Łzy Temidy
Bój o KRS. Ostateczne starcie o sędziów skończy się paraliżem? Każda strona ma plan B
PiS nie oddaje bez walki przejętych przez siebie organów. To, co widzieliśmy i nadal obserwujemy przy wyborach sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, zaraz zobaczymy przy wyborach nowej Krajowej Rady Sądownictwa. 12 maja kończy się bowiem kadencja sędziów wybranych do niej wyłącznie przez polityków, czyli sprzecznie z konstytucyjną zasadą podziału i równoważenia się władz. Tak orzekły już europejskie trybunały. Do tego doszedł korupcjogenny tryb zbierania poparcia sędziów przez kandydatów do KRS. Pamiętamy, że zaufanym sędziom PiS sprawiało niejaką trudność zebranie wymaganych ustawą minimum 25 podpisów. Zwracali się więc do tych sędziów, którzy winni byli PiS przysługę, bo dostali np. awans czy dobrze płatną fuchę w Ministerstwie Sprawiedliwości. Albo do takich, którzy liczyli na awans w zamian za podpis.
Rząd Tuska chciał przywrócić ustrojową zasadę, że sędziów do KRS wskazują sami sędziowie, ale prezydenci – najpierw Duda, a potem Nawrocki – zablokowali ustawy reformujące wybory do KRS. Koalicja realizuje więc plan B: jak „ukonstytucyjnić” ten wybór bez zmiany ustawy. Pomysł sprowadza się do tego, żeby w ramach pisowskiej ustawy zrealizować to, co prezydent Nawrocki zawetował, czyli powszechne wybory do KRS sędziów przez sędziów. Ale PiS i prezydent Karol Nawrocki też mają plan B: jak do tego nie dopuścić. Szykuje się kolejna polityczna awantura.
Na końcu będziemy pytać: czy prezydent uzna, czy nie uzna nowo wybranej Krajowej Rady Sądownictwa? Tak jak dziś pytamy: odbierze czy nie przyrzeczenie od sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego? Bo jeśli nie uzna KRS, to najważniejsza jej funkcja zostanie zablokowana, a system sądownictwa będzie pozbawiony dopływu nowych sędziów w sytuacji, gdy już dziś w sądach jest ponad tysiąc sędziowskich wakatów, a czeka nas jeszcze stuprocentowy wzrost odejść sędziów w stan spoczynku.