Wyścig do środka
Wyścig do centrum. Odstawiony do kąta Morawiecki i dołujący PSL. Czy ten flirt ma szansę?
O potencjale „mitycznego centrum”, którego „niby nie ma”, ale „w istocie daje władzę” przekonywał niedawno w wywiadzie dla Wirtualnej Polski szukający dla siebie miejsca po prawej stronie Mateusz Morawiecki. W obozie koalicyjnym wyznawcą podobnej filozofii tradycyjnie pozostaje wicepremier i szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, którego formacji również zagraża marginalizacja. Nic dziwnego, że ich wspólna debata w Jasionce napędziła pogłoski o sojuszu wyborczym ludowców z „harcerzami” Morawieckiego jako przełamującym dotychczasowy podział.
Chociaż to tylko intelektualna spekulacja, gdyż na razie żaden z nich nie ma interesu w przekraczaniu linii frontu. Więcej w tym wszystkim badania gruntu, a trochę też zwykłego mydlenia oczu. I z podobną rezerwą należy zapewne potraktować krążące uparcie po Warszawie plotki o rychłym pojawieniu się zupełnie nowego ruchu politycznego, którym zainteresowane mają być bliżej nieokreślone biznesowe elity. Miałby on zająć miejsce pomiędzy biegunami sceny jako politycznie umiarkowana i pragmatyczna reprezentacja przedsiębiorców ukierunkowana przede wszystkim na odebranie Konfederacji mniej zideologizowanych wyborców celem przeciągnięcia ich na demokratyczną stronę.
Morawiecki obrósł w piórka
Zapewne nie jest przypadkiem, że centrowych wyborców najczęściej próbują nęcić politycy znajdujący się w opałach bądź debiutanci. Ci realnie walczący o władzę albo po prostu będący akurat na fali wolą dociskać pedał gazu, gdyż radykalizacja w obrębie korzystnie sprofilowanego podziału najzwyczajniej im się opłaca. Zazwyczaj niewiele ma to wspólnego z ich realnymi poglądami. Polaryzujący scenę od dwóch dekad Donald Tusk i Jarosław Kaczyński nie urodzili się politycznymi radykałami.