaraza. Analogie nasuwają się same

To dziś kwestia życia i śmierci

Z jednej strony można zrozumieć powściągliwość sądu, bo poszerzanie uznawanego katalogu dóbr osobistych to poszerzenie możliwości skarżenia i zwiększanie liczby spraw. Z drugiej strony żyjemy w czasach, gdy stan środowiska naturalnego jest już kwestią życia i śmierci. Mamy ustalone normy zatrucia i kary za ich przekraczanie, mamy regulacje międzynarodowe i opłaty za emisję CO2. A przecież widać, że to nie wystarcza.

W tej sytuacji także sędziowie powinni wziąć odpowiedzialność za wykorzystanie wszelkich skutecznych instrumentów wymuszania na władzy przestrzegania prawa. Sąd w sprawie rybnickiej podkreślił, że Oliwer Palarz może dochodzić odszkodowania za narażenie zdrowia, życia prywatnego itd. Owszem, ale w takim razie będzie musiał udowadniać, że choruje od smogu, powoływać świadków, którzy poświadczą, że zmienił z tego powodu styl życia, wyliczać, ile razy otwierał okno latem, a ile zimą i że nie miało to związku z temperaturą itp. Tymczasem nie chodzi o prawne kruczki. Chodzi o postawienie kwestii ochrony środowiska na równi ze zdrowiem czy wolnością. Podkreślenie jej konstytucyjnej rangi i danie obywatelom broni do wymuszania na władzy działań, do których konstytucja i umowy międzynarodowe ją zobowiązują.

Szkoda, że jeszcze nie tym razem.

Czytaj też: Toksyczna mgła. Warszawa dusi się od smogu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną