Wałęsa według Wajdy

Pomnik ze skazą
Film „Wałęsa. Człowiek z nadziei” to kolejna wielka opowieść o polskim losie, którą Andrzej Wajda znowu prowokuje narodowe spory.
Przypadki Wałęsy to historia człowieka wywyższonego, potem poniżonego, następnie znowu docenionego. Bardzo polski los.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Przypadki Wałęsy to historia człowieka wywyższonego, potem poniżonego, następnie znowu docenionego. Bardzo polski los.

Ogólna koncepcja „Wałęsy” jest bardzo prosta, wręcz klasyczna: człowiek na tle epoki.
Jan Morek/Forum

Ogólna koncepcja „Wałęsy” jest bardzo prosta, wręcz klasyczna: człowiek na tle epoki.

W przeszłości niemal każdy obraz Wajdy wywoływał kontrowersje, i teraz, kiedy film trafi na ekrany polskich kin (premiera 4 października), zapewne będzie podobnie.
Maciej Cyran - Studio69/KFP

W przeszłości niemal każdy obraz Wajdy wywoływał kontrowersje, i teraz, kiedy film trafi na ekrany polskich kin (premiera 4 października), zapewne będzie podobnie.

Andrzej Wajda jest zakochany w Lechu Wałęsie, swego czasu chwalił się nawet, że niewiele brakowało, a byłby jego osobistym kierowcą. Miał mianowicie zawieźć Wałęsę na debatę telewizyjną z Alfredem Miodowiczem, szefem państwowych związków zawodowych, lecz ostatecznie przysłano auto z Woronicza. Przypomnijmy, zdarzyło się to jesienią 1988 r. Nie bez znaczenia jest też okoliczność, iż polska premiera filmu odbędzie się z okazji urodzin byłego szefa Solidarności. Wałęsa już zresztą wie, co jest owiniętym w celuloid prezentem, obejrzał bowiem film na specjalnym pokazie. Chyba nie był z podarku bardzo zadowolony, choć oficjalnie skomentował obraz w swoim znanym stylu: podobało się, ale zarazem nie za bardzo się podobało. Bardziej spontaniczny był w wywiadzie dla telewizji Gdańsk, gdzie wyjawił, że nie zachwycił go Więckiewicz, który gra zbytniego bufona. Co ciekawe, towarzyszący ojcu w czasie pokazu syn Jarosław nie odniósł podobnego wrażenia, przekonywał nawet, że portret ojca zbliżony jest do oryginału.

Zanim przekonają się o tym krajowi widzowie, film mogą zobaczyć uczestnicy festiwalu w Wenecji, gdzie pokazywany jest poza konkursem, co wydaje się rozsądnym posunięciem. Wajda nie musi się już ścigać. Teraz czekamy na opinie zagranicznych mediów, z których dowiemy się, czy tym razem udało się przekonująco opowiedzieć światu o naszej najnowszej historii, w której nadal żyjemy.

Wałęsa kontra Fallaci

Ogólna koncepcja „Wałęsy” jest bardzo prosta, wręcz klasyczna: człowiek na tle epoki. Przyszły widz filmu może być nawet zaskoczony minimalistyczną formą. Nie widać tu dawnego stylu Wajdy, wizjonera – malarza. Tym razem temat jest ważniejszy niż forma. Wszystko zostało podporządkowane rygorowi narracji, w ramach której twórca pragnie przedstawić jak najwięcej epizodów z życia swego bohatera. Dbając jednocześnie o to, by przekaz był klarowny i zrozumiały także dla odbiorców pozbawionych wiedzy o najnowszej historii Polski.

Już pierwsza scena ma widzowi (w szczególności zagranicznemu) dać wyobrażenie, gdzie i kiedy toczy się opowieść: oto oglądamy dokumentalne zdjęcia z defilady na placu Czerwonym w Moskwie z okazji kolejnej rocznicy rewolucji. Suną pojazdy, na których widać wycelowane w niebo głowice rakiet. Cała potęga Związku Radzieckiego w jednym kadrze. Gdyby ktoś nie rozumiał, co znaczył wówczas złowrogi termin „geopolityka”, ten obraz przypomina, w jakim znajdowaliśmy się położeniu.

Następna scena rozgrywa się już w domu Wałęsów. Danuta pomaga mężowi ubrać się odświętnie, lecz on cały czas się opiera, marudzi, nie chce założyć krawata, wreszcie wyraźnie poirytowany rzuca, że nie lubi „tej baby”. W kolejnej scenie zobaczymy „tę babę” podjeżdżającą pod blok, w którym mieszka nasz bohater. To słynna włoska dziennikarka Oriana Fallaci, która przyjechała zrobić wywiad. Ich rozmowa stanowi dramaturgiczny szkielet filmu: pytania i pojawiające się w rozmowie wątki uruchamiają kolejne retrospekcje. Sekwencje inscenizowane płynnie łączą się z dokumentalnymi, przenikają się. Doskonały montaż sprawia, że nawet najbardziej znane kadry z Sierpnia 1980 r., jak choćby Wałęsa przy bramie stoczni ogłaszający „Mamy niezależne, samorządne związki zawodowe”, wypadają wiarygodnie, choć na pierwszym planie jest Robert Więckiewicz. Prawdziwy Wałęsa pokaże się dopiero podczas obrad Okrągłego Stołu oraz w scenie finałowej.

Tymczasem toczy się wywiad. Jak przyznaje sam Wałęsa, spotkały się „dwa autorytatywne typy”, więc musiało być gorąco. Rozmowa zaczyna się jak mecz, w którym rywale skaczą sobie do oczu, kończy się jednak w duchu pojednania. „Gdyby cenzura pozwoliła pani przeprowadzony ze mną wywiad opublikować w Polsce, to byłaby pierwsza książka, którą bym w życiu przeczytał” – wyznaje na koniec Wałęsa, co jest w jego ustach naprawdę wyjątkowym komplementem.

W głównej roli

Wajda zawsze miał dobrą rękę do aktorów. Wystarczy przypomnieć nazwiska Zbigniewa Cybulskiego, Daniela Olbrychskiego czy Krystyny Jandy. Tym razem też wybrał dobrze. Wałęsę gra Robert Więckiewicz, bez wątpienia jeden z najzdolniejszych aktorów naszego współczesnego kina. Świetnie naśladuje jego sposób mówienia, intonację, gestykulację, spojrzenia na partnera, nawet sposób poruszania się. Zmienia się w czasie. Z pobytu w Arłamowie wraca z wyraźną nadwagą, trochę ospały. (Tak właśnie męża wracającego z internowania przedstawiła w swej głośnej książce Danuta Wałęsowa). Można wprawdzie chwilami odnieść wrażenie, że Więckiewicz parodiuje Wałęsę, ale przecież Wałęsa parodiował sam siebie niejednokrotnie. To wielka rola, na której trzyma się cały film.

Wałęsa jest głównym bohaterem, a właściwie jedynym. Jeszcze tylko Wałęsowa (w bardzo dobrym wykonaniu Agnieszki Grochowskiej) jest pełnowymiarową postacią. Reszta to tło. Nawet najbliżsi współpracownicy pokazują się tylko na chwilę. Krzywonos zatrzyma tramwaj, wypowie swą słynną kwestię („Ten tramwaj dalej nie jedzie…”), potem jeszcze zaprotestuje przeciwko kończeniu strajku zaraz po spełnieniu postulatów stoczniowców. Pieńkowskiej niezorientowany widz może w ogóle nie zauważyć. Pokazują się Gwiazda i Bujak, ale tylko wtedy, gdy Wałęsa pozwala im mówić. Zapewne nie wszystkim się to spodoba – zwłaszcza samym zainteresowanym, czyli kierującym strajkiem – ale taka jest specyfika filmów biograficznych.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną