Dyspensa na grilla
Dyspensa na grilla. Rozłam w PiS to nie przełom, ale ważny sygnał. Czas wyostrzać alternatywę
W piątek, w ostatnim dniu lipca, Mateusz Morawiecki i jego drużyna zorganizowali „piknik idei”, pierwsze publiczne zgromadzenie członków i sympatyków stowarzyszenia Rozwój Plus. Było miło, nieformalnie (relacja Wojciecha Szackiego), pojawiło się parę nieoczywistych osób (Jan Rokita, Marek Jurek, Janina Goss), ale prawdziwe zainteresowanie – większe niż przewidywalne do bólu deklaracje programowe – wzbudziła informacja, że Morawiecki załatwił u biskupa dyspensę, czyli zgodę na spożywanie w postny piątek mięsa, bo kiełbasa i karkówka z grilla miały być ważną atrakcją pikniku. Wahającym się sugerowano, aby przed spożyciem karkówki „odmówili modlitwę w intencji Ojca Świętego”.
Tę dyspensę słusznie można uznać za symboliczny akt założycielski wyłaniającej się z podziału PiS nowej formacji. Nie chodzi tylko o specyficzne dla Morawieckiego łączenie „tradycji z nowoczesnością”, patosu z kombinatorstwem – rzecz w tym, że Morawiecki od tygodni starał się u Kaczyńskiego o dyspensę, zgodę na grzech podziału PiS w imię przyszłego zwycięstwa. Wiele osób podejrzewa, że ta zgoda została w dyskrecji udzielona, a to, co obserwujemy teraz – czyli wzajemne ataki działaczy „starego i nowego PiS” – ma budować wiarygodność rozłamu. Ludzie od piaru, którzy stanowili zasadniczą część rządowej ekipy Morawieckiego, na pewno by taki scenariusz podpowiadali.
Pole środkowe
W sumie to mało ważne, czy Morawiecki z Kaczyńskim dogadali się w cztery oczy i oglądamy teraz spektakl z udziałem nie zawsze świadomych aktorów – dyspensa od Kaczyńskiego, wraz z rozgrzeszeniem, może przyjść w każdej chwili, jeszcze przed wyborami albo po.