Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Morawiecki bierze na klatę decyzję o wyborach kopertowych. W piersi się nie bije

Były premier w rządzie PiS i Suwerennej Polski zeznaje przed komisją śledczą do spraw wyborów kopertowych. 16 maja 2024 r. Były premier w rządzie PiS i Suwerennej Polski zeznaje przed komisją śledczą do spraw wyborów kopertowych. 16 maja 2024 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Były pisowski premier – jak wynika z zeznań – podpisał brzemienną w skutki decyzję o przygotowaniach do wyborów kopertowych na podstawie ustnej informacji swojego ministra, że obok kilku negatywnych jest pozytywna opinia w tej sprawie. I to jest sedno. Po pierwsze: rządów PiS. Po drugie: odpowiedzialności prawnej Morawieckiego.

Za prezydenckie wybory kopertowe w trakcie pandemii w 2020 r. Mateusz Morawiecki bierze odpowiedzialność, ale nie winę. Decyzja o przeprowadzeniu ich w trybie korespondencyjnym była – według niego – słuszna i podjęta prawidłowo. Przeprowadzenie ich było możliwe do wykonania, a nie odbyły się w wyniku obstrukcji opozycji w Senacie – tak zeznał dziś przed sejmową komisją śledczą.

Więc bez zaskoczeń. Nikt się nie spodziewał, że raptem uderzy się w piersi i stwierdzi, że złamał prawo. Ciekawe było jednak, jak Morawiecki z pytaniami komisji sobie poradzi. A jej członkowie – z byłym pisowskim premierem. Czy uda się go zapędzić do rogu i zmusić do wzięcia odpowiedzialności za klęskę, jaką pod względem prawnym, organizacyjnym, finansowym i politycznym były wybory kopertowe.

Czytaj też: Ukryte sensacje komisji śledczych. Co ujawniono i co to dało?

Wybory kopertowe: czy i kto złamał prawo

Przesłuchanie rozpoczęło się w atmosferze sejmowej nawalanki. A szkoda. Lepiej byłoby, żeby wszyscy, którzy je oglądają, łącznie z wyborcami prawicy, mieli poczucie, że procedura jest sprawiedliwa, a były premier ma okazję przedstawić swój punkt widzenia.

Przewodniczący Dariusz Joński prowokował, a świadek Morawiecki dawał się prowokować. Wprawdzie komisja to nie sąd, ale to nie znaczy, że może być stronnicza. Morawiecki zaś to nie oskarżony, ale skoro tak jest traktowany, to powinien mieć prawo do obrony przynajmniej w formie dopuszczenia go do głosu.

Były premier zjawił się bez pełnomocnika i przegapił moment zgłoszenia wniosku o wygłoszenie swobodnej wypowiedzi, co przewodniczący bezwzględnie wykorzystał. Potem zaś uniemożliwiał mu przedstawienie punktu widzenia na temat politycznego kontekstu wyborów kopertowych, odbierając głos i wyłączając mikrofon. „Co to za wyłączanie guzika?! Pan może wziąć udział w »Familiadzie«!” – nie wytrzymał Morawiecki. Nazwał komisję „wyborczym cyrkiem Jońskiego”, który startuje do Parlamentu Europejskiego. Na początku obrad pisowscy członkowie wnioskowali zresztą o wyłączenie Jońskiego za wpis na platformie X, w którym, w kontekście końcowego raportu komisji, radzi Morawieckiemu, by zgłosił się na świadka koronnego.

Komisja śledcza „ds. legalności, prawidłowości oraz celowości działań podjętych w celu przygotowania i przeprowadzenia wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2020 r. w formie głosowania korespondencyjnego”, jak sama nazwa wskazuje, miała służyć zbadaniu całego procesu niedoszłych, acz drogich wyborów „kopertowych”. Ale sednem jest to, czy złamano prawo, a jeśli tak, to kto za to odpowiada i czy są wystarczające dowody, aby tę odpowiedzialność wyegzekwować.

Dlatego Joński chciał wydobyć od Morawieckiego deklarację, że bierze całą odpowiedzialność za „wyrzucenie w błoto 100 mln zł”. Bo – rzeczywiście – on jest jedyną osobą, która zdecydowała się podpisać pod zleceniem wyborów kopertowych. Było to 16 kwietnia 2020 r., zanim przepisy je umożliwiające weszły w życie. Mimo że prawnicy z kancelarii premiera wydali opinie, że podstawy prawnej do takiej decyzji nie ma.

Czytaj też: Dwa przesłuchania na komisji śledczej. Ponury obraz prokuratury Ziobry

Wybory kopertowe: sedno rządów PiS

Jak wynika z raportu pokontrolnego NIK, już po podpisaniu decyzji przez premiera postarano się o opinię pozytywną. Podczas przesłuchania Morawiecki zeznał, że przed podpisaniem otrzymał od szefa swojej kancelarii Michała Dworczyka ustną informację, że jest jeszcze jedna opinia, która mówi, że może zarządzić przygotowania do wyborów w oparciu o art. 11 ustawy antycovidowej (dawała premierowi uprawnienia do podejmowania nadzwyczajnych działań). Wcześniejsze opinie, podobnie jak ocena zeznającego tuż przed nim biegłego prof. Piotra Uziębły, stwierdzały, że kwestie wyborcze regulował kodeks wyborczy, a nie ustawa antycovidowa.

Zatem premier Morawiecki – jak wynika z zeznań – podpisał brzemienną w skutki decyzję o przygotowaniach do wyborów kopertowych na podstawie ustnej informacji Dworczyka o tym, że obok kilku negatywnych jest pozytywna opinia o prawnej dopuszczalności takiego zarządzenia.

I to jest sedno. Po pierwsze: ośmioletnich rządów PiS, które – z przebiegu tej, ale także innych komisji śledczych – rysują się jako państwo działające „na gębę”. I po drugie: odpowiedzialności prawnej Mateusza Morawieckiego, który jako premier na podstawie ustnej informacji o tym, że pewien ekspert uznał za dopuszczalne zarządzenie wyborów kopertowych, zanim wejdą w życie dopuszczające to przepisy, podjął niezwykle brzemienną politycznie i finansowo decyzję.

W tej sprawie są różne oceny sądów. Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy – że konstytucyjny termin wyborów wymagał zarządzenia czynności organizacyjno-technicznych. I Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie – że premier nie miał podstaw prawnych do zarządzenia przygotowań do wyborów. Są różne opinie prawników, choć te uznające, że Morawiecki mógł działać na podstawie ustawy covidowej, są w mniejszości. Natomiast członkowie rządu Morawieckiego – minister aktywów państwowych Jacek Sasin, szef MSWiA Mariusz Kamiński – najwyraźniej uważali, że sprawa jest prawnie co najmniej wątpliwa, bo nie chcieli się podpisać pod umowami z Państwową Wytwórnią Papierów Wartościowych i Poczta Polską. PKW nie chciała organizować tych wyborów. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast nie chcieli przekazać danych wyborców Poczcie Polskiej na podstawie zarządzenia premiera.

Nikt nie chciał brać odpowiedzialności. Wziął ją Mateusz Morawiecki.

I teraz jest rozliczany. Wnioski komisji śledczej mogą wskazywać na jego odpowiedzialność. Odpowiedzialność za działanie bez podstawy prawnej przed sądem karnym – za nadużycie władzy przez działanie bez podstawy prawnej, w wyniku czego uszczerbku doznał interes publiczny. Lub konstytucyjna – za złamanie art. 7, że władza działa na podstawie i w granicach prawa. Do postawienia byłego premiera przed Trybunałem Stanu koalicja z Konfederacją mają za mało głosów – potrzeba trzech piątych. Na odpowiedzialność karną – wystarczy.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną