Kultura

Buszujący w życiorysach

Trudna sztuka pisania biografii

Gunter Grass wymógł na swoim biografie wycofanie informacji, że pisarz w młodości dobrowolnie przystąpił do Hitlerjugend. Gunter Grass wymógł na swoim biografie wycofanie informacji, że pisarz w młodości dobrowolnie przystąpił do Hitlerjugend. Johannes Eisele/Reuters / Forum
Sądowe spory o Kapuścińskiego i Szpilmana uderzyły w autorów ważnych polskich biografii. Jak pisać o znanych ludziach? Czy przyjmie się u nas raczej model niemiecki, nacechowany ostrożnością, czy amerykański, bardzo liberalny?
V.S. Naipaul postanowił ujawnić swemu biografowi szokujące szczegóły własnego życia prywatnego, by mógł nakreślić uczciwy obraz życia noblisty.STR New/ Reuters/Forum V.S. Naipaul postanowił ujawnić swemu biografowi szokujące szczegóły własnego życia prywatnego, by mógł nakreślić uczciwy obraz życia noblisty.
Najbliżsi Ryszarda Kapuścińskiego nie chieli się pogodzić z tym, że opublikowana biografia mówiła także o relacjach wewnątrzrodzinnych.Leemage/EAST NEWS Najbliżsi Ryszarda Kapuścińskiego nie chieli się pogodzić z tym, że opublikowana biografia mówiła także o relacjach wewnątrzrodzinnych.

Biograf w sądzie to ostatnio w Polsce częsty widok. Głośno wciąż o dwu sprawach przeciwko autorom biografii. Sąd oddalił pozew rodziny Władysława Szpilmana przeciwko Agacie Tuszyńskiej. Rodzina uważała, że autorka naraziła na szwank pamięć o kompozytorze w książce „Oskarżona Wiera Gran”. Gran w rozmowie z Tuszyńską twierdziła, że widziała Władysława Szpilmana w stroju policjanta w getcie. Sąd uznał, że autor ma prawo cytować swojego bohatera i Tuszyńska nie musi niczego usuwać ani nikogo przepraszać.

Z kolei w spornej sprawie o naruszenie dóbr osobistych i prawa autorskie między Arturem Domosławskim a rodziną Ryszarda Kapuścińskiego doszło do ugody – między nowym właścicielem wydawnictwa Świat Książki i żoną Kapuścińskiego. Wydawnictwo zobowiązało się (bez wiedzy i konsultacji z autorem) do publikacji przeprosin z powodu naruszenia dóbr osobistych powódek. I w przypadku kolejnych wydań – do usunięcia czterech rozdziałów traktujących o relacjach Kapuścińskiego z córką i wnukiem. Reprezentujący rodzinę adwokat Maciej Lach zarzuca Domosławskiemu, że nie rozmawiał z nimi, pracując nad tymi partiami książki. Nie widzi też interesu społecznego w ujawnianiu szczegółów życia osobistego bohatera.

Kolejne wydania książki i dodruki (niemające nowego numeru ISBN) to dwie inne rzeczy. Świat Książki mógłby więc nawet robić dodruki całej książki, nie naruszając ugody. Jednak już sam fakt zawarcia porozumienia zbulwersował wielu obserwatorów – w tym konkurencyjnych wydawców. – Ten rodzaj ugody jest dla mnie niewyobrażalny – komentuje Beata Stasińska z Grupy Wydawniczej Foksal.

Jeśli chodzi o procesy tego rodzaju – na Zachodzie są na porządku dziennym. Wydaje się, że w Polsce to rodzina ma wiele możliwości, by chronić wizerunek bliskich. W porównaniu ze Stanami ta sytuacja jest wyjątkowa, ale już w Wielkiej Brytanii ochrona dóbr osobistych sięga tak daleko, że wydawcy boją się publikować biografie osób żyjących, które mogłyby wnieść pozew. Nie procesują się tylko politycy i członkowie rodziny królewskiej, dlatego o nich pisze się w miarę swobodnie.

Coraz częstsze są natomiast przypadki turystyki „zniesławieniowej”: bohaterowie biografii wydanych w Stanach skarżą w Wielkiej Brytanii, dowodząc, że w dobie Amazona amerykańskie książki są bez problemu dostępne w Europie, więc ich wydawcy podlegają także brytyjskiemu prawu. A to jest dla biografów o wiele surowsze niż amerykańskie. W Stanach można więcej, bo od 1964 r. obowiązuje orzeczenie Sądu Najwyższego, zgodnie z którym osoby publiczne de facto nie mają prawa skarżyć o zniesławienie. W związku z tym dziennikarze mają o wiele większe pole manewru, powstaje mnóstwo biografii nieautoryzowanych.

Biografie literackie i masowe

W Polsce trudno sobie wyobrazić, jak zjadliwe i oskarżycielskie mogą być biografie pisarzy (u nas bohaterami tego rodzaju paszkwili bywają raczej politycy – choćby Lech Wałęsa). Brytyjczycy dzielą biografie na literackie i masowe, ale w praktyce granice tych dwu rodzajów często się zacierają. Michael Sheldon pokazał pisarza Grahama Greene’a jako nieszczerego katolika, seksualnego masochistę, sadystycznego świra i wręcz mordercę kobiety, której poćwiartowane zwłoki znaleziono w 1930 r. w Brighton. Pisarz już nie żył, więc nie mógł podać autora do sądu.

Eksmałżonka Philipa Rotha Claire Bloom opisała go jako neurastenika, cudzołożnika, egoistę i człowieka mściwego w sprawach finansowych. Z kolei Joyce Maynard, która była krótko związana z Jerome’em Davidem Salingerem, opowiedziała o jego ekscentrycznych zwyczajach żywieniowych (zamrożony groszek na śniadanie), osobliwych metodach leczenia (picie własnego moczu) i fascynacji małymi dziewczynkami. Zmarły niedawno John Updike, uważny czytelnik rozmaitych biografii, nazywał tego rodzaju książki „biografiami judaszowymi”: „Może czytamy je dlatego, żeby poczuć się lepszymi od znanych pisarzy?”.

Pisarze, przeczuwając, co może ich spotkać, unikają biografów. Updike dziwił się, że Joyce Carol Oates czy William Styron współpracowali przy swoich biografiach. „Bardzo bym nie chciał stać się przedmiotem przewlekłej kuracji biograficznej (...). Tak długo, jak będę żył, nie chcę, żeby ktoś się bawił na moim podwórku, przepytywał moją eksżonę, podsłuchiwał moją obecną żonę, tropił judaszów wśród moich przyjaciół, cytował złe recenzje, o których chciałbym zapomnieć, a na koniec wszystko pomieszał”.

Updike zmarł, a jego biografia właśnie powstaje. Zobaczymy, jakie sensacje przyniesie. Philip Roth, nauczony historią z żoną, sam zaangażował biografa. Ogłosił, że przechodzi na emeryturę, i zajął się porządkowaniem materiałów do swej biografii. Czy jednak uda mu się przewidzieć, jak będzie wyglądać książka? Żeby mieć pewność, musiałby ją sam napisać, tak jak Thomas Hardy. 12 lat po śmierci brytyjskiego pisarza w 1940 r. wyszło na jaw, że jego biografię, podpisaną nazwiskiem żony, zapobiegliwie stworzył sam.

Publiczne pranie brudów

Strach przed biografami nie jest bezpodstawny. Właśnie wybuchła bomba. Ukazała się książka „Salinger” autorstwa Davida Shieldsa i Shane’a Salerno i jednocześnie film biograficzny pod tym samym tytułem. Okazało się, że nie da się uciec od publicznego prania brudów. Im dalej uciekasz, tym bardziej zostaniesz obnażony. To właśnie Salinger był przecież symbolem walki o prywatność.

Autor po gigantycznym sukcesie „Buszującego w zbożu”, kiedy dla wielu ludzi stał się niemal guru, zaszył się na wsi. „Jeśli chcecie zrozumieć, dlaczego młody Salinger uciekł z Nowego Jorku, od fanatycznych czytelników, wścibskich biografów, nieinteligentnych interpretatorów, od światka literackiego – to po prostu otwórzcie książkę Shieldsa i Salerno” – napisał Adam Gopnik w „New Yorkerze”. Salinger przez całe życie bronił dostępu do siebie dziennikarzom, czytelnikom i potencjalnym biografom. Wyzwanie podjął w połowie lat 80. ceniony autor i poeta Ian Hamilton, który postanowił napisać nieautoryzowaną biografię.

Książka stała się zapisem walki Hamiltona z Salingerem i jego adwokatami. Nie mogąc zablokować wydania książki, zmusili biografa do wykreślenia większości cytatów z niepublikowanych listów i dzienników pisarza. Hamilton mógł je jednak parafrazować, gdyż są dostępne w bibliotekach. Salingerowi nie udało się ocalić swojej prywatności, bo Hamilton nie był jedyny – oprócz byłej kochanki pisarza zdradziła także córka, publikując niepochlebne pamiętniki.

Ciemne sekrety

Po śmierci pisarza wszystko zależy od spadkobierców. Jedni przez kilka dekad trzymają papiery zmarłego pod kluczem, inni udostępniają je wybranemu przez siebie biografowi, jeszcze inni sprzedają bibliotekom, gdzie archiwalia stają się powszechnie dostępne. Dociekliwemu biografowi nie przeszkodzi ani szyfrowanie dzienników (Lewis Carroll), ani palenie osobistych notatek (Somerset Maugham, autor m.in. „W niewoli uczuć”).

Shields i Salerno obnażają skłonność Salingera do młodych dziewcząt (najmłodsza miała ponoć 14 lat), jedna z nich napisała list do „New York Timesa” i opowiedziała swoją historię, która zaczęła się, kiedy studiowała na Yale, a Salinger był już po pięćdziesiątce. To niejedyna tajemnica pisarza. Jest i nieznana, pierwsza żona, przywieziona tuż po wojnie z Europy, która prawdopodobnie była informatorką gestapo.

Jednak to nie rewelacje są głównym tematem dyskusji, ale poziom tej biografii. Dla autorów najważniejszy okazał się fakt, że zabójca Lennona miał przy sobie „Buszującego w zbożu”. Ich zdaniem był zafascynowany brutalnością, agresją i gwałtem, które są rzekomo „zakodowane” w tej książce. A skąd się wzięły? Miały ścisły związek z przeżyciami wojennymi Salingera, który wrócił do Stanów z traumą wojenną. Autorzy policzyli na przykład, ile razy pada w „Buszującym” słowo „zabijać”. Nie wzięli jednak pod uwagę tego, że w latach 50. znaczyło to po prostu „robić na kimś piorunujące wrażenie”. Według autorów ta trauma i agresja spowodowały, że pisarz uciekł od świata, by oddawać się perwersyjnym zachciankom i pielęgnować obsesje. Autorom w głowie się nie mieści, jak zauważa Gopnik, że można latami cyzelować jedno zdanie i myśleć o tym, gdzie postawić średnik.

Upiększanie biografii

W naszej kulturze celebrytów liczy się tylko to, co ktoś ma do ukrycia. Książki takie jak najnowsza biografia Salingera przypominają grzebanie w śmieciach. Są jednak też autorzy, którzy sami się godzą na to, żeby inni przeszukiwali ich śmieci i ujawniali sekrety. Artur Domosławski powołuje się często na przykład noblisty V.S. Naipaula, który nie chciał upiększanej biografii.

Naipaul udostępnił biografowi Patrickowi Frenchowi notatki, udzielił boleśnie szczerego wywiadu. W tej książce nagromadzenie drastycznych szczegółów z życia osobistego i erotycznego bohatera było szokujące nawet dla przyzwyczajonej do roztrząsania takich kwestii publiczności zachodniej – opowiada Domosławski. – Na przykład opisy, jak torturował swoją kochankę, a psychicznie – żonę. Gdyby Naipaul nie pozwolił na to, być może biograf nie poszedłby aż tak daleko, ale jestem pewien, że i tak poszedłby dużo dalej, niż ja to zrobiłem – dodaje Domosławski. Publiczność zachodnia, jak opowiada, nie miała zresztą obiekcji wobec wątków osobistych w książce o Kapuścińskim, więcej emocji wzbudzały rozdziały poświęcone jego warsztatowi, kwestii, gdzie trzymał się ściśle faktów, a gdzie tworzył literaturę.

Ugoda w tej sytuacji nie ma wpływu na tłumaczenia i zagraniczne wydania. Świat Książki był jedynie agentem sprzedającym licencję. Inaczej jest z książką Tuszyńskiej, którą przełożono już na osiem języków. – Wiem, że zarówno francuski, jak amerykański i niemiecki wydawca byli zasypywani telefonami z groźbami od Andrzeja Szpilmana, by wycofać książkę z dystrybucji, bo w przeciwnym wypadku wytoczy proces o zniesławienie – mówi Agata Tuszyńska. – Ani francuski, ani amerykański wydawca nie ulegli naciskom. Niemiecki sąd w Hamburgu nakazał wykreślenie z książki 18 wierszy, w których Wiera Gran mówi o rzekomej współpracy Szpilmana z żydowską policją w getcie. Jest to postanowienie zabezpieczające na czas trwania procesu. Nakazano też wycofać ze sprzedaży wydania elektroniczne książki.

Jednocześnie w uzasadnieniu sędzia pisze o staranności autorki, zdystansowaniu się od słów swojej bohaterki, a także podkreśla, że wiadomość o współpracy Szpilmana nie została opublikowana w tej książce po raz pierwszy.

Przypadek Niemiec jest wyjątkowo ciekawy. Biografowie osób publicznych nie są zbyt skłonni do demaskowania ich sekretów. O tym, że Willy Brandt miał kochanki, wiedzieli wszyscy, ale nikt o tym nie napisał. Kilka lat temu głośna była sprawa sporu między Günterem Grassem a jego biografem Michaelem Jürgsem, który napisał, że Grass dobrowolnie zgłosił się jako chłopak do jednostki SS. Grass twierdził, że został do niej siłą wcielony. Zagroził sądem i biograf zdanie wycofał.

Jak opowiadał w jednym z wywiadów Peter Merseburger, dziennikarz i autor kilku biografii, Jürgs był już wcześniej wściekły na Grassa, bo ten nigdy nie wyjawił mu swojej tajemnicy. „Rodzina ma prawo wymusić korekty, tylko jeśli coś jest obiektywnie fałszywe. Istotna jest też rola wydawnictwa, które w razie potrzeby musi być gotowe do sporu prawnego” – mówił Merseburger.

Rodzinna cenzura

Przykład polski pokazuje, że wydawnictwo nie zawsze stoi za autorem. Merseburger nigdy nie chciał pisać o osobach żyjących i nie dawał rodzinie książki przed publikacją. Raz tylko na prośbę rodziny pewną sprawę przemilczał. Chodziło o syna i spadkobiercę właściciela tygodnika „Der Spiegel” Jakoba Augusteina. Okazało się, że jego prawdziwym ojcem był pisarz Martin Walser, a nie Rudolf Augustein. I syn sam chciał powiedzieć o tym swoim dzieciom.

Mariusz Urbanek, autor biografii Tyrmanda, Brzechwy, Broniewskiego i Tuwima, też z reguły nie daje rodzinom do czytania książki, zanim się ona ukaże. Rodzinę traktuje jak świadków życia bohatera, a nie jako instancję, która może wprowadzać swoje oceny. Gdyby spotkał się z sytuacją, że bliscy boją się ujawnienia jakiejś prawdy – chyba nie podjąłby się pisania biografii. – Biograf musi mieć nieskrępowane ręce – komentuje.

W Polsce książki biograficzne wzbudzają coraz większe emocje. Rynek jest ubogi i nie ma pewności, że dana książka nie będzie jedyną, ostateczną wersją życiorysu, że ukaże się jeszcze jakakolwiek kontrbiografia. Pytanie brzmi: w jaki sposób rozwinie się praktyka sporów między rodziną a biografem?

Czy w Polsce będziemy mieć raczej model brytyjski z rozbudowaną ochroną dóbr osobistych, amerykański, bardziej liberalny, w którym dziennikarz może napisać niemal wszystko, czy może niemiecki, w którym niewygodnych kwestii osobistych bohaterów często się nie ujawnia?

Polski rynek biografii, który już kuleje, będzie kuleć jeszcze bardziej, jeśli autorzy będą hamowani – mówi Stasińska. Jej zdaniem będzie powstawać coraz więcej sensacyjnych autobiografii celebrytów, natomiast potrzebne są mądre biografie ważnych postaci. Biografie, które nie omijają życia intymnego, ale zajmują się nim nie w sposób sensacyjny. Czy ktoś się odważy napisać taką książkę choćby o Piłsudskim?

 

Polityka 42.2013 (2929) z dnia 15.10.2013; Kultura; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Buszujący w życiorysach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną