Szumy, trzaski, zgrzyty
Burze w koalicji, burze w opozycji. Tusk traci cierpliwość, Kaczyński może stracić kontrolę
Krajowa polityka ponownie ugrzęzła w wewnętrznych sporach toczonych po obu stronach barykady, chwilowo zacierając kluczowe fronty. Na ich rozwiązanie pozostaje coraz mniej czasu, gdyż po wakacjach wszystkie partie zaczną już wchodzić w tryb „prekampanii”, co wymaga jednak wcześniejszego ustawienia szyków. Niewykluczone więc, że najbliższe tygodnie będą okresem kolejnych przepychanek, a może też dojść w którymś z głównych obozów do poważniejszego przesilenia.
Pod wieloma względami trudniejsza wydaje się jednak sytuacja Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli w ubiegłym tygodniu jakoś doszedł do porozumienia ze swoim coraz bardziej niesubordynowanym podwładnym Mateuszem Morawieckim. W istocie obnażyło ono jednak słabość prezesa, który zmuszony został oficjalnie uznać autonomię dawnego ulubieńca, chociaż dopiero co zaganiał go do szeregu pod groźbą wyrzucenia z partii jego stronników. W rezultacie były premier zajął wygodny przyczółek i – pomimo tonujących komentarzy o trwałej zgodzie w PiS – absolutnie nic nie wskazuje, żeby miał na tym poprzestać. Obserwując erozję przywództwa starego lidera, walczący o zajęcie jego miejsca polityk mógł się co najwyżej utwardzić w swoich ambicjach.
Napięcia w PiS już dawno przestały jednak zaskakiwać, stając się elementem krajobrazu. Podobnie w koalicji rządzącej od dawna takim źródłem kryzysu jest rozłamana Polska 2050. Co dało właśnie o sobie znać za sprawą wniosku o wotum nieufności dla szefowej resortu klimatu Pauliny Hennig-Kloski. Wrzucony przez Konfederację trochę na rympał z intencją wywołania zamieszania, faktycznie umożliwił napuszczenie na siebie obu skłóconych hufców. Do tego stopnia, że sam Donald Tusk poczuł się zmuszony publicznie zdyscyplinować Polskę 2050 groźbą wyrzucenia z koalicji, jeżeli przyłoży rękę do odwołania swojej byłej partyjnej koleżanki.