Mo Yan, czyli ChRL bez literackich upiększeń

Blask i ból Chin
Tegoroczny noblista Mo Yan naprawdę nazywa się Guan Moyde, co po chińsku znaczy tyle co „nic nie mów”, ale ma tyle do powiedzenia, że jest porównywany z Kafką i Faulknerem.
Powieści Mo Yana przypominają latynoamerykański „realizm magiczny”: ludzie uprawiają seks w koronie drzewa, a psy raz na miesiąc na miejskim rynku urządzają sobie orgię.
Laif/Czarny Kot

Powieści Mo Yana przypominają latynoamerykański „realizm magiczny”: ludzie uprawiają seks w koronie drzewa, a psy raz na miesiąc na miejskim rynku urządzają sobie orgię.

Zachodnia krytyka literacka od lat wychwala Mo Yana jako „chińskiego Rabelais’go”, porównuje go też z Kafką, Dickensem, Faulknerem, Marquezem. Mimo że jest jednym z wiceprzewodniczących chińskiego związku pisarzy, jego proza nie ma nic wspólnego z socrealizmem, natomiast wiele z latynoskim „realizmem magicznym”. Lokalne baśnie, zwidy i ironicznie opowiedziane ludowe przypowieści są równie realne, jak opis ponurej rzeczywistości na chińskiej prowincji.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną