Notatnik polityczny. „Bad boy” Tusk. Premier już nie chce być grzeczny. Kto powinien się bać?
Donald Tusk pod koniec ubiegłego tygodnia pojechał do Krakowa, aby wspomóc w kampanii prezydenckiej kandydatkę KO i PSL Monikę Piątkowską. Na spotkaniu z wyborcami wygłosił rodzaj przesłania na ostatni rok kadencji, które można streścić hasłem-cytatem: „grzeczny już byłem”.
„Umawiamy się na grę w szachy, siedzę, zastanawiam się, a z drugiej strony przychodzi facet z bejsbolem i mówi: ty grasz w szachy, ale ja jestem na ustawce. A wokół różni ludzie, w tym niestety także media, mówią: on będzie walił bejsbolem, ale wy musicie grać w szachy. W ten sposób nie wygram” – stwierdził Tusk, zapewniając jednocześnie, że na pewno nie przestraszy się konfrontacji.
Nie jest to całkiem nowy ton w wypowiedziach premiera, który już wcześniej deklarował, że nie jest „ciotuleńką” ani pięknoduchem stojącym z „rozdziawioną gębą”, gdy inni łamią zasady. Ale potwierdzenie twardego kursu jest znaczące, zwłaszcza że jesteśmy tuż przed kulminacją konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Głównym przeciwnikiem Tuska będzie prezydent Karol Nawrocki, na którym wiszą dziś realnie wszystkie nadzieje obozu prawicowego na przejęcie władzy w przyszłym roku. Popularność Nawrockiego skapuje bowiem na partie prawicowe, zwłaszcza PiS-owi ułatwiając przetrwanie w pionie kolejnych ciosów, które partia Kaczyńskiego przyjmuje na politycznym ringu. Osłabienie Nawrockiego byłoby jednocześnie osłabieniem opozycji, stawka jest więc wysoka. Ale Tusk nie jest bez szans.