Kraj

Tusku, nie schrzań tego! Lider KO idzie na debatę do TVP, Kaczyński jedzie do Przysuchy

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk podczas wiecu wyborczego, Rzeszów, 5 października 2023 r. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk podczas wiecu wyborczego, Rzeszów, 5 października 2023 r. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
Kaczyński schodzi z linii strzału; wybrał Przysuchę, bo się boi Tuska – większość tak zinterpretuje rejteradę prezesa PiS, którego do debaty w TVP wezwał lider KO. Można mieć satysfakcję, ale co cenniejsze: widzowie TVP zobaczą wreszcie Donalda Tuska, a nie „Ryżego”.

No, to się nazywa szach! Ale czy będzie i mat? Zupełnie niespodziewanie Donald Tusk zapowiedział w czasie czwartkowego spotkania wyborczego w Rzeszowie, że weźmie udział w wyborczej debacie telewizyjnej, po pewnych dziwnych perturbacjach wyznaczonej ostatecznie na najbliższy poniedziałek na godzinę 18:30. Mówiąc, że nie zamierza nadstawiać drugiego policzka złu, takie oto rzucił wyzwanie liderowi PiS: „Jarosławie Kaczyński, może masz odwagę chociaż przyjść do swojej telewizji, pod skrzydła swoich funkcjonariuszy, Rachoniów i innych tego typu pisowskich namiestników telewizji stanąć do debaty ze mną?”.

Jak brzmi odpowiedź Kaczyńskiego? Słabo, a dokładnie tak: „Dostałem pytanie, czy wezmę udział w debacie m.in. z Donaldem Tuskiem, ale mam już zapowiedziane spotkanie w Przysusze w sprawie bezpiecznej wsi. Jest pytanie, co wybrać. Rozmowę z kłamczuchem…? Właśnie, jeszcze do tego człowiekiem zupełnie zależnym od innych, wiadomo od kogo. Żeby to chociaż był Weber [przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber]. Ale on? Jednak wybrałem Przysuchę”.

Czytaj także: Marsz Miliona Serc w TVP, czyli kłamstwem na odlew. Oglądałem oniemiały

Kaczyński boi się Tuska. I popełnia wzorcowy błąd

Wybrał Przysuchę, bo się boi Tuska – ogromna większość ludzi tak to zinterpretuje, bo tak stanowią prawa psychologii i zdrowego rozsądku. I Kaczyński musi zdawać sobie z tego sprawę; w końcu zna się trochę na ludziach. Najwidoczniej uznał, że mimo wszystko straty będą mniejsze, jeśli zejdzie z linii strzału, niż gdyby stanął oko w oko ze swoim politycznym śmiertelnym wrogiem. Jakoś w głębi duszy, pomimo całego zakłamania i mitomanii, Kaczyński musi przecież wiedzieć, że afer PiS, takich jak respiratory czy obecna afera z wizami, w żaden sposób nie da się „unieważnić”. Konfrontacja z Tuskiem byłaby dla niego po prostu klęską. W tym sensie rejterada jest nawet nie tyle aktem tchórzostwa, ile odruchem instynktu samozachowawczego.

Opozycja, a wraz z nią cała demokratyczna Polska, ma co najmniej satysfakcję. Ale chyba i coś więcej. Przecież niestawienie się na debatę uchodzi za wzorcowy błąd, a od czasu rezygnacji przez Rafała Trzaskowskiego z ustawionej debaty z Andrzejem Dudą w Końskich, co mogło go kosztować bezcenne procenty w rywalizacji o fotel prezydencki, ten błąd może mieć magiczną moc samospełniającego się proroctwa. I doprawdy, jest w tym nadzieja!

Dla Donalda Tuska debatowanie z jakimś pomniejszym „od Kaczyńskiego” aparatczykiem jest w jakiś sposób poniżające i deprecjonujące. I chyba jest to jedyna rzecz, którą dziś może się pocieszać sztab wyborczy PiS – Tusk w jednym szeregu z szaraczkami, a wielki mąż stanu Jarosław Kaczyński daleko od tego i wysoko ponad to. Ale z tym przewodniczący PO sobie poradzi. Po prostu będzie mówił do widzów TVP, czyli wyborców PiS, a nie do tego kogoś, kogo do programu wyśle Kaczyński.

Wojciech Szacki: Straszenie Tuskiem i co poza tym? Strategia PiS na ostatnie dni kampanii

Wyborcy PiS poznają Tuska, nie „Ryżego”

I właśnie ten kontakt z elektoratem PiS będzie politycznie najcenniejszy. Setki tysięcy ludzi nieznających Donalda Tuska, a jedynie „Ryżego”, na własne oczy przekonają się, że ten odsądzany od czci i wiary „zdrajca” tak naprawdę jest kulturalnym, mądrym i światowym człowiekiem, spokojnie i logicznie odpowiadającym na stawiane mu zarzuty – zarówno te mające jakieś podstawy, jak i te absurdalne czy wręcz chamskie. W sytuacji, gdy z dnia na dzień pomniejsza się przewaga sondażowa PiS nad PO i wszyscy czekamy na zbawienną dla dynamiki kampanii „mijankę”, debata może stać się momentem zwrotnym.

Czytaj także: Kampania w sieci. PiS wydaje majątek głównie w dwóch miejscach. PO uderza celniej, Konfa gaśnie

Aż chce się zakrzyknąć: Tusku, nie schrzań tego! Liczy się zimna krew, uśmiech, celna riposta, mowa ciała, słowem każdy element. Zadanie jest strasznie trudne, bo ci wszyscy, których lider opozycji ma przekonać, że nie jest diabłem wcielonym, zasiądą przed telewizorami mocno uprzedzeni. Po programie zostaną zaś dosłownie zalani „publicystycznym” hejtem reżimowych komentatorów.

Ja wierzę, że się uda. Donald Tusk rozgrywa swój najważniejszy w życiu mecz i bardzo chce go wygrać. Dla siebie i dla nas wszystkich. Boisko jest pochyłe, bramki nierówne, a z braku sędziego przeciwnik fauluje bezkarnie. Jednakże wiatr historii wieje nam w plecy, a im w oczy. To się musi udać!

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną