Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Tak nerwowo w PiS dawno nie było. Morawiecki z Sasinem rzucają kwity na stół

Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński Andrzej Hulimka / Forum
Poważne rozmowy o odwołaniu premiera Morawieckiego przeniosły się już do centrum dowodzenia prezesa Kaczyńskiego. Tak nerwowo w PiS dawno nie było.

Pytamy ludzi dobrze zorientowanych w układzie partyjnych sił, co wydarzyło się na zeszłotygodniowym sześciogodzinnym posiedzeniu prezydium Komitetu Politycznego (pKP). – Prezes jest bliski odwołania Sasina. Zauważył, że szef MAP tak bardzo zaangażował się w boje z premierem, że nie panuje nad sytuacją w spółkach, nad którymi ma nadzór. Kiedy Sasin już spostrzegł, że może polecieć, przekonał starych pisowców, że teraz trzeba jeszcze ostrzej zaatakować premiera – mówi stronnik Morawieckiego. Inny polityk przysyła taką wiadomość: „Mateusz Morawiecki jest bliski odwołania, zobaczymy, czy przetrwa do końca roku”. Te sprzeczne przecieki dobrze oddają atmosferę w partii. Jest najgorsza od wygranych przez PiS wyborów w 2015 r.

Zaczęło się od słynnych spotkań przeciwników szefa rządu, których zajmuje głównie to, jak go odwołać. Informacje o nich zaczęły wyciekać do mediów w wakacje. Wśród ponad trzydziestu osób w resorcie Jacka Sasina znaleźli się i knuli przeciw premierowi m.in. Beata Szydło, Elżbieta Witek, Marek Suski, Ryszard Terlecki, Henryk Kowalczyk i Mariusz Błaszczak. Prezes PiS wiedział o wszystkim, a nawet dał im błogosławieństwo.

Bardzo poważnie zrobiło się 9 września, kiedy temat dymisji Morawieckiego stanął na posiedzeniu pKP. Lista zarzutów: brak pieniędzy z KPO, problemy z dostępnością węgla, rosnące koszty energii, do tego inflacja, drożyzna i fiasko Polskiego Ładu. Co znaczące, premier nie mógł odeprzeć ataku, bo w tym czasie przebywał w Kijowie. Jarosław Kaczyński chętnie wsłuchiwał się w dyskusję, inspirował wywody, dopytywał o szczegóły. To wtedy pierwszy raz na najwyższym partyjnym szczeblu otwarcie rozmawiano o wymianie premiera. Było o czym mówić, więc spotkanie toczyło się jeszcze 12 września przy Nowogrodzkiej.

Czytaj też: Prezes zjeżdża do bazy. Jesień będzie nerwowa

Sasin i Morawiecki rzucają kwity na stół

Ale to w miniony czwartek było naprawdę gorąco. Według relacji naszych rozmówców Sasin i Morawiecki nie przebierali w słowach. Rzucali na stół dokumenty i kwity. Jacek Sasin mówił, że premier nie daje rady z kryzysem energetycznym, a Morawiecki – że to Sasin odpowiada za spółki energetyczne i zamiast działać, zastawia na niego pułapki i inspiruje ataki medialne. Jeden z naszych rozmówców – trzeba zaznaczyć, że to stronnik premiera – przekonuje, że prezes był bliski odwołania Sasina.

W największym skrócie: ludzie w otoczeniu premiera są przekonani, że Jacek Sasin nie stara się wystarczająco mocno, aby podległe mu spółki zadbały o zapewnienie Polakom węgla na zimę i znośne ceny energii. Mają powody sądzić, że szef MAP i starzy pisowscy wyjadacze chcą wykorzystać kryzys do obalenia Morawieckiego. Sasin i jego środowisko odbijają piłeczkę. W rozmowach powołują się – znów wyciek – na rządową korespondencję ujawnioną kilka dni temu przez dziennikarza Radia Zet Mariusza Gierszewskiego. Wynika z niej, że Sasin w sierpniu przysłał do kancelarii premiera pismo z rozwiązaniem problemu drogiego węgla. Podobno mógłby być tańszy, gdyby zastosować furtki z przepisów o zarządzaniu kryzysowym i rezerwach strategicznych.

Z wymiany pism wynika, że premier nie chciał się zgodzić na ten myk, bo obawia się odpowiedzialności karnej. Według ludzi Morawieckiego korespondencja od Sasina to pułapka. Zaufania między premierem i wicepremierem nie ma żadnego, dlatego zamiast usiąść i coś wspólnie sensownego ustalić, wolą do siebie pisać oficjalne pisma, z których niewiele wynika. Tak jakby chcieli mieć przykrywkę, że coś zrobili, ale druga strona nie była skłonna do współpracy.

Nasi wyborcy liczą, że zaradzimy coś na ten kryzys, przetrwają zimę i nie będą marznąć. Irytują się, że zamiast rozwiązywać te problemy, w partii na najwyższych szczeblach kłócimy się, kto ma się tym zająć – mówi ważny polityk PiS. Inny dodaje, że trudno mówić o kłótniach, bo to czysta nienawiść i nieustanne kombinowanie, jakie kłody podłożyć przeciwnikowi, żeby się nie podniósł.

pKP przy Nowogrodzkiej

Wyraźnym sygnałem, że sporo w tym prawdy, są przecieki z pKP. Do niedawna tylko grono dziennikarzy zajmujących się polityką wiązało te trzy litery z Nowogrodzką. Pewnie nawet szeregowi działacze bardziej kojarzyli ten skrót z koleją niż ze swoją partią. To wąskie grono najważniejszych osób w PiS – prezes, wiceprezesi Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński, Antoni Macierewicz, Mateusz Morawiecki, Beata Szydło, sekretarz generalny Krzysztof Sobolewski. Dopraszani są też marszałek Sejmu Elżbieta Witek, szef klubu PiS Ryszard Terlecki i inni politycy, w zależności od tego, co Jarosław Kaczyński chce omawiać.

Prezes był spokojny, że informacje z pKP nie wyciekają do mediów i polityków PiS. Można było bezpiecznie omawiać strategię bez zagrożenia, że zaraz opiszą to dziennikarze. Aż do teraz, kiedy najbardziej zaufani ludzie zaczęli wynosić swoje wersje zdarzeń poza zamknięte drzwi i przekazywać to, co dla nich wygodne, często nie trzymając się faktów – mówi polityk PiS.

Kaczyński publicznie przecina spór

To zaniepokoiło Kaczyńskiego, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że te kontrolowane przez walczące frakcje przecieki niosą poważne wizerunkowe zagrożenia. Dlatego w weekend wysłał publicznie sygnał, że wszystko ma pod kontrolą i każdy wie, co ma robić. Zapytany przez dziennikarza Radia Wrocław: „Czy Morawiecki poprowadzi PiS do zwycięskich wyborów”?, odpowiedział: „Ja w tej chwili nie odpowiadam na to pytanie, bo jest kwestia rozwiązania tych problemów z węglem, z zimą”. I pan premier to rozwiąże? – dopytał dziennikarz. „Zastanowimy się, w jakiej konfiguracji będzie można to rozwiązać najlepiej. Natomiast pan premier, z mojego punktu widzenia, bo to nie jest jedyny punkt widzenia w partii, dobrze wypełnia swoje obowiązki”. O tym, że o przetrwaniu Morawieckiego zdecyduje to, czy wyborcy PiS będą mieli czym ogrzać zimą domy, pialiśmy w „Polityce” na początku sierpnia. – Jeśli Mateusz tego nie załatwi, odejdzie jeszcze w tym roku. To będzie dla nas jedyny polityczny ratunek – twierdził dwa miesiące temu nasz informator.

Prezes dał do zrozumienia, że Morawiecki jeszcze ma szansę i poradzi sobie z kryzysem. Premier uznał zatem, że dostał pozwolenie, by publicznie przywołać Sasina do porządku. Już w sobotę stwierdził w Rykach: „Chcę powiedzieć stąd jednoznacznie: nie będziemy tolerowali takiej sytuacji, w której nadzwyczajne zyski spółek skarbu państwa i spółek zagranicznych będą realizowane kosztem obywateli albo kosztem instytucji wrażliwych”. Jak dodał, „nie może być tak, że kilkanaście osób z zarządów spółek skarbu państwa i spółek zagranicznych, prywatnych będzie sobie realizowało nadmiarowe, nadzwyczajne zyski, a cierpieć będą na tym zwykli Polacy, zwykłe polskie instytucje, szpitale czy szkoły”.

Niemal natychmiast, bo tego samego dnia, zareagował wicepremier Jacek Sasin. Przypomniał, że skierował już do premiera „rozwiązanie dotyczące opodatkowania nadzwyczajnych zysków spółek skarbu państwa i przedsiębiorstw prywatnych”. Jak to wszystko czytają ważni politycy PiS? Według naszego rozmówcy z jednej strony prezes pokazał, że wciąż stawia na Morawieckiego i daje mu jeszcze szansę, twierdząc, że „dobrze wypełnia swoje obowiązki”, a z drugiej – że nie zostawił spiskowców bez niczego. – Dał im publicznie do zrozumienia, że jak premier nie dowiezie ciepła zimą, to odejdzie i oni będą mieli szansę się wykazać – twierdzi nasz rozmówca.

Czytaj też: Dopłaty do węgla? PiS nie pomaga, tylko walczy o stołki

Niech się Morawiecki rozbije do końca

We wszystkich rozmowach z ważnymi politykami PiS wybrzmiewa i to, że prezes nie ma innego wyjścia i musi jeszcze stać za Morawieckim. Doskonale zdaje sobie sprawę, że szukając w Sejmie poparcia dla nowego premiera, naraża się na słuchanie oczekiwań partyjnych frakcyjek, które będzie musiał spełniać. – Będą żądać stanowisk, pracy dla małżonków, posad w spółkach, a wyborcy stracą już zupełnie do nas cierpliwość – mówi poseł PiS.

Kaczyński wierzy, że choć premier zawalił kilka spraw, to lepiej poradzi sobie z zarządzaniem w kryzysie energetycznym niż Sasin i stara gwardia. Na ostatnim posiedzeniu pKP jako potencjalni następcy premiera najczęściej znów wymieniani byli Mariusz Błaszczak i Elżbieta Witek, zaprzyjaźniona ze skrzywdzoną Beatą Szydło, która czeka na zemstę na Morawieckim, bo zabrał jej stanowisko. Chcą obalić premiera, ale niekoniecznie w tej chwili, bo jak tłumaczy nasz rozmówca (jego przeciwnik): – Niech się Morawiecki do końca rozbije o węgiel, a po nowym roku będzie można zrobić nowe otwarcie ze świeżym kandydatem na premiera, bez obciążenia zimowym kłopotami.

Dziś PiS oficjalnie promuje hasło „Dobry rząd na trudne czasy”, ale wielu upatruje szansy raczej w „słabym premierze na trudne czasy”. Ludzie obecnej władzy naprawdę wierzą, że tylko po upadku Morawieckiego i z nowym szefem rządu będą mieli szansę po raz trzeci wygrać wybory.

W czwartek odbędzie się wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego PiS poświęcone bieżącej sytuacji politycznej. Jarosław Kaczyński wyłoży swoim zdezorientowanym posłom i senatorom, co mają mówić i jak się wytłumaczyć zaniepokojonym wyborcom.

Czytaj też: Co powinna zrobić opozycja, żeby wygrać z PiS (a czego nie powinna)

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną