Jak zgasić gaśnicę
Prof. Matczak: Radykałów obawiam się bardzo. Jeśli centrum ma być atrakcyjne, musi czasem harcować
JAKUB MAJMUREK:– Wokół pana tworzy się sieć klubów „radykalnego centrum”. Co dla pana właściwie znaczy ten termin?
MARCIN MATCZAK: – Nazwa „radykalne centrum” przede wszystkim przykuwa uwagę, bo jest celowym oksymoronem. Centrum kojarzy się przecież z wszystkim, tylko nie z radykalizmem: z czymś wyważonym, wypośrodkowanym, trochę nijakim.
Ja mówię o „radykalnym centrum”, by uczynić centrum bardziej atrakcyjnym, bo bardzo obawiam się radykałów. A cały dzisiejszy świat działa jak jedna wielka maszyna, programująca nas tak, żebyśmy dobrze reagowali na skrajności.
Centrum rozumiane jako rozwaga, analiza, merytoryczny spokój, nawet jeśli jest atrakcyjne intelektualnie, to przegrywa emocjonalnie. Moją obsesją jest od jakiegoś czasu to, jak wyrazić idee środka tak, by były tak atrakcyjne jak idee skrajne.
Gdzie dziś jest właściwie ten polityczny środek?
Uważam, że centrum mieści się między prawicą i lewicą, zwłaszcza skrajną prawicą i skrajną lewicą. Podam przykład: prawica stoi na stanowisku, że różnice między ludźmi są naturalne i polityka państwa nie powinna ich programowo zwalczać. Bo np. różnice w wynagrodzeniach to odzwierciedlenie naturalnych hierarchii. Lewica z kolei jest za równością i uważa, że należy zwalczać wszelkie nierówności.
Stanowisko centrum brzmiałoby: hierarchie wynikają z różnic naturalnych i predyspozycji, ale bywają też hierarchie skorumpowane, oparte na kryteriach niemerytorycznych (np. na nepotyzmie czy oszustwie), i takie należy krytykować. Inny przykład: migracja. Prawica coraz bardziej chce się zamknąć na wszelką migrację. Z kolei lewica jest za daleko idącą otwartością, lekceważąc niektóre zagrożenia związane z migracją.