Nowe wydania starych płyt

Głośni będą głośniejsi
Po co atakować słuchaczy kolejnymi premierami? Jest coś, co przemysł płytowy potrafi jeszcze lepiej: sprzedawać im po raz kolejny to, co już dawno znają i mają.
Rocznicowa wersja „Achtung Baby” grupy U2 zawiera 15 płyt, książkę, zdjęcia, naklejki, znaczki do wpięcia w klapę oraz kopię słynnych przeciwsłonecznych okularów Bono. Sklepowa cena boxu to 1400 zł.
David Levene/eyevine/EAST NEWS

Rocznicowa wersja „Achtung Baby” grupy U2 zawiera 15 płyt, książkę, zdjęcia, naklejki, znaczki do wpięcia w klapę oraz kopię słynnych przeciwsłonecznych okularów Bono. Sklepowa cena boxu to 1400 zł.

Budka Suflera i „Cień wielkiej góry” w specjalnym pakiecie: dwa CD, dwie płyty winylowe i pakiet reprodukcji.
Tadeusz Późniak/Polityka

Budka Suflera i „Cień wielkiej góry” w specjalnym pakiecie: dwa CD, dwie płyty winylowe i pakiet reprodukcji.

Pink Floyd - w nowej wersji „Dark side of the Moon” dostajemy prócz płyt archiwalny koncert i ...szalik.
Materiały promocyjne

Pink Floyd - w nowej wersji „Dark side of the Moon” dostajemy prócz płyt archiwalny koncert i ...szalik.

Gdy kilku fanów Pink Floyd spotyka się, by pogawędzić o ulubionej płycie „Dark Side of the Moon”, zazwyczaj każdy z nich ma na myśli trochę inny album. Nie tylko dlatego, że inaczej odbieramy czy pamiętamy muzykę. I nie dlatego, że słuchamy jej na innym sprzęcie. Chodzi przede wszystkim o to, że ta jedna z najsłynniejszych płyt w historii istnieje już w kilkunastu wersjach brzmieniowych, licząc tylko wydania na CD. Stare taśmy nagrane w słynnym londyńskim studiu Abbey Road w 1973 r. były wielokrotnie poddawane na nowo obróbce końcowej, zwanej fachowo masteringiem. W ten sposób żyją i zmieniają się po latach inne wielkie płyty, sprzedawane kolekcjonerom i zagorzałym fanom na nowo co kilka lat.

W tym roku rozpoczęła się największa w historii akcja wznowień katalogu Pink Floyd – na rynek trafiły już płyty „Dark Side of the Moon” i „Wish You Were Here”, dostępne w wersjach jedno-, dwu-, a nawet sześciopłytowych. Te najdroższe pakiety, pełne dodatkowych gadżetów, kosztują w sklepach grubo ponad 400 zł każda. A to nie koniec wydatków, bo ciąg dalszy tej kolekcjonerskiej edycji nastąpi w przyszłym roku.

Dwa miesiące temu zmasterowanej od nowa wersji doczekała się najgłośniejsza płyta Nirvany „Nevermind”, sprzedawana również w kilku wariantach. Na rynek przed Gwiazdką trafiły ponadto specjalne edycje płyt „Some Girls” The Rolling Stones (ledwie trzy płyty w zestawie) oraz rock opery „Quadrophenia” The Who (cztery płyty), w obu przypadkach wzbogacone o zestawy zdjęć czy nawet pocztówek. Najbardziej rozpasaną edycją okazała się jednak rocznicowa (20 lat) wersja „Achtung Baby” grupy U2, która w najbardziej wyjątkowej wersji Über Deluxe Box Set zawiera – uwaga – 15 płyt (winylowych, CD i DVD), książkę, oddzielnie wydrukowane zdjęcia, naklejki, znaczki w klapę oraz dokładną kopię słynnych przeciwsłonecznych okularów Bono. Sklepowa cena całości w Polsce wynosiła ponad 1400 zł, ale najwyraźniej nie stanowiła bariery dla miłośników grupy, skoro – jak donosi nam polski dystrybutor – wszystkie sprowadzone do naszego kraju egzemplarze już znalazły nabywców.

Tego typu wydawnictwa coraz mocniej konkurują ze sobą rozmiarami, oprawą graficzną i pomysłową zawartością. Także w Polsce, gdzie rok 2011 w fonografii zamyka imponujące nowe wydanie „Cienia wielkiej góry” Budki Suflera wraz z wersją koncertową tej płyty z 1975 r. – na dwóch winylach, dwóch CD i z pakietem zdjęć.

Białe plamy

„Wzięło się to chyba stąd, że nasz wydawca miał doświadczenia z reedycjami dyskografii Beatlesów” – tłumaczył pomysł kolejnej edycji Nick Mason z Pink Floyd. Rzeczywiście, atrakcyjnie przygotowane nowe serie wznowień Beatlesów (przed dwoma laty) i Johna Lennona (w ubiegłym roku) przyciągały uwagę w katalogu EMI. Floydzi to przypadek jeszcze bogatszej dyskografii – zawsze znajdą się jakieś mało znane lub zupełnie zapomniane nagrania, które przyciągną uwagę zbieraczy do nowej edycji.

Takim przykładem jest utwór „Wish You Were Here” z partią skrzypiec Stephane’a Grapelliego. „Ciągle się dziwię, dlaczego nie wykorzystaliśmy tego utworu wtedy” – komentuje Mason, dodając, że on i koledzy przez lata byli przekonani, że skasowali tę taśmę. Całe nagranie powstało zresztą przez przypadek, bo gdy rejestrowali materiał na płytę „Wish You Were Here” w kompleksie Abbey Road, w studiu obok Yehudi Menuhin nagrywał właśnie z Grappellim. Obaj dostali zaproszenie do złożenia wizyty Floydom, ale tylko Francuz skorzystał.

Takich rarytasów na tegorocznych wydawnictwach jest mnóstwo, bo wielkie rockowe reedycje to ciągłe uzupełnianie znanych już historii o nowe wątki. To dlatego po latach grupa The Beach Boys zdecydowała się wydać nagrania z sesji płyty „SMiLE”, które 44 lata temu przerwała w atmosferze kłótni i niezadowolenia z wyników. Po latach przerwane sesje artystów tej miary to taka sama legenda jak niedokończone symfonie wielkich kompozytorów albo porzucone manuskrypty genialnych pisarzy. „Smile Sessions” (wydane w trzech różnych kolekcjonerskich zestawach) z miejsca zostały więc uznane przez kilka magazynów muzycznych za reedycję roku.

Podobne walory ma rocznicowa edycja „Achtung Baby”. Dokumentuje mozolną, trwającą rok pracę grupy rockowej, która zdobyła już wszystko, co do zdobycia było, i postanowiła jak najmocniej zmienić swój styl. Znajdziemy na niej niepublikowane wcześniej wersje utworów w dopiero kształtującej się formie i film dokumentalny opowiadający o całym procesie. Podobnie jak u Pink Floyd chodzi tu o pewne wrażenie uczestnictwa w wydarzeniu, jakim było nagrywanie klasycznej dziś płyty. Gitarzysta grupy The Edge, który nadzorował proces powtórnego masteringu, zarzeka się, że prawie nie ingerował w materiał – poza tym, że trochę... podkręcił głośność. Trudno tego nie usłyszeć, gdy zestawi się starą i nową wersję. Jeszcze trudniej nie odnotować, że płyta „Nevermind” Nirvany w nowej edycji brzmi średnio o 5–6 decybeli głośniej.

Remastering czy remasakring?

Tu pora bowiem na gorzką prawdę. Większość odkurzanych dziś na nowo starych wydawnictw pada ofiarą tzw. loudness war, czyli wojny na głośność, która wpływa na kształt produkcji muzycznej ostatnich kilkunastu lat. Fachowy magazyn „Sound On Sound” zmierzył ostatnio ten fenomen, biorąc pod lupę zestaw 4,5 tys. najpopularniejszych utworów muzyki pop rok po roku. Wyszło na to, że między 1982 a 2005 r. średni poziom głośności nagrań muzycznych wzrósł o 6 dB! Co to znaczy w praktyce? Dość powiedzieć, że różnica rzędu 6 dB jest przez nas odbierana dwa razy głośniej. Przy ponownej obróbce analogowych taśm inżynierowie dźwięku próbują więc wpisać się w obowiązujący trend.

Wiara ludzi w to, że nowe techniki umożliwią rzeczywiście poprawę jakości dźwięku, to w dużej mierze złudzenie – komentuje Piotr Nykiel z Zakładu Elektroakustyki Politechniki Warszawskiej, sam zajmujący się od kilku lat masteringiem i problemem transferu starych nagrań z analogowych taśm na CD. – Z wersji na wersję te masteringi robią się głośniejsze, na pewno też bardziej odszumione, bardziej dynamiczne, ale w złym znaczeniu, czyli krzykliwe i głośne, natomiast przestają być muzykalne, tracą delikatne niuanse.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną