Wspominamy Kornela Filipowicza

Mądrość kota
Przy okazji śmierci Wisławy Szymborskiej wspominało się też pisarza Kornela Filipowicza, z którym poetka była związana przez 20 lat. „Nadziwić się nie mogę Jego całkowitej nieobecności” – pisał Jerzy Pilch 10 lat temu w POLITYCE. Od wielkiego zapomnianego wiele mogliby się nauczyć współcześni prozaicy.
Kornel Filipowicz (1913-1990) z Wisławą Szymborską, 1973 r.
Archiwum Aleksandra Filipowicza/Archiwum prywatne

Kornel Filipowicz (1913-1990) z Wisławą Szymborską, 1973 r.

W latach 70. czy 80. „chodziło się do Kornela”. Bywanie u krakowskiego pisarza było wyróżnieniem i znakiem przynależności do literackiego bractwa. Gościł gorącą kawą neską (rarytas w tamtych czasach) albo zimnym piwem. Jak pisze Pilch, wyglądał jak rasowy pisarz: wysoki, szczupły, siwy, w okularach i z papierosem. Był też, jak to u prawdziwego pisarza, kot, a właściwie kotka Mizia, a potem Kizia – uwiecznione w literaturze. Na drzwiach wisiała tabliczka z nazwiskiem żony, malarki Marii Jaremianki, nieżyjącej od 1958 r., a całe mieszkanie przypominało trochę muzeum jej prac. Filipowicz miał też tę niezwykłą dzisiaj cechę – troszczył się o młodych pisarzy, którzy garnęli się do niego i zamęczali swoimi tekstami.

Nie był pisarzem kawiarnianym, wielkomiejskim, raczej przychodziło się do niego, a grono nielicznych przyjaciół mogło uczestniczyć w jego wyprawach na ryby.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną