Kraj

Nowa pisowska komisja. Telenowela „o złym Tusku” z finałem 17 września

Politycy PiS: marszałek Sejmu Elżbieta Witek, premier Mateusz Morawiecki i prezes partii Jarosław Kaczyński Politycy PiS: marszałek Sejmu Elżbieta Witek, premier Mateusz Morawiecki i prezes partii Jarosław Kaczyński PiS / Twitter
Zmyślny plan na zwycięstwo przygotował – i za chwilę uchwali – PiS z przystawkami. Telenowela „o złym Tusku i chytrych Rosjanach”, zakończona zapewne wielkim finałem w rocznicę agresji sowieckiej na Polskę, tuż przed wyborami.

Ma się to nazywać: Państwowa Komisja do spraw Badania Wpływów Rosyjskich. I będzie kompilacją komisji reprywatyzacyjnej, sejmowych komisji śledczych, zespołów smoleńskich Antoniego Macierewicza i Komisji Likwidacyjnej WSI. Ma mnóstwo uprawnień, łącznie z pozyskiwaniem – za pośrednictwem policji – danych telekomunikacyjnych (m.in. kontakty, przemieszczanie się, działalność w internecie). Natomiast jej członkowie będą mieć zagwarantowaną ustawowo nieodpowiedzialność karną i cywilną.

Czytaj też: My, bezkarni. PiS pędzi przez Sejm z abolicją za wybory kopertowe

Pisowska komisja złamie konstytucyjne prawo

Komisja ma wydawać decyzje administracyjne, postanowienia i uchwały, które są OSTATECZNE. Zatem autorzy projektu proponują złamanie konstytucyjnego prawa odwołania do sądu. A jedną z decyzji administracyjnych, którą może podjąć rzeczona Komisja, będzie nałożenie „środka zaradczego” w postaci zakazu pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi na okres do dziesięciu lat. Może więc w razie zwycięstwa opozycji w wyborach nawet „poukładać” nowy rząd, władze spółek skarbu państwa i wszystkich bytów w postaci funduszy, państwowych agencji, quasi-państwowych fundacji (jak Polska Fundacja Narodowa). Przynajmniej w tym sensie, że wskaże, kto funkcji w tych organizacjach i organach pełnić nie może.

Skoro bowiem decyzja jest „ostateczna”, to wzruszyć się jej nie da. Chyba że Trybunał Konstytucyjny orzeknie niekonstytucyjność tego przepisu. Ale to nieprędko.

„Ustawa o Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2007–2022” wcześniej była zapowiadana jako ograniczona do kwestii energetycznych. Ostatecznie zajmie się wszelkimi wpływami. Także na funkcjonariuszy i urzędników różnych szczebli, przedsiębiorców, media (krytyczne pisanie o rządzie można zakwalifikować jako wpływanie na bezpieczeństwo wewnętrzne), organizacje pozarządowe i samorządowe, związki zawodowe i organizacje pracodawców. Na partie, ochronę zdrowia (Kaczyński, jak widać, nie bez kozery mówił o pazernych lekarzach) czy nawet na ochronę granicy, co może sugerować wzmocnienie prześladowań, które dotykają aktywistów ratujących uchodźców na granicy z Białorusią.

Marek Migalski: Tajemnica popularności PiS

Skład wybierze sobie PiS z przystawkami?

Jak można wywnioskować z lektury projektu ustawy, działaniem pod „wpływem rosyjskim” może być wszystko, co wiąże się z kontaktami z Rosjanami lub choćby osobami „powiązanymi” z władzami Federacji Rosyjskiej, a nawet z osobami powiązanymi z osobami powiązanymi. Działania podjęte „pod wpływem” mogą być zarówno legalne, jak i nielegalne, byle „zmierzały do wywarcia wpływu na działania spółek lub organów władzy publicznej RP”. Tak więc podejrzane są np. wszelkie negocjacje handlowe i nie tylko, bo zmierzają do zawarcia porozumienia, które przecież „wywrze wpływ”. A także np. głosowanie w Sejmie za lub przeciwko jakiejś umowie, uchwale czy rozwiązaniu ustawowym. Choć tu akurat widać pierwszego kandydata do odpowiedzialności przed Komisją: Antoniego Macierewicza, który kilka dni temu udaremnił podjęcie uchwały uznającej Rosję za państwo terrorystyczne.

Dziewięciu członków Komisji wybierze Sejm spośród kandydatów przedstawionych przez kluby poselskie. Zwykłą większością głosów, więc przedstawicieli opozycji zapewne nie będzie. Wymagań merytorycznych do wybrańców nie ma żadnych poza znajomością realiów działania administracji publicznej.

Przewodniczącego Komisji wskaże premier Mateusz Morawiecki. Z budżetu jego kancelarii Komisja będzie utrzymywana. Zwykła większość sejmowa (czyli PiS z przystawkami) może odwołać krnąbrnego członka. To będzie bolesne finansowo, bo opłacani mają być jak sekretarze stanu. Zatem organ administracji publicznej, którego członkowie nie ponoszą za nic odpowiedzialności (art. 13: „Przewodniczący oraz członkowie Komisji nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania funkcji w Komisji”), będą mogli wyeliminować człowieka z życia politycznego, gospodarczego czy społecznego decyzją OSTATECZNĄ. Ten organ będzie oczywiście w pełni zależny od obecnej władzy.

Czytaj też: Kaczyński ruszył w Polskę, reporter „Polityki” pojechał za nim

Finał 17 września?

Teoretycznie Komisja ma badać okres od 2007 do 2022 r., ale nie można jej zmusić do badania także rządów PiS, bo nie działa na wniosek, a wyłącznie z urzędu, czyli sama decyduje o podjęciu konkretnej sprawy.

Jest też przepis, który pozwala organizacjom pozarządowym składać wnioski o zajęcie się konkretną osobą czy sprawą. Zechcą to pewnie zrobić liczne sponsorowane przez władzę organizacje. A wnioski mogą dotyczyć także zbadania innych organizacji pozarządowych, w szczególności np. pomagających uchodźcom na granicy białoruskiej czy protestujących przeciwko łamaniu praworządności.

I na koniec swój raport Komisja opublikuje do 17 września przyszłego roku, a więc będzie to mocne wejście przedwyborcze z patriotycznym zadęciem: oto dumna Polska PiS odpłaca Sowietom za napaść z 1939 r. A wcześniejsze igrzyska z transmisjami na żywo posiedzeń Komisji, przesłuchującej np. Donalda Tuska i innych polityków opozycji biorących udział w kampanii, mają zapewne ukoić nerwy Polek i Polaków, zmęczonych nieudolnym rządzeniem partii Kaczyńskiego w warunkach wojny, światowej zapaści gospodarczej i nieustannymi konfliktami w koalicji.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną