Kraj

Premier tumani i przestrasza. Piknik na granicy i nieodległe wybuchy

Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej ws. kryzysu na granicy białoruskiej Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej ws. kryzysu na granicy białoruskiej Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Konferencja Mateusza Morawieckiego i Mariusza Kamińskiego była preludium do sejmowego głosowania nad stanem wyjątkowym. Miała wzbudzić poczucie rosnącego zagrożenia i presję „Polek i Polaków”, by wszystkie polityczne siły zgodnie zagłosowały „za bezpieczeństwem”.

Od czasu wprowadzenia stanu wyjątkowego na polsko-białoruskiej granicy sytuacja zmieniła się radykalnie. Wcześniej koczowali na niej zziębnięci, przemoczeni, głodni, chorujący uchodźcy, uwięzieni z jednej strony przez uzbrojony kordon pograniczników białoruskich, po drugiej – polskich. A w nadgranicznych lasach aktywiści spotykali głodnych, wystraszonych ludzi, którym polscy funkcjonariusze demolowali telefony komórkowe i których wypychali na stronę białoruską, odmawiając przyjęcia wniosku o status uchodźcy.

Teraz w Usnarzu Górnym koczują – jak to określił szef MSWiA Mariusz Kamiński – sfraternizowani ze służbami białoruskimi ludzie korzystający z transportu białoruskich funkcjonariuszy, stale dożywiani, zaopatrzeni w śpiwory, namioty i co tylko dusza zapragnie. Zostało to zilustrowane na rządowej konferencji sielankowymi zdjęciami z pikniku na granicy, w tym zdjęciem radosnego chłopaka, który przez okno łazika białoruskiej straży granicznej pokazuje znak „V”.

Czytaj też: Strażnicy na granicy

Problem humanitarny? Zniknął

„Co więcej, korzystają ze środków transportu, są tam dowożeni na granice. Służby białoruskie identyfikują nowe twarze” – stwierdził Kamiński. Nie ma już głodnych, błąkających się po lasach. Są turyści przywiezieni samolotami z Iranu i „obywatele Afganistanu, którzy od wielu lat mieszkają w Rosji, pracują tam zawodowo, zostały im złożone propozycje wyjazdu do UE. Wiemy, ile płacą: po 5,5 tys. dol. od osoby. Mamy rodzinę, która mówi, że zapłacili 40 tys. dol.”.

Dlaczego ludzie legalnie mieszkający od lat w Rosji, relatywnie bogaci, chcą na Zachód? Minister Kamiński nie wyjaśnił, ale można się domyślić: to szpiedzy Putina. Tylko dlaczego idą przez zieloną granicę, narażając na zatrzymanie i odepchnięcie, zamiast załatwić sobie wizę w polskiej ambasadzie lub kupić mocne papiery? Za 40 tys. dol. bardzo mocne nawet. Tak to w cudowny sposób zniknął problem humanitarny.

Ewa Siedlecka: Wojna z uchodźcami

„Trwa napór na wschodnią granicę”

Ten sielankowy obraz pikniku na polskiej granicy mógłby zrelaksować słuchaczy do tej pory przekonanych o konieczności „obrony granic” i podważyć sensowność wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, dlatego była też retoryka wojenna. A więc „trwa napór na naszą granicę”. W ciągu ostatniej doby przekroczyły ją 152 osoby, a od początku stanu wyjątkowego było 477 takich prób. Ponieważ straż stosuje metodę odpychania (pushback).

Premier Mateusz Morawiecki: „Wprowadziliśmy stan wyjątkowy, żeby plan wydarzeń nie był prowadzony według scenariusza z zagranicy, z Białorusi”. A więc „scenariusz pisany cyrylicą”. Do tego premier stwierdził złowieszczo, że „słyszane są na granicy nieodległe wybuchy” w związku z manewrami Zapad. A więc wróg u bram. I dodał, że to „atak na wschodnią granicę Unii Europejskiej”.

Po czym dramatycznie zawołał pod adresem opozycji: „Na Boga miłego! Wszyscy powinniśmy chronić polskiej granicy. Nikt nie powinien wspierać prowokacji na wschodniej granicy. Trzeba chronić ludność miejscową i wszystkich obywateli Polski przed nielegalną emigracją”. Czyli prawdopodobnie po wprowadzeniu stanu wyjątkowego uchodźcy, którzy dotąd prosili miejscowych o jedzenie i za nie płacili, przeistoczyli się w terrorystów, którzy jedzenie wymuszają groźbą.

„10 tys. migrantów szturmuje” naszą granicę – padło na konferencji. W 2007 r. złożono w Polsce 10 048 wniosków o status uchodźcy. Ponad 10 tys. także w 2010 r. Zaś w 2013 ponad 15 tys. Czy ktoś słyszał wtedy o „fali” i bił na alarm? Czy wprowadzano stan wyjątkowy?

Sierakowski: Wojna polsko-uchodźcza. Wymarzony konflikt PiS

Białoruś nie jest „krajem bezpiecznym”

Premier Morawiecki na konferencji oświadczył, że uchodźcy powinni składać wniosek o azyl na terenie Białorusi, bo Białoruś jest krajem bezpiecznym. Dowód: jest stroną konwencji genewskiej o uchodźcach. Chiny też są sygnatariuszem tej konwencji. A w sierpniu 2020 r. Trybunał Praw Człowieka w sprawie trzech skarg czeczeńskich o odmowę przyjęcia przez straż graniczną wniosków o status uchodźcy stwierdził, że Białoruś nie jest „państwem bezpiecznym”, bo w praktyce procedura azylowa tam nie działa i uchodźcy wydalani są bezpośrednio do krajów, gdzie grożą im tortury.

Konferencja była preludium do głosowania w Sejmie nad odrzuceniem stanu wyjątkowego. Miała wzbudzić poczucie rosnącego zagrożenia i presję „Polek i Polaków”, by wszystkie polityczne siły zgodnie zagłosowały za bezpieczeństwem, przeciw zagrożeniu ludźmi podstawianymi „w busach z przyciemnionymi szybami”, ochranianymi przez „zamaskowanych, uzbrojonych ludzi”. Jeśli ktoś z opozycji zagłosuje przeciw „obronie Polek i Polaków”, będzie „wspierać prowokację” Łukaszenki i Putina. I godzić w bezpieczeństwo Polski. „Lista hańby” posłów, którzy głosowali przeciwko stanowi wyjątkowemu, będzie tygodniami odczytywana w „Wiadomościach” TVP.

Jerzy Baczyński: Bitwa pod Usnarzem

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Szkoła bardzo szkodzi. Uczniom, demokracji, światu

Rozmowa z dr. Mikołajem Marcelą o fatalnych skutkach kultywowania XIX-wiecznej formuły szkoły, wychowywaniu do autorytaryzmu i o tym, jak można to zmienić.

Jacek Żakowski
18.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną