Kultura

Irokez w Starym Teatrze

Klata zrobi rewolucję w krakowskim teatrze?

Klata słynie z tego, że przychodzi na próby z gotową koncepcją spektaklu i wizją poszczególnych ról, od aktorów najczęściej wymaga tylko karnej ich realizacji, co nie wszystkim odpowiada. Klata słynie z tego, że przychodzi na próby z gotową koncepcją spektaklu i wizją poszczególnych ról, od aktorów najczęściej wymaga tylko karnej ich realizacji, co nie wszystkim odpowiada. Warda Michał/Fotorzepa / Forum
Minister kultury ogłosił, że Jan Klata zostanie dyrektorem Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Jeden z najbardziej awangardowych, kontrowersyjnych reżyserów pokieruje jedną z najbardziej zasłużonych, tradycyjnych scen polskich.
W teatrze Klata zadebiutował siedem lat po dyplomie. Wcześniej pracował jako dziennikarz muzyczny i copywriter, prowadził talk-show w telewizji Puls.Łukasz Giza/Polityka W teatrze Klata zadebiutował siedem lat po dyplomie. Wcześniej pracował jako dziennikarz muzyczny i copywriter, prowadził talk-show w telewizji Puls.

Z nominacją trzeba będzie zaczekać do połowy lipca, do powrotu Klaty z Drezna, gdzie trwają próby do „Tytusa Andronikusa” Szekspira, koprodukcji Staatsschauspiel Dresden i wrocławskiego Teatru Polskiego.

Tymczasem w Starym Teatrze dyskutują. Zespół, który w roli przyszłego dyrektora widział Bartosza Szydłowskiego, jest podzielony w ocenie osobowości i metod pracy Klaty. Znają się dobrze, bo Klata w Starym pracuje od sześciu lat i zrealizował tu pięć spektakli, z których dwa: „Oresteja” Ajschylosa z 2006 r. i o trzy lata późniejsza „Trylogia” według Sienkiewicza są jednymi z najlepszych w repertuarze teatru, a także najgłośniejszych, najbardziej dyskutowanych i nagradzanych. Klata słynie z tego, że przychodzi na próby z gotową koncepcją spektaklu i wizją poszczególnych ról, od aktorów najczęściej wymaga tylko karnej ich realizacji, co nie wszystkim odpowiada.

Krystian Lupa, którego metoda artystyczna głębokiego dialogu z aktorami sytuuje się na antypodach sposobu pracy Klaty, ma o nowym dyrektorze sprecyzowane zdanie: – Jest moim byłym uczniem, artystą o wyrazistej indywidualności, ale w pracy i relacjach z ludźmi jest krańcowo apodyktyczny, jest typem egotyka, demagoga i terrorysty. Teatr Stary to społeczność indywidualistów, trzeba umieć ich słuchać i dopuścić do twórczych inicjatyw, kochać ich marzenia i poszukiwania, czego, moim zdaniem, Jan Klata nie potrafi.

Jan Kontrowersyjny Klata – tak powinno brzmieć pełne nazwisko reżysera, który drogę artystyczną zaczął od napisania manifestu: „Artysta potrzebuje pokarmu i przeciwnika. Pokarm mam, cieszę się, że jest wojna”. Poparł go stosownym image’em wojownika: irokez i wojskowy szynel. Do kieszeni włożył różaniec. Irokez i szynel zbulwersowały bardziej konserwatywną część środowiska, jawne odwołania do katolicyzmu zdezorientowały lewicowe i postępowe elity teatralne, obie strony na wszelki wypadek mówiły o piarowskich zagraniach debiutanta, cynicznym kreowaniu wizerunku i pozerstwie. Klata w „Dużym Formacie” dzielił się autorefleksją: „W środowisku prawicowym natychmiast radykalizuję się na lewo. I odwrotnie. Zapewniam temperaturę dyskusji, to zdążyłem zauważyć. Wszyscy czekają podczas paneli, »kiedy Klata powie w końcu coś, za co można by się obrazić«. I zwykle się doczekują”.

Mścić się czy odpuścić winy?

W licznych wywiadach i publikowanych w „Tygodniku Powszechnym” felietonach Klata przedstawiał się jako fan polityki Lecha Kaczyńskiego z jego chęcią naprawiania błędów początków transformacji, zadbania o wykluczonych i dzielił się głębokim rozczarowaniem realizacją tej wizji przez PiS. Opisywał rodzinę: warszawską, inteligencką, antykomunistyczną, taką z czczeniem powstania warszawskiego minutą ciszy od zawsze. Mama prowadziła teatr dla dzieci i młodzieży, w którym się udzielał razem z braćmi. Ożenił się ze scenografką Justyną Łagowską, mają trzy córki: bliźniaczki Marysię i Jadwinię oraz młodszą Janeczkę.

Debiutanckiego „Rewizora” Gogola zrealizował w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Akcję przeniósł w realia epoki Gierka. Późniejszy o rok „H.” według Szekspirowskiego „Hamleta” rozgrywał się z kolei w zrujnowanej Stoczni Gdańskiej i był oskarżeniem elit rządzących po 1989 r. o przehandlowanie ideałów Solidarności za osobisty dobrobyt. Tytułowy bohater był rozdarty między autentyczną niezgodą na gnijący świat a wewnętrzną niezgodą na zemstę. „Myślę, że Hamlet czyta książeczkę do nabożeństwa, która mu została z pierwszej komunii. Tam, w modlitwie Ojcze nasz, jest napisane: I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Tymczasem ojciec żąda zemsty. To też jest polskie pytanie po 1989 r.: mścić się czy odpuścić winy?” – zastanawiał się w 2004 r. w „Wyborczej”.

Zrealizowana w Wałbrzychu „...córka Fizdejki” według Witkacego była wizją Unii Europejskiej z perspektywy zapyziałego Wałbrzycha: zderzenie wąsatych, bezrobotnych bojarów z niemieckimi neokrzyżakami z walizkami na kółkach, w których wiozą nam cywilizację z logo Mercedesa i Hugo Bossa. „Trylogia” z krakowskiego Starego (2009 r.) zbulwersowała zarówno fanów Sienkiewicza, jak i jego przeciwników. Zaś jeden z najnowszych spektakli Klaty, świetny „Utwór o Matce i Ojczyźnie” według tekstu Bożeny Keff (wrocławski Polski, 2011 r.), jest cmentarno-plemiennym oratorium, rytuałem pełnej przemocy inicjacji w polskość, odbywającym się w oparach mgły bagienno-smoleńskiej. „Na micie można wyhodować plemię. Ale czy społeczeństwo?” – zastanawiał się reżyser.

Zarzuty o przerysowany, negatywny obraz Polski w swoich spektaklach odpiera cytując klasyków, np. Norwida: „Czy ten ptak własne gniazdo kala, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala?”.

Teatralnym wujom

W 2006 r. odbył się Klata Fest, warszawski przegląd produkcji reżysera realizowanych z dala od stolicy. Wielu odniosło wrażenie, że jest to forma promocji żółtodzioba z ledwie trzyletnim stażem pracy i reklama teatralnego barbarzyństwa. Głośnym echem odbiło się wyjście dyrektora Narodowego Jana Englerta z jednego ze spektakli Klaty. Odbierając w tym samym roku Paszport POLITYKI, Klata prowokacyjnie pokazał „teatralnym wujom” dwa nagie krzyżackie miecze, a w późniejszym wywiadzie w POLITYCE opowiadał o „układzie warszawskim”.

Stał się ikoną „nowych niezadowolonych”, grupy trzydziestoparoletnich reżyserów, którą Piotr Gruszczyński, krytyk „Tygodnika Powszechnego”, opisywał tak: „Im się tu nie podoba, ale chcieliby tu żyć, więc będą krytyczni i bezlitośni. Na razie rządzi nimi duch rebelii, dlatego nie zajmują się dopracowaniem formy. Tworzą gorączkowe, czasem bardzo agresywne spektakle, żeby jak najszybciej dotrzeć do widza z komunikatem; teatr ostro polityczny. Są tymi, którzy musieli nadejść – pierwszym pokoleniem niezadowolonych z nowej Polski”.

Ich znakiem rozpoznawczym stały się inscenizacje polskiej klasyki, do której podchodzili bez nabożeństwa: skracali, przepisywali, dopisywali, zmieniali realia, doprawiali popkulturą. Według jednych – ożywiali i aktualizowali, według innych – spłaszczali, spłycali i dewastowali. Klata wyróżniał się talentem do tworzenia błyskotliwych, jednocześnie dosadnych i zostających w pamięci obrazów. Rzecznicka tańcząca z amerykańskim marines do „Czerwonych maków na Monte Cassino” w „Fanta$ym”, wałbrzyscy bezrobotni w pasiakach z Auschwitz w „...córce Fizdejki””, Duch Ojca w „H.” jako husarz na białym koniu, jego syn grający w turbogolfa w zdewastowanej Stoczni Gdańskiej. I wzbudzający największe kontrowersje prokurator Scurvy z „Szewców u bram” według Witkacego i Žižka (TR Warszawa, 2007 r.), ucharakteryzowany na ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.

Dekadę od debiutu spektakle Klaty wciąż są wyraziste, niepozbawione publicystycznych tez i kontrowersyjnych, ale zapadających w pamięć obrazów. Mimo to, a może właśnie dlatego, reżyser jest jednym z najczęściej nagradzanych twórców teatralnych w kraju. Za „Sprawę Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej z wrocławskiego Polskiego (2008 r.), z Marsylianką graną na piłach spalinowych i uwodzeniem wyborców przez polityków dyskotekowym tańcem, otrzymał Nagrodę im. Konrada Swinarskiego, przyznawaną przez konserwatywny miesięcznik „Teatr”. Wzorem innych buntowników z irokezem w końcu został klasykiem.

Bez zasad?

Do szkoły teatralnej (po dwóch latach warszawską PWST zamienił na krakowską) poszedł, żeby robić teatr, którego nie mógł nigdzie zobaczyć. Mniej więcej wiedział jaki, bo sztukę „Zielony słoń”, którą napisał jako 12-latek, opublikował „Dialog” i wystawił Teatr im. Witkiewicza w Zakopanem. Ale start w zawodzie okazał się trudny; w teatrze zadebiutował siedem lat po dyplomie. Wcześniej pracował jako dziennikarz muzyczny i copywriter, prowadził talk-show w telewizji Puls.

Jego spektakle przesiąknięte są odwołaniami do popkultury – do muzyki, teledysków, filmów, komiksów, telewizji. Sampluje, skreczuje, coveruje. Taki będzie Narodowy Stary Teatr pod wodzą klasyka z irokezem Jana Klaty?

Wraz z Sebastianem Majewskim, dramaturgiem wielu spektakli Klaty, obecnie dyrektorem artystycznym Teatru im. Szaniawskiego w Wałbrzychu, od stycznia szefem działu dramaturgii i edukacji Starego, przygotowali repertuar na pięć kolejnych sezonów. Każdy z nich ma być tworzony wokół jednego z ważnych dla Starego Teatru i Krakowa reżyserów, kolejno: Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Andrzeja Wajdy, Krystiana Lupy i Tadeusza Kantora. W repertuarze znajdą się współczesne inscenizacje tekstów wystawianych przez tych twórców lub takich, o których wystawieniu marzyli. W każdym sezonie ma się odbyć osiem premier, zaangażowani mają w nie być wszyscy aktorzy zespołu i wszystkie sceny oraz miejsca nieteatralne. Sam Klata zamierza w 2013 r., sezonie Swinarskiego, wyreżyserować „Dziady” Mickiewicza. Wydarzeniem trzeciego, Wajdowego, sezonu ma być obejmująca cały teatr, i nie tylko, monumentalna i kilkuodcinkowa inscenizacja „Z biegiem lat, z biegiem dni”. Wajda w swoim spektaklu doprowadził historię Krakowa do 1918 r., Klata zamierza doprowadzić ją do współczesności.

W repertuarze nie znajdzie się za to planowane na jesień „Miasto snu” Krystiana Lupy. – Na razie nie widzę możliwości dalszej współpracy ze Starym Teatrem – deklaruje Lupa. – Będzie mi miło, jeśli Klata zostawi w repertuarze moje stare spektakle, ale nowych, póki co, realizować nie zamierzam. Jeśli się okaże, że się pomyliłem i Klata poprowadzi pluralistyczny, ciekawy teatr, mogę na nowo przemyśleć swoją decyzję.

Polityka 27.2012 (2865) z dnia 04.07.2012; Kultura; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Irokez w Starym Teatrze"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Samice alfa: czego nie dostają, kogo poszukują?

Silne kobiety współczesne: z jakimi mężczyznami mają największe szanse na udany, trwały związek.

Ryszarda Socha
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną