Mo Yan, czyli ChRL bez literackich upiększeń

Blask i ból Chin
Tegoroczny noblista Mo Yan naprawdę nazywa się Guan Moyde, co po chińsku znaczy tyle co „nic nie mów”, ale ma tyle do powiedzenia, że jest porównywany z Kafką i Faulknerem.
Mo Yan urodził się w 1955 r. w prowincji Shandong, w dzieciństwie pasał świnie i doglądał bydło.
ChinaFotoPress/EAST NEWS

Mo Yan urodził się w 1955 r. w prowincji Shandong, w dzieciństwie pasał świnie i doglądał bydło.

Powieści Mo Yana przypominają latynoamerykański „realizm magiczny”: ludzie uprawiają seks w koronie drzewa, a psy raz na miesiąc na miejskim rynku urządzają sobie orgię.
Laif/Czarny Kot

Powieści Mo Yana przypominają latynoamerykański „realizm magiczny”: ludzie uprawiają seks w koronie drzewa, a psy raz na miesiąc na miejskim rynku urządzają sobie orgię.

Zachodnia krytyka literacka od lat wychwala Mo Yana jako „chińskiego Rabelais’go”, porównuje go też z Kafką, Dickensem, Faulknerem, Marquezem. Mimo że jest jednym z wiceprzewodniczących chińskiego związku pisarzy, jego proza nie ma nic wspólnego z socrealizmem, natomiast wiele z latynoskim „realizmem magicznym”. Lokalne baśnie, zwidy i ironicznie opowiedziane ludowe przypowieści są równie realne, jak opis ponurej rzeczywistości na chińskiej prowincji. W uzasadnieniu werdyktu rzecznik szwedzkiego jury Peter Englund wyraźnie podkreślił plebejski charakter tej prozy i to, że „Mo nie udał się na prowincję jako intelektualista, ponieważ sam jest jej częścią”.

Mo Yan urodził się w 1955 r. w prowincji Shandong, w dzieciństwie pasał świnie i doglądał bydło. W czasie maoistowskiej rewolucji kulturalnej porzucił szkołę i poszedł do pracy w fabryce, a potem do armii, gdzie zaczął pisać. Pierwsze jego opowiadania ukazały się w czasach reform Teng Siao-pinga na początku lat 80. W 1984 r. zaczął wykładać na wydziale literackim wojskowej akademii artystycznej, na której równocześnie sam studiował. Przełomem był cykl nowel „Klan czerwonego sorga” (1987 r.), nakręcony według nich film został w 1988 r. nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie Zachodnim.

Mo Yan pokazuje ChRL bez upiększeń: „Moje powieści – mówił w 2009 r. we Frankfurcie – rozgrywają się na tle chińskiej historii ostatnich stu lat, a składały się na nią wojny i nędza. To także moje doświadczenie. Urodziłem się w biednej wiosce, a dorastałem w czasach walki klas. Z powodu rewolucji kulturalnej do szkoły chodziłem tylko przez pięć lat, potem znalazłem się w świecie dorosłych. Wtedy ludzie wciąż się nawzajem wykańczali słowami, ale także poprzez fizyczną przemoc. Prawda o Chinach nie jest elegancka”.

W wydanej również po polsku „Krainie wódki” wysłany z Pekinu śledczy Ging Dou’er ma sprawdzić plotki, że na prowincji funkcjonariusze partyjni popadają w kanibalizm. Odurzony przez swych gospodarzy alkoholem sam nie wie, co jest pijanym widem, a co rzeczywistością. Wpada w miłosną aferę, trafia do restauracji, w której odrażający karzeł podaje dania z niemowląt, lokalne władze są skorumpowane i zdegenerowane, a lud otępiały...

W „Obfitych piersiach, pełnych biodrach” na losy chłopskiej rodziny niemal w ogóle nie wpływają burze chińskiej historii XX w.: od powstania bokserów w 1900 r. i upadku dynastii Qing, poprzez inwazję japońską i walki Kuomintangu z komunistami, aż po „rewolucję kulturalną” Mao Tse-tunga i reformy Teng Siao-pinga. Na prowincji nieprzerwanie liczą się najprostsze instynkty i walka o przetrwanie. Powieść – jak często u Mo Yana – jest pełna makabrycznych epizodów i wynaturzonych postaci, ociera się o magię, a jednocześnie pełno w niej ironii i czarnego humoru.

Nieznany jeszcze w Polsce „Przesyt” (2008 r.) zaczyna się w piekle od kłótni między księciem ciemności Yama i zmarłym ziemianinem Nao, co po chińsku znaczy „hałaśliwy”. Nao głośno użala się, że niesłusznie został zamordowany przez rozwścieczonych chłopów jako „wróg klasowy”. Na co Yama, mający dość tego biadolenia, wysyła Nao z powrotem między żywych na ziemię, ale – dla kawału – jako osła, woła, świnię, owczarka i małpę. Poprzez kolejne reinkarnacje Mo Yan pokazuje dramatyczną historię Chin w drugiej połowie XX w.

Wywłaszczenie ziemian przez władze komunistyczne, „wielki skok” Mao Tse-tunga i jego konsekwencję – wielki głód, który pochłonął 60 mln ofiar, w tym również Ximena Nao, w postaci wołu. Potem rewolucja kulturalna i reformy Teng Siao-pinga. Krytyka nieludzkiej polityki chińskich komunistów jest subtelna, sprowadzona do jednostkowych przypadków, ale czytelnik sam może sobie resztę dośpiewać.

Powieści Mo Yana przypominają latynoamerykański „realizm magiczny”: w „Przesycie” ludzie uprawiają seks w koronie drzewa, ziemianin przywrócony do życia jako świnia wałęsa się po wsi, a psy raz na miesiąc na miejskim rynku urządzają sobie orgię.

Druga wielka powieść „Kara drzewa sandałowego” (2004 r.) rozgrywa się w 1899 r. Chiny są skorumpowane, na czym korzystają zachodnie mocarstwa kolonialne. Bohaterem jest śpiewak operowy Sun Bing, człowiek raczej niepozorny, nieznający się na polityce i machlojkach możnych tego świata. Ale niemieccy żołnierze gwałcą jego żonę. Sun domaga się sprawiedliwości. Ponieważ jednak prefekt prowincji, a także dworacy w Pekinie są po stronie Niemców, Sun sam przysięga zemstę. Skrzykuje chłopów i rozpoczyna powstanie. Uzbrojeni w kije i kosy chłopi nie mają szans w starciu z regularnym wojskiem.

Licząca ponad 600 stron powieść dotyka newralgicznego kompleksu Chińczyków, bezsilnej zależności od Zachodu. Z tym że Mo Yan nie skupia się na polityce, jego zajmuje rozkład, upadek kulturalny Chin w czasie dynastii Quing oraz „otwieranie” Chin przemocą przez technicznie o wiele bardziej rozwinięty Zachód.

Mo Yan uważa, że pisarze to „lekarze społeczeństwa”. „Naszym zadaniem – mówił w 2009 r. – jest znalezienie źródeł choroby, także rządowej. Dla zachodnich intelektualistów to być może sprawa oczywista, ale nie w Chinach, ponieważ u nas zadaniem mediów jest przede wszystkim chwalenie rządu. Ostatnimi laty relacje prasowe się nieco poprawiły, ale na prawdziwą krytykę może sobie pozwolić jedynie literatura. A więc chcąc mieć obiektywny obraz, trzeba czytać jedno i drugie”.

Nobel dla Mo Yan jest całkowicie zasłużony. Wielkiej literatury nie należy oceniać wyłącznie poprzez etykietę „rządowa” czy „dysydencka”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną