„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Jak Kaczyński chce spacyfikować Sąd Najwyższy i niepokornych sędziów

Jarosław Kaczyński, Warszawa, 10 października 2021 r. Jarosław Kaczyński, Warszawa, 10 października 2021 r. Adam Chełstowski / Forum
Wicepremier Kaczyński ogłosił – półgębkiem i od niechcenia, w ogólnym wywiadzie dla radia RMF FM – zasadniczą reformę sądownictwa. Jest ona podobno już „zatwierdzona od miesięcy” przez Komitet ds. Bezpieczeństwa, na którego czele stoi Jarosław Kaczyński, i ma być częścią Polskiego Ładu.

Reforma ma polegać na marginalizacji Sądu Najwyższego i likwidacji sądownictwa pierwszego stopnia. Sędziowie sądów rejonowych mają być „awansowani” na okręgowych – z odpowiednim podniesieniem uposażenia. Premier Kaczyński podkreśla, że buntu sędziów się nie spodziewa, bo skoro dostaną podwyżkę i awans, to przeciw czemu mieliby się buntować?

Likwidacja sądów rejonowych

Sądy rejonowe zostałyby przemianowane na filie sądów okręgowych. Jakie korzyści miałby mieć z tego klient? Zdaniem wicepremiera takie, że będzie sobie mógł wybrać sąd w okręgu, w którym będzie sądzona jego sprawa. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że rząd planuje znieść jedną z gwarancji sprawiedliwego sądu, jaką jest właściwość miejscowa. Poza tym co to miałoby oznaczać, że człowiek wybierze sobie sąd? Jeśli jest to sprawa karna, to wybierze raczej prokuratura. Jeśli cywilna, to powód wybierze sobie sąd, w którym łatwiej wygra z pozwanym, bo np. liczy na konkretnego sędziego albo pozwany będzie miał daleko, co spowoduje trudności z dotarciem.

Premier Kaczyński zapewnia, że „w tym akurat elemencie tej reformy weryfikacji (sędziów) nie będzie, chyba żeby chodziło o jakieś ciężkie przypadki dyscyplinarne, bo one rzeczywiście występują”. Można to zrozumieć w ten sposób, że ten, kto – np. przez działalność na rzecz niezależności sądów – nie naraził się na postępowania dyscyplinarne, może spać spokojnie. Ale liderzy ruchu oporu przeciw upolitycznianiu sądów, którzy – jak Waldemar Żurek – dorobili się kilku czy kilkunastu spraw dyscyplinarnych, albo – jak Igor Tuleya czy Beata Morawiec – zarzutów karnych, przestaną być sędziami. A więc władza po prostu pozbędzie się tych sędziów, którzy ją najbardziej uwierają i ustanawiają standard niezłomności.

Czytaj też: Sensacja. Ikona oporu sędzia Beata Morawiec wraca do orzekania

Marginalizacja Sądu Najwyższego

Ale prawdziwą polityczną zemstę władza szykuje – sądząc po tym, co powiedział w RMF FM premier Kaczyński – sędziom Sądu Najwyższego: „generalnie rzecz biorąc, to będzie sąd niewielki, którego zadaniem będzie porządkowanie orzecznictwa”. Nie sprecyzował, na czym miałoby polegać „porządkowanie”. Być może chodziło mu o dbanie o spójność orzecznictwa, czyli o to, żeby sądy podobnie rozumiały i stosowały przepisy. Skoro, jak powiedział premier, kasacje zostaną przeniesione do drugiej instancji sądownictwa, która – wzorem reformy prokuratury – zostanie przemianowana z „apelacyjnej” na „regionalną” (znowu: sędziów trzeba będzie do niej powołać na nowo), to znaczy, że Sąd Najwyższy w praktyce będzie się zajmował wyłącznie odpowiedziami na pytania prawne sądów. W kształcie obecnym zostanie zapewne tylko Izba Kontroli Nadzwyczajnej, rozpatrująca skargi na decyzje KRRiT, sprawy wyborcze i skargi nadzwyczajne.

Ewa Siedlecka: Manowska ofiarą władzy i sędziów

To oznacza marginalizację Sądu Najwyższego. I pozbycie się z niego większości sędziów „starych” izb: Cywilnej, Karnej i Pracy. Oczywiście tych, którzy byli powołani przed rządami PiS. Zapewne władza zastosuje tę samą metodę, której użyła, likwidując Prokuraturę Generalną: jej prokuratorów Zbigniew Ziobro posłał w większości do prokuratur rejonowych i okręgowych. Choć możliwe też, że zgodzi się, by wcześniej przeszli w stan spoczynku i już władzy w sądach niższych szczebli nie przeszkadzali. Nie będzie podstawy do kwestionowania takiego rozwiązania, bo konstytucja (art. 180, ust. 5) mówi: „W razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia”.

Co byłoby z Izbą Dyscyplinarną SN? Tego premier Kaczyński nie wyłuszczył. Powiedział jedynie: „Trzeba opanować tę anarchię, która dziś panuje w polskich sądach, i trzeba jednocześnie zlikwidować te instytucje, które całkowicie się nie sprawdziły. (…) Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego się nie sprawdziła”. A więc możliwe, że skoro już w Sądzie Najwyższym zostaną sami neosędziowie, to – zgodnie z pomysłem lansowanym przez pierwszą prezes SN Małgorzatę Manowską – sędziów dyscyplinarnych się wylosuje.

Czytaj także: TSUE o neosędziach. „Możliwe rażące naruszenie prawa Unii”

Reforma Kaczyńskiego: ostatni cios w niezależność sądownictwa

Reforma Kaczyńskiego to nie to samo co reforma Ziobry/Piebiaka, ale się na niej wzoruje. Ziobro nie zapowiadał takiej marginalizacji Sądu Najwyższego, ale nie ma powodu sądzić, że mu się ona nie spodoba. A czy się spodoba, zapewne będzie zależało od tego, jaką władzę w ramach tej reformy dostanie minister sprawiedliwości.

Reforma opisana przez premiera Kaczyńskiego nie ma na celu usprawnienia sądownictwa. Przeciwnie, jej skutkiem ubocznym będzie dezorganizacja, a więc dalsza przewlekłość spraw. Z takim chaosem mieliśmy do czynienia w 2013 r. w związku z tzw. reformą Gowina, z której po roku rząd PO-PSL się wycofał. Polegała na przekształceniu 79 małych sądów w filie sądów większych, a ówczesny minister sprawiedliwości Jarosław Gowin uważał, że dzięki niej będzie mógł przerzucać sędziów z sądu do sądu, by sądzili tam, gdzie będzie większy wpływ spraw. Reforma totalnie nie wypaliła.

Celem reformy zapowiedzianej przez premiera Kaczyńskiego jest przejęcie Sądu Najwyższego, pozbycie się niewygodnych sędziów i zastraszenie pozostałych. Miałby to być ostatni cios w niezależność sądownictwa i niezawisłość sędziowską. A także w stosowanie prawa Unii, bo złożony z neosędziów Sąd Najwyższy „porządkowałby” orzecznictwo sądów, które zechciałyby wykonywać orzeczenia TSUE.

Czytaj też: Stan wojenny. Jak PiS wyprowadza Unię z Polski

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną