Kraj

Morawiecki kontratakuje w Sejmie. Znaczone i zużyte karty

Mateusz Morawiecki w Sejmie Mateusz Morawiecki w Sejmie Andrzej Hulimka / Forum
Piarowcy „Zjednoczonej Prawicy” wyszykowali dla premiera „narrację” opartą na trzech elementach: złym Tusku, utracie suwerenności oraz straszeniu uchodźcami i Niemcami.

Premier Mateusz Morawiecki w przemówieniu sejmowym wyłożył na stół pisowskie karty. To nie PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, tylko Donald Tusk. Widocznie Morawiecki przespał „okupację brukselską” Marka Suskiego, „poradzimy sobie bez funduszy UE, jeszcze będą od nas pożyczać” Adama Glapińskiego, antyunijne pobrzękiwanie szabelką Zbigniewa Ziobry i innych figur obozu Jarosława Kaczyńskiego. Tuskowi dał odpór za całokształt, pocałunkiem Judasza poczęstował lewicę Włodzimierza Czarzastego.

Karty znane i zużyte

Totalna odmowa zmierzenia się z krytyką demokratów ma dwa powody. Pierwszym jest utrzymujące się wysokie poparcie dla pozostania Polski w UE i prawie połowa obywateli przekonanych, że polexit może nastąpić w efekcie zaostrzającego się sporu obozu Kaczyńskiego z Brukselą wokół praworządności. Dodatkowym powodem odporu Morawieckiego była fala prounijnych manifestacji, jaka przetoczyła się przez Polskę ubiegłej niedzieli.

Sukces demokratów zmobilizował do kontrataku propagandę rządową. Piarowcy „Zjednoczonej Prawicy” wyszykowali dla Morawieckiego „narrację” opartą na trzech elementach: straszeniu Tuskiem, utracie suwerenności i rzekomym „superpaństwie europejskim”, w którym Polska będzie jednym z wielu „regionów”, a nie samodzielnym państwem narodowym, oraz na straszeniu uchodźcami i Niemcami.

Niby nic nowego, bo te karty są znane i zużyte od dawna, ale Morawiecki je teraz przetasował i wyłożył tak, by na nowo zmobilizować pisowski elektorat i wyposażyć go w argumenty w coraz gorętszych dziennych i nocnych rozmowach rodaków o kondycji i przyszłości Polski pod rządami Kaczyńskiego. Poirytowany i momentami agresywny ton premiera zdradzał, że boi się nie tylko powrotu Tuska do polityki polskiej i jego sondażowego efektu, ale też ziobrystów i skrajnej prawicy, której wrzaski podczas hymnu narodowego na pl. Zamkowym przypomniały PiS, że wyrósł mu konkurent nie tylko w grze parlamentarnej („będziesz wisiał!”), ale i na ulicy.

Białe jest białe, a czarne jest czarne

Wciąż jednak za „wroga” numer jeden Kaczyński uważa Tuska i Platformę Obywatelską pod jego przywództwem, czyli demokratyczną centroprawicę z krwi i kości, szczególnie gdyby ostatecznie porozumiała się przed wyborami z ruchem Szymona Hołowni. W obawie przed tym scenariuszem Morawiecki z prezesem wytoczyli ciężkie działa: winą Tuska jest nie tylko drożyzna, ale nawet brexit. PiS wierzy, że ta nowa odsłona polityki pod niezapomnianym hasłem Kaczyńskiego, że nic ich nie przekona, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”, nie straciła siły przekonywania wyborców do głosowania na nich mimo całej serii ciężkich porażek w polityce krajowej i zagranicznej.

To typowe dla Kaczyńskiego, niebezpieczne i nieodpowiedzialne unikanie szczerej i poważnej debaty narodowej o kondycji państwa i społeczeństwa. Obnaża ona pustkę ideową i myślową haseł o „jednym narodzie”. Demokraci i niezależni eksperci wielokrotnie w ciągu ostatnich sześciu lat wyłożyli merytoryczne argumenty w sporze o praworządność, rozumienie suwerenności i pierwszeństwa prawa unijnego nad narodowym jako fundamencie UE.

Morawiecki to nie Erhard

Premier Morawiecki pozostaje na nie głuchy, demonstruje niechęć oraz niezdolność do ich rzeczowego rozważenia. Powtarza slogany, ironizuje, przywołuje przykłady, ale nie chce dostrzec, że suwerenności ani konstytucji nic w działaniu demokratów nie grozi. Suwerenność polega po prostu na tym, że jesteśmy podmiotem prawa międzynarodowego, wyłaniamy władze państwowe w wolnych i uczciwych wyborach oraz dobrowolnie przestrzegamy umów, które dobrowolnie przyjęliśmy w referendum narodowym w sprawie przystąpienia do UE. Żadne gremium unijne nie atakuje naszej konstytucji, każde oczekuje współpracy z Brukselą, a nie konfrontacji, obelg i insynuacji. Polexit rzeczywiście nie jest terminem ze słownika PiS, ale skrótem myślowym opisującym unijną politykę PiS i jej przewidywane skutki.

Można dyskutować, czy najlepszym pomysłem było głosowanie przez partię Tuska przeciwko przyjęciu przedstawionego przez obóz obecnej władzy Krajowego Planu Odbudowy, lecz nie można zaprzeczać faktom: powiązany z nim Polski Ład budzi ogromne kontrowersje, a sam Kaczyński przyznał, że sądowa „reforma” Ziobry nie przynosi oczekiwanych skutków. Nie czyni to jednak z PiS obrońców praworządności opisanej w naszej konstytucji i traktacie europejskim, a z Morawieckiego Ludwiga Erharda, ojca powojennego cudu gospodarczego w Niemczech Zachodnich. Trochę pokory, trochę umiaru, trochę uczciwości intelektualnej, Panie Premierze.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną