Taran na prawicę
Czarnek, czyli taran Kaczyńskiego. Ma misję, jego liścik do Konfederacji nasączony był trucizną
Jak naprawdę żaden z niego jeszcze kandydat na premiera. Zresztą w polskim systemie politycznym premierów się nie wybiera, tylko powołuje. Żeby formalnie zasłużyć na takie miano, trzeba więc najpierw wygrać wybory. I nie można oczywiście wykluczyć, że Przemysławowi Czarnkowi to się kiedyś uda, ale do tego jeszcze długa droga.
Dzisiaj jest co najwyżej nieformalnym liderem partyjnej szpicy, która ma urealnić pretensje swojego obozu do wiodącej pozycji w nadchodzącym rozdaniu. Mówi się, że partyjna centrala wyznaczyła mu bardzo konkretne cele, z których zostanie w swoim czasie rozliczony. I jeżeli za rok o tej porze PiS nie dobije w sondażach do przynajmniej 35 proc., może się nagle okazać, że Czarnek przechodzi do rezerwy, żeby zrobić miejsce kandydatowi w świeżo odprasowanej koszuli.
Polityk z Lublina otrzymał więc w najlepszym razie szansę ubiegania się o premierostwo. Przez najbliższe miesiące będzie siał sporo wiatru, rzucając kolejne rękawice obecnemu premierowi, chociaż tak naprawdę to nie z Donaldem Tuskiem się dzisiaj mierzy. Jedyna droga do poprawy notowań PiS wiedzie bowiem przez osłabienie prawicowej konkurencji. I po to jest właśnie Czarnek, żeby zmarginalizować Grzegorza Brauna, Sławomira Mentzena oraz Krzysztofa Bosaka.
Czytaj też: Uwodzeni siłą głosu. Rozpoczął się znany od lat pisowski „szantaż patriotyczny”
Radykał prezesa
Jest politykiem sprawnym i nie można mu odmówić scenicznej charyzmy. Niewielu poza nim można znaleźć na politycznym rynku retorów umiejących wygłosić bez kartki godzinne przemówienie, które mimo stereotypowej treści potrafi przyciągnąć uwagę i stać się źródłem chodliwych cytatów.