Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Nie, ustawy nie napisała Bruksela. To o co chodzi w sporze o SN i KPO?

Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński w Sejmie Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński w Sejmie Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Skrytykowany przez Jarosława Kaczyńskiego projekt nie jest jeszcze martwy. Ale każda zmiana będzie musiała spełniać warunki postawione przez Brukselę.

Za kolejny impas wokół KPO nie odpowiada spór z Brukselą. Na tej linii udało się rządowi porozumieć, a w efekcie powstał projekt daleko idących zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym, dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Rząd nie skonsultował jednak nowych rozwiązań w kraju, dlatego napotkał duży opór, także w obozie Zjednoczonej Prawicy. Projekt skrytykowali Andrzej Duda, opozycja i środowiska sędziowskie, a także minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Na koniec w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” do krytyków dołączył prezes PiS Jarosław Kaczyński, mówiąc, że miałby on destrukcyjne skutki dla sądownictwa.

Co z tym testem niezależności

W wystąpieniu 15 grudnia Andrzej Duda stwierdził, że „nie pozwoli na to, aby do systemu prawnego wprowadzono zapis pozwalający weryfikować nominacje sędziów”. Prezydentowi w skierowanym do Sejmu projekcie nie spodobały się zapewne zmiany w teście niezawisłości sędziego. Obecnie w tym trybie okoliczności powołania sędziego do pełnienia urzędu nie mogą być jedyną przesłanką, która jest badana. Należy jeszcze wykazać, że dany sędzia, poza nominacją przy udziale nowej, upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest bezstronny i niezawisły w konkretnej sprawie.

W nowej wersji zrezygnowano z tego wymogu. Oznacza to, że sędziowie mogliby być uznawani za niezawisłych i niezależnych tylko z powodu przejścia procedury nominacyjnej przed nową KRS. Andrzej Duda powiedział, że w systemie sądowniczym osób takich jest ok. 3 tys.

Innym czynnikiem, który może powodować niezadowolenie prezydenta, jest umożliwienie wnioskowania o przeprowadzenie testu przez samych sędziów. Duda boi się zapewne, że tzw. starzy sędziowie, których wciąż w systemie jest większość, będą masowo składać wnioski. Nawet jeśli byłyby później odrzucane, to sam proces zapewne wydłużałby postępowania i czas ich trwania.

Czytaj też: PiS pogodzi się z Brukselą? To może być podpucha. Opozycja ma kłopot

Skąd się wzięło NSA?

Politycy opozycji, wsparci autorytetem części środowiska prawniczego, wskazują, że powierzenie Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu spraw immunitetowych i dyscyplinarnych może być niekonstytucyjne. Podstawowym problemem jest jednak nadal upolityczniony tryb wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa, którego projekt nie rozwiązuje – w NSA natomiast już ok. 30 proc. sędziów to ci powołani na wniosek nowej KRS.

Nie wydaje się to jednak przeszkoda w negocjacjach z Brukselą. Komisja Europejska nie wymaga bowiem odsunięcia wszystkich nowych sędziów od rozpoznawania dyscyplinarek – jej zastrzeżenia dotyczą czterech osób z Izby Odpowiedzialności Zawodowej, które zostały powołane w okolicznościach zakwestionowanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (sprawa Dolińska-Ficek i Ozimek przeciwko Polsce).

Sędziowie ci zostali powołani uchwałą KRS, zaskarżoną potem przez sędziów, którzy nie uzyskali od niej rekomendacji. NSA wstrzymał wykonanie uchwały do czasu rozpoznania sprawy, ale prezydent, nie czekając na ostateczne rozstrzygnięcie, powołał do SN sędziów rekomendowanych przez KRS. To właśnie przez ten warunek Brukseli rząd chce przenieść dyscyplinarki do NSA.

Jerzy Baczyński: Między kompromisem a kompromitacją

Jak poprawić projekt o SN

Co jeśli rządowi nie uda się przekonać wszystkich stron do projektu ustawy w wynegocjowanym z Brukselą kształcie? W grę wchodzi jego modyfikacja lub napisanie go od nowa. Jak słyszymy w Brukseli, Komisja Europejska jest gotowa powrócić do stołu i rozmawiać o zmianach. W negocjacjach nie chodzi bowiem o to, by – wbrew temu, co twierdzą niektórzy polscy politycy – Bruksela podyktowała polskim negocjatorom gotowe rozwiązania, „pisząc za nich ustawę”.

Od chwili powrotu do rozmów w listopadzie polska delegacja pod przewodnictwem ministra ds. europejskich Szymona Szynkowskiego vel Sęka zabiegała, by Bruksela jasno określiła swoje warunki. Chodziło o uniknięcie powtórki z czerwca, kiedy okazało się, że inicjatywa prezydencka uchwalona przez Sejm to za mało, by Komisja odblokowała Polsce KPO i wypłaciła pieniądze. Szynkowski miał więc za zadanie upewnić się, że projekt ustawy, który trafi do Sejmu, wyczerpie oczekiwania Brukseli.

Dlatego Komisja określiła dziewięć warunków, na podstawie których toczono negocjacje – strona polska proponowała rozwiązania, a prawnicy Brukseli analizowali, czy wypełniają one warunki. Przy czym Szynkowski odpowiadał za polityczną część rozmów, a negocjacje na poziomie merytorycznym prowadziła jego zastępczyni Karolina Rudzińska, prawniczka z doświadczeniem w Brukseli, wraz z zespołem polskich urzędników.

Nowa wersja projektu będzie jednak oznaczać stratę cennego z punktu widzenia KPO czasu, bo najpierw wynegocjowanie z Brukselą, a potem uchwalenie ustawy zajmie kolejne miesiące, a Polska i tak ma już duże opóźnienie. By dostać 35 mld euro, do 2026 r. musimy zrealizować 280 kamieni milowych. A od półtora roku realizujemy zaledwie dwa.

Czytaj też: Ile zer ma Ziobro? Najdroższy minister świata

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną