Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Była Trzecia Droga, jest trzecia dróżka. Czy ten projekt ma jeszcze sens?

Szymon Hołownia. Wieczór wyborczy Trzeciej Drogi, 9 czerwca 2024 r. Szymon Hołownia. Wieczór wyborczy Trzeciej Drogi, 9 czerwca 2024 r. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Główny problem z Trzecią Drogą jest taki, że nie jest to żadna trzecia droga, tylko zwykła partia prawicowa. Zalecanie się wyborcom pragmatyzmem i umiarkowaniem nie wytrzymuje krytyki. A są też bardziej przyziemne powody wyborczej porażki.

Wynik Trzeciej Drogi w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego rozczarował polityków tej koalicji, a zapewne również jej wyborców. Zyskali trzy mandaty – dla Krzysztofa Hetmana, Adama Jarubasa i Michała Koboski. Dwaj pierwsi są znanymi politykami PSL, a ten trzeci to mentor Szymona Hołowni. Jego mandat do końca nie był pewny. Gdyby się nie dostał, być może koalicja zachwiałaby się w posadach – Polska 2050 nie miałaby przecież ani jednego mandatu.

PSL i Polska 2050. Widać rysy

Jednak i teraz przeciwnicy Władysława Kosiniaka-Kamysza w Polsce 2050, przeciwnicy Hołowni w PSL i przeciwnicy Koboski w ramach Polski 2050 (a jest takich sporo) mogą podważać sensowność wspólnego projektu politycznego. Nawet sami liderzy w swoich przemówieniach po ogłoszeniu sondażowych wyników w niedzielny wieczór wspominali, że wiele ich dzieli i mieli trudności w dotarciu się.

Wprawdzie wyrażali optymizm, że mają to już za sobą, jednocześnie podkreślając wartość, jaką stanowi różnica poglądów i spór, lecz widać było, że są już tym wszystkim trochę zmęczeni. Zwłaszcza dla wielu działaczy PSL „mieszczuchy od Hołowni” to zbędny balast. Nie chcą, aby wielkomiejscy inteligenci wozili się do parlamentu na ich szerokich chłopskich plecach. Z kolei działacze z dużych miast nie chcą pracować po godzinach dla tłustych kotów z PSL.

Trzecia Droga: sojusz showmana i zawodowca

Przyczyny niezbyt zadowalającego rezultatu słusznie zdiagnozował marszałek Hołownia: polaryzacja sceny politycznej jest tak silna, że wybory postrzegane są przez większość wyborców jako starcie dwóch największych partii. Wielu wyborców, którym nawet odpowiada PSL albo Polska 2050, wolało przyłożyć rękę do zwycięstwa PO nad PiS. I chyba słusznie, bo gdyby Trzecia Droga miała choć jeden mandat więcej, to właśnie kosztem PO, co oznaczałoby zwycięstwo PiS w całych wyborach. Donald Tusk nie ma wyjścia – musi odsuwać Trzecią Drogę na margines, jeśli chce wygrywać wybory.

Trzecia Droga ma jednakże wielki atut: stanowisko marszałka Sejmu, obsadzone przez niezwykle sprawnego medialnie, efektownego i inteligentnego Szymona Hołownię. Jednakże mimo całej swej popularności Hołownia wciąż postrzegany jest jako celebryta, a nie polityk. Dla wielu wyborców, którzy lubą go i cenią w roli marszałka, wciąż jest po prostu showmanem, który postanowił pobawić się w politykę, a nie zawodowcem. Zawodowcem jest za to Władysław Kosiniak-Kamysz, „od dziecka” w PSL, syn prominentnego polityka i lekarza Andrzeja Kosiniaka-Kamysza. No ale co PSL, to PSL, a Polska 2050 to tylko świeżynka mająca niewiele tzw. struktur.

Hołownia taki mocny w mieście nie jest

Jednakże główny problem z Trzecią Drogą jest taki, że nie jest to żadna trzecia droga, tylko zwykła partia prawicowa. Zalecanie się wyborcom pragmatyzmem i umiarkowaniem nie wytrzymuje krytyki. Szymon Hołownia był kiedyś niemalże integrystą katolickim, przechodził następnie na pozycje, które można określić mianem ogólnochrześcijańskich, ze wskazaniem na Kościół katolicki. Natomiast co do Kosiniaka-Kamysza nie miejmy złudzeń ani wątpliwości. To bardzo konserwatywny katolicki polityk, wywodzący się z tego samego kościelnego „krakówka” co Andrzej Duda. Jest atrakcyjnym liderem dla grupy społecznej nazywanej niegdyś inteligencją katolicką. I bardzo dobrze, tylko że jest to elektorat, którego ubywa dosłownie z każdym rokiem. Kościół katolicki pędzi na zjeżdżalni hen w dół, a wraz z nim katolickie partie.

PiS też na tym traci, ale jego elektorat to wieś i małe miasta, gdzie zmiany zachodzą wolniej. PSL przegrywa rywalizację z PiS w „kraju za miastem”, więc dobrał sobie wspólnika mocnego w mieście. Tylko że partia Hołowni jako nieco oldschoolowa i KIK-owska wcale taka mocna „w mieście” nie jest. W dodatku ma w swoich szeregach socjaldemokratów, którym upudrowany klerykalizm niezbyt się podoba. Spory ideowe w tak małym środowisku mogą je rozsadzić od środka, tak jak było to w przypadku partii Palikota.

W tym małżeństwie ważniejszy jest PSL

Są też bardziej przyziemne powody porażki wyborczej Trzeciej Drogi. Co skłoniło liderów do spuszczenia Róży Thun na spadochronie do Wrocławia? Przecież jest polityczką krakowską i to wyborcy krakowscy zapewniliby jej odtworzenie mandatu. I dlaczego połączyli ją na jednej liście z Ryszardem Petru? Wygląda na to, że w tym małżeństwie jednak ważniejszy jest PSL i jego interesy – np. mandat dla Adama Jarubasa. We Wrocławiu Hołownia poniósł szczególnie dotkliwą klęskę i jakąś cenę zapłaci za nią na pewno.

Wątpliwe zresztą, żeby projekt o niezbyt odpowiadającej rzeczywistości nazwie Trzecia Droga dotrwał do wyborów prezydenckich. I wątpliwe, żeby startował w nich Szymon Hołownia, zwłaszcza z jakimś poważnym zapleczem. Gdy połączymy te dwie kropki: Trzaskowskiego występującego zaraz po Tusku na wieczorze wyborczym PO oraz Hołownię cały dzień tłumaczącego się z porażki, to wyjdzie nam odpowiedź na pytanie, kto zostanie następnym prezydentem RP. A Szymon Hołownia? Jeśli zgodnie z umową odda po dwóch latach stanowisko marszałka Włodzimierzowi Czarzastemu, a partia mu się posypie, to... To wróci do pisania książek i występowania w telewizji. Krzywda mu się nie stanie.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną