Zapominalski
Sekrety Sasina. „Ci, których poustawiał, mieli przykaz, by znajomością z Jackiem się nie chwalić”
Zatrzymanie i aresztowanie na trzy miesiące Radosława Piesiewicza, byłego już prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, wywołało u Jacka Sasina efekt mrożący. Po rozłamie w PiS i odejściu kilkudziesięciu posłów do nowej formacji Mateusza Morawieckiego Sasin został w partii matce jednym z głównych rozgrywających. Ale zamiast ruszyć w medialny tour i ratować topniejące poparcie dla PiS, zapadł się pod ziemię.
– Z Morawieckim się nienawidzą. Pod koniec rządów PiS ludzie Morawieckiego odbili niektóre spółki Skarbu Państwa, do których Sasin, jako minister aktywów państwowych, powsadzał swoich protegowanych. I ci od Morawieckiego zaczęli ich czyścić – opowiada sejmowy polityk.
Przyjaźń i wpływy
Sasin pojawił się publicznie dopiero trzy tygodnie po aresztowaniu Piesiewicza, najpierw w zaprzyjaźnionej z PiS TV Republice, a następnie w radiowej Trójce. Tam w czasie rozmowy nie zaprzeczył, że stał za karierą Piesiewicza w polskim sporcie, gwarantując mu setki milionów złotych ze spółek Skarbu Państwa, które jako minister nadzorował.
Skłamał przy okazji, twierdząc, że poprzedni prezes PKOl Andrzej Kraśnicki nie został zmuszony do rezygnacji z ubiegania się o kolejną kadencję – Kraśnickiego złamano na spotkaniu z udziałem Sasina (szczegóły: „Wszystko dla Radka. Duda zapomniał, jaką rolę odegrał w sprawie Piesiewicza”), i że Piesiewicz nie musiał czarować sportowych działaczy sponsoringiem spółek, bo przecież one i tak już PKOl wspierały. Tymczasem prawda jest taka, że robił to przede wszystkim Orlen, ale na o wiele mniejszą skalę.