Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Nowa KRRiT w ekscentrycznym składzie. Partia z Kościołem i Kościół z Partią

Prezydent powołał Marzenę Paczuską i Hannę Karp do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Prezydent powołał Marzenę Paczuską i Hannę Karp do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Przemysław Keler / Kancelaria Prezydenta RP
Nowy skład KRRiT gwarantuje wywoływanie „efektu mrożącego” u dziennikarzy. Można się po nim spodziewać kuriozalnych decyzji, motywowanych nawet nie politycznie, lecz wyznaniowo.

Gdy myślimy dziś o mediach publicznych i ich losie pod rządami PiS, pierwsza instytucja, która przychodzi nam do głowy, to specjalnie stworzona w celu kontrolowania radia i telewizji Rada Mediów Narodowych. To partyjny bat gwarantujący, że w razie jakichś wpadek ze strony konstytucyjnego organu, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, radio i telewizja będą całkowicie posłuszne politycznym dysponentom.

Wbrew duchowi konstytucji wyposażono RMN w prerogatywy odwoływania i powoływania prezesów państwowych spółek medialnych z TVP na czele. Skąd ten brak zaufania do KRRiT? Pewnie stąd, że jeden z pięciorga jej członków desygnowany jest przez Senat, a więc – w obecnych warunkach politycznych – nie jest „swój” i nie jest „pewny”. Jednakże KRRiT wciąż ma swoje ustawowe zadania i kawałek władzy, wobec czego PiS-owi bardzo zależy, aby jego cztery miejsca były obsadzone przez ludzi niewahających się wykonać nawet najtrudniejszych zadań w służbie Partii.

Królestwo KRRiT nie wszędzie sięga

To jakoś symboliczne: wraz ze śmiercią Jerzego Urbana nową kadencję rozpoczyna – w odnowionym składzie – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji aż kipiąca skrajnie prawicowym klerykalizmem. Na tym odcinku klęska Urbana wydaje się całkowita. Nie wiadomo jednak, jak trwała i czy karta historii się nie odwróci. Gdy bowiem za mocno przykręci się śrubę, potrafi pęknąć. Kto wie, czy brutalnie zawłaszczona przez najbardziej zajadłe środowiska klerykalne i nacjonalistyczne Rada nie stanie się po wyborach i z nowym rządem jakimś kuriozum, nieudolnie usiłującym za wszelką cenę zachować aktywa pisowskie i kościelne w mediach publicznych. Bardzo możliwe, że tak właśnie będzie i przez całą sześcioletnią kadencję media liberalne będą dręczone karami i złośliwymi decyzjami skrajnie zideologizowanego pogrobowca władzy Kaczyńskiego. Jak to dobrze, że królestwo KRRiT tak szybko się zmniejsza – z roku na rok coraz więcej dzieje się w mediach internetowych, a tam władza nadzorców czystości ideologicznej w zasadzie już nie sięga.

KRRiT to anachronizm, podobnie jak zapewne media publiczne w ogólności oraz administracyjny nadzór nad tym, co jest publikowane w mediach elektronicznych. Bardzo możliwe, że będzie to ostatnia kadencja tej instytucji. Można się po niej spodziewać kuriozalnych decyzji, motywowanych nawet nie politycznie, lecz wyznaniowo, a każdy kolejny knebel, jaki gorliwcy desygnowani przez rządzących do tego gremium wepchną w usta polskich dziennikarzy, stanie się gwoździem do trumny reglamentowanych „mediów publicznych” i samej KRRiT. Piszę „mediów publicznych” w cudzysłowie, bo dziś wiemy już, że szczytne ideały państwowej pieczy nad niezależnością, bezstronnością i jakością dziennikarstwa w stacjach radiowych i telewizyjnych należących do rządu to mrzonka, którą tylko w niewielkim przybliżeniu można realizować w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach politycznych. Być może w kilku krajach rząd jest w stanie zagwarantować pluralizm i rzetelność kontrolowanych przez siebie mediów, lecz Polska do tego elitarnego klubu nie należy.

Czym innym jest jednak „względna przychylność” mediów publicznych wobec rządu, a czym innym brutalna propaganda nacjonalistyczna i religijna, powiązana z prześladowaniem wszystkich, którzy poważą się na krytyczny, a zwłaszcza ironiczny stosunek do katolicyzmu i Kościoła. Nowy skład KRRiT gwarantuje wywoływanie „efektu mrożącego” u dziennikarzy. Jeszcze niedawno ów efekt nazywano po prostu zastraszaniem.

Paczuska i Karp. Wierność PiS i Rydzykowi

W zeszły poniedziałek Andrzej Duda, zgodnie ze swoją prezydencką prerogatywą, mianował dwie panie członkiniami KRRiT. Są to Marzena Paczuska i Hanna Karp. Obie reprezentują skrajne i zajadłe środowisko fundamentalistyczne – to samo, w którym wychował się Duda. To naprawdę godne uwagi, że pomimo wszystkich swoich doświadczeń i spotkań z ludźmi z zachodniego i krajowego mainstreamu kulturowego, którym jest lekko prawicowy lub socjaldemokratyczny liberalizm, pozostał emocjonalnie wierny swojej ultrakatolickiej niszy. Jak to jest możliwe i co ma Andrzej Duda w głowie, gdy pozwala sobie po raz kolejny na tak wyzywające i ekscentryczne nominacje, dowiemy się może, gdy napisze pamiętniki. Rad bym to zrozumieć. W tej chwili wygląda to tak, jak gdyby chciał przypodobać się Tadeuszowi Rydzykowi i własnym rodzicom. Bo już Jarosław Kaczyński z pewnością do tej najbardziej sekciarskiej frakcji polskiej prawicy nie należy.

KRRiT w obecnym składzie przez sekciarstwo i bigoterię jest zdominowana. Osobą znaną ze szczególnie obcesowego i władczego sposobu bycia jest w tym gronie Marzena Paczuska, niegdyś wydawczyni i szefowa „Wiadomości”, była członkini zarządu TVP, bohaterka nieustających afer i awantur, w których występuje w roli prawdziwej harpii budzącej postrach pośród personelu. Bezgraniczna wierność PiS pozwala jej być górą we wszelkich utarczkach we własnym środowisku. Z Dudą musi się znać długo, bo pisywała przemówienia dla Lecha Kaczyńskiego, u którego Duda był niegdyś ministrem. Więcej o tej niezłomnej strażniczce czystości propagandowego przekazu „Wiadomości” pisaliśmy przed sześcioma laty, gdy rozpoczynała pracę na tym odpowiedzialnym odcinku.

Hanna Karp jest postacią jeszcze bardziej kuriozalną. Trzeba wiedzieć, że w zamkniętym obiegu kościelnym można zdobywać uznawane przez państwo stopnie naukowe – w oparciu o publicystykę katolicką i zasługi dla krzewienia ideologii kościelnej. Taką karierę, z pomocą Rydzyka i jego uczelni o wysoce przewrotnej, by nie powiedzieć, szyderczej nazwie Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, zrobiła właśnie p. Karp. Doktoryzowała się, a potem habilitowała (z teologii) na podstawie filipik skierowanych przeciwko New Age i innym diabelstwom. Diabelstwo musi jej zresztą bardzo dokuczać, bo znana jest również jako publicystka słynnego pisma „Egzorcysta”. Trzeba wszelako zapisać na plus środowisku teologów, że swoją habilitację dostała ledwo-ledwo, przy jednej recenzji dość brutalnie negatywnej. O chwalebnej walce pani Karp z demonami okultyzmu i kabały pisaliśmy już przed pięciu laty. Oprócz zwalczania wszelkich postaci czarnej magii pasją prof. Karp jest zawzięta antyniemieckość. Kto wie, czy nie przypomniano sobie o żołnierce Ojca Dyrektora również z tego powodu.

Świrski od promocji Polski za granicą

Nominaci sejmowi też są ciekawi. Wielkim oryginałem jest pozujący na współczesnego szlachcica Maciej Świrski, związany z takimi instytucjami jak Polska Fundacja Narodowa, znana z żenujących pseudopatriotycznych „promocji” kraju za granicą, czy Polska Liga Przeciw Zniesławieniom i Reduta Dobrego Imienia. Pan Świrski zapamiętale tropi w zagranicznej prasie i kulturze (np. w filmach) wszelkie przypadki, w których mowa o krzywdzie doznanej przez Żyda ze strony Polaka bądź wspominany jest polski antysemityzm. Jakaś organiczna niezdolność do zrozumienia, że domaganie się od ludzi, aby nie mówili o antysemityzmie w Polsce, nie może mieć żadnego innego skutku niż odwrotny do zamierzonego, oznacza całkowite i kuriozalne oderwanie od rzeczywistości.

Swoją drogą, rozpaczliwe nieprzyjmowanie do wiadomości faktów na temat pogromów i innych krzywd, jakich doświadczali Żydzi ze strony Polaków podczas wojny i po jej zakończeniu, jest jednym z najbardziej typowych dla naszych czasów przejawów antysemityzmu. Gdyby nie tacy ludzie jak Świrski, mieszkańcy Zachodu mieliby o Polakach zdanie mniej więcej takie: wielu krzywdziło Żydów i wielu im pomagało. To oczywiście nieuprawniona symetria, lecz dla Polski korzystna.

Tacy jak Świrski usilnie starają się, aby wszelkie złe opnie o Polakach antysemitach niezdolnych do zmierzenia się z prawdą o własnej przeszłości umocnić. Świrski jest też ekscentrycznym publicystą ultrakatolickim i wyznawcą tzw. religii smoleńskiej. Zasłynął ponadto sądową batalią z profesorami PAN Barbarą Engelking i Janem Grabowskim, autorami książki „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”. Jego działalność jest tak pieniacka i uporczywie zajadła, że aż paranoiczna. I doprawdy trudno wyrządzić większe szkody dobremu imieniu Polski, niż uprawiając takie hucpiarstwo. Z pewnością pan Świrski użyje wszelkich swoich możliwości, aby prześladować każdego, kto w mediach publicznych będzie chciał poruszać temat polskiego antysemityzmu i pogromów. Czy Kaczyński zdaje sobie sprawę, kogo zatwierdził? Obawiam się, że tak. To Lech Kaczyński był filosemitą. Jarosław jest taki, jak jego koledzy z partii.

Czego się nie robi dla ojczyzny

Nominowana przez Sejm została również Agnieszka Glapiak – za „pierwszego PiS” dyrektorka Centrum Informacyjnego Rządu, a za PO kierowniczka Departamentu Komunikacji Społecznej MSWiA. Była też szefową Centrum Operacyjnego MON. Jej funkcje w różnych instytucjach i radach nadzorczych można wymieniać jeszcze długo. Za fasadą miłej i rzeczowej urzędniczki oraz dziennikarki piszącej książki dla dzieci kryje się potężna funkcjonariuszka partyjna, umocowana u boku szefa MON Mariusza Błaszczaka oraz samego Jarosława Kaczyńskiego. Nie jest „freakiem” ani jakąś fanatyczką, lecz oficerem politycznym partii.

Bardzo współczuję desygnowanemu przez Senat do KRRiT medioznawcy z Wydziału Dziennikarstwa i Bibliologii UW prof. Tadeuszowi Kowalskiemu. Pracowałem przez rok na tym wydziale i miałem okazję poznać Pana Profesora. To bardzo ciężka misja – być z mandatu demokratycznego jedynym niereżimowym członkiem jakiegoś ciała czy organu, działającego na mocy ustawy. Z racji obywatelskich nie można odmawiać, ale frustracja to ogromna. Pal sześć te głosowania 4:1, ale co się będzie musiał przez te sześć lat nasłuchać, to jego. Czego się jednakże nie robi dla ojczyzny.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną