Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Czy Trzaskowski umiałby zagrać na dwu fortepianach?

Rafał Trzaskowski Rafał Trzaskowski Facebook
Trzaskowski, poetka Anna Saraniecka, zdania wielokrotnie złożone, styl Trumpa i wygrywanie wyborów.

Zaraz po wyborach dostałem ciekawy tekst rozprzestrzeniany w sieci: Olga Tokarczuk (zaraz sprostuję) zwracała się z pocieszającym listem do przegranego Rafała Trzaskowskiego: „Rafał, dziękuję Ci. Za to, że choć na chwilę przywróciłeś mi nadzieję. Za to, że czułam się bezpieczniej, bo byłeś w grze. Za Twój szczery uśmiech i inteligencką twarz. Za to, że czytasz książki, co skutkuje sensownymi zdaniami wielokrotnie złożonymi, gdy do mnie przemawiasz”.

Z redaktorskiego nawyku zacząłem od sprawdzenia. List pochodził z poprzednich przegranych wyborów (2020 r.) i miała go napisać poetka Anna Saraniecka. Przepraszam, jeśli to znów nietrafione, ale nie chodzi o autorkę, tylko o istotę owej pochwały: inteligencka twarz i zdania wielokrotnie złożone.

W tym rzecz. Pochwały są niewątpliwie słuszne i miłe sercu inteligencji miejskiej. Co z tego jednak, jeśli nie przekonują wyborców wiejskich i małomiasteczkowych. Trzaskowski i sztab jego kampanii popełnili błędy podobne do tych, które pogrążyły w Ameryce Kamalę Harris. Jak kandydatka Demokratów w USA w zeszłorocznych wyborach Trzaskowski był w Polsce emanacją wielkomiejskich, liberalnych i także kosmopolitycznych (w sensie pozytywnym) elit. Niestety, politykiem trudnym do zaaprobowania dla ludu pracującego na wsi i w miasteczkach, ludu konserwatywnego jak tzw. rednecks w USA. Rednecks, dosłownie czerwone szyje, to niby-neutralne określenie, ale przeważnie bywa odbierane negatywnie, czyli po polsku: albo wieśniacy, albo buraki, prostacy. Rednecks w USA często kojarzą się z konserwatywnymi poglądami, pracą fizyczną i specyficzną kulturą (pick-upy, muzyka country, broń). Harris do nich nie trafiała.

Czytaj też: Katoliccy kowboje od J.D. Vance’a. Są coraz silniejsi, ale spanikowali po wyborze Leona XIV

Krasomówca Donald Trump

Chciałem tu dalej trzymać się amerykańskich porównań. O ile można trochę zestawiać Trzaskowskiego z Harris, o tyle Nawrocki nie może nawet śnić, by osiągnąć krasomówczą maestrię Trumpa. Trump nie wygrał ani szczerym uśmiechem czy specjalnie inteligencką twarzą, a już na pewno nie „czytaniem książek, co skutkuje sensownymi zdaniami wielokrotnie złożonymi”. Nie cenię go tutaj ani za program, ani treść wypowiedzi, tylko za formę przekazu. Chciałbym podkreślić jej kapitalne zalety. Trump na pewno nie zna francuskiego (jak nasz „Bążur”), i to mimo że jego pierwsza żona Ivana Trump była Czeszką i mówiła w kilku językach. W ogóle nie jest znany z biegłości w jakimkolwiek języku obcym. Nie ma większego pojęcia o Europie, zupełnie nie zna historii kontynentu, nie rozumie Rosji i, co gorsza, nie widzi konieczności przywództwa Ameryki w świecie demokratycznym Zachodu.

Jest natomiast mistrzem pozyskiwania zwolenników wśród ludzi prostych bez wykształcenia. I uwaga – pozyskiwania nie dla jakiegoś określonego programu czy planu. Po prostu pozyskiwania dla zwycięstwa w wyborach, zaufania dla siebie samego. A co będzie robił dalej jako prezydent, to się zobaczy.

Trump zwraca się do swoich zwolenników bardzo prostym językiem, unika zdań wielokrotnie złożonych i w ogóle złożonych, nie używa skomplikowanych słów, emanuje takim uproszczonym zdrowym rozsądkiem, łatwo chwytanym przez owych rednecków. Jego komunikaty są proste nie dlatego, żeby był ograniczony intelektualnie. Owszem, nie czyta książek, może być – jak wyżej wspomniałem – ignorantem w ekonomii czy człowiekiem o ograniczonych horyzontach, ale nie jest głupi. Potrafi mówić bardzo zrozumiałymi zdaniami, ma refleks, świetne riposty, ogromne doświadczenie telewizyjne. Jego doświadczenie z reality show „The Apprentice” nauczyło go, że widzowie nie potrzebują zdań wielokrotnie złożonych, by zaangażować się w przekaz. Wystarczy mocne hasło: „You’re fired!” – wylatujesz, silny kontrast „wygrani” vs „przegrani” i wzbudzanie dużych emocji (gniewu, triumfu, pogardy).

Trump: produkt instant

Donald Trump to postać, która od dziesięcioleci kształtuje swój wizerunek poprzez media – najpierw w show-biznesie, później w polityce. Jego styl komunikacji, często określany jako bezpośredni, wręcz prymitywny, jest jednak bardziej wyrafinowany, niż mogłoby się wydawać. To nie przypadkowy zbiór sloganów, lecz przemyślana strategia oparta na prostocie, powtarzalności i emocjonalnym uderzeniu. Takim językiem posługuje się na wiecach wyborczych – językiem prostych haseł, emocjonalnych powtórzeń i bezpośredniego zaangażowania tłumu. Jego przemówienia nie były wykładami politycznymi – to były dynamiczne widowiska, w świecie sztuki nazywałoby się to: performans, gdzie liczy się energia, a nie jakiś program czy plan działania.

Trump to produkt kultury instant – świata, w którym liczy się szybkość, chwytliwość i natychmiastowa reakcja. To język, który nie wymaga refleksji – trafia prosto do odbiorcy, jak mem czy post na Twitterze. I właśnie dlatego jest tak skuteczny w epoce internetu, gdzie uwaga jest zasobem deficytowym. To język łatwiej trafiający do młodzieży.

Czy to działało? Rezultaty wyborcze pokazują, że tak. Nawet jeśli intelektualiści drwili z jego stylu, to właśnie ta kombinacja prostoty, agresji i teatralności sprawiała, że miliony ludzi czuły, że wreszcie ktoś mówi ich głosem. Słowem, język Donalda Trumpa to: prostota jako broń retoryczna.

Oczywiście nie twierdzę, że brak tej broni u Trzaskowskiego to jedyny powód jego przegranej. Zwracam uwagę tylko na akurat jakiś aspekt bardzo skomplikowanych zjawisk politycznych w Polsce. I oczywiście nigdy nie mieliśmy w Polsce wielkich oratorów jak w Ameryce. Stawiam tylko pytanie o te pochwały Trzaskowskiego zawarte w liście poetki.

Widziałem też w Onecie rozmowę z posłanką Aleksandrą Gajewską. Pytana o kampanię Trzaskowskiego (jeszcze przed wyborami), określiła ją terminem „przyzwoita”, a nie dobra, bo – jak podkreśliła – istnieje granica między „populizmem, uderzaniem w te tony, by trafić na pierwsze strony gazet”, a „takim bardzo poważnym podejściem”.

Rozum idzie spać

Chwileczkę. Ale po co „takie bardzo poważne podejście”, skoro połowa Polaków pytanych w sondażu Eurobarometru sądzi, że wirusy powstają w rządowych laboratoriach, a jedna trzecia – że dinozaury żyły w tej samej epoce co ludzie? Powołuję się tu na świetny artykuł naszej redakcyjnej koleżanki Joanny Cieśli o pladze nieuctwa pt. „Rozum idzie spać” z marcowego numeru „Polityki”.

Ciekawi mnie pytanie, czy Trzaskowski umiałby zagrać na dwóch fortepianach? To znaczy robić zarówno to, co podobałoby się poetce Annie Sarajewskiej i dużej grupie inteligencji miejskiej, jak i to, co trafiałoby do tej części wyborców, o których szeroko pisze Joanna Cieśla. Wtedy – recepta na sukces pierwsza klasa.

Nie wiem, czy to możliwe. „Styl to człowiek” – głosi słynny aforyzm pochodzący od francuskiego przyrodnika, pisarza, filozofa Georges’a-Louisa Leclerca de Buffona. Padł w jego „Mowie o stylu”, wygłoszonej w 1753 r. podczas przyjęcia do Akademii Francuskiej.

Dla Buffona styl to nie ozdoba, lecz esencja człowieka – dlatego jego słowa pozostają aktualne do dziś. Styl nie jest jedynie kwestią formalnej techniki czy ozdobników językowych, ale wyraża wewnętrzną istotę człowieka, odzwierciedla jego charakter, intelekt, a w każdym razie wrażliwość i sposób postrzegania świata. Ale może – przy treningu – przedsięwzięcie dwu fortepianów by się udało. W każdym razie to łatwiejsze, niż postawić szkołę w Polsce na przyzwoitym poziomie.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną