Kultura

W Filharmonii Narodowej znów buczano. I znów nie chodziło o sztukę, tylko o politykę

Facebook
Gdyby minister w liście powstrzymał się od jednego zdania, nie zdarzyłoby się to, co się zdarzyło.

To nie było tak, że publiczność wybuczała wczoraj wiceminister kultury Wandę Zwinogrodzką. Nie o nią przecież chodziło.

Koncert finałowy festiwalu Chopin i Jego Europa, organizowanego przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, rozpoczął się przemówieniami. Wiceminister Zwinogrodzka nie zabierała głosu w swoim imieniu – jej rolą było odczytanie listu od ministra Piotra Glińskiego. Być może gdyby minister pojawił się osobiście, doszłoby do podobnej reakcji jak podczas zakończenia Festiwalu Beethovenowskiego, zwłaszcza po ostatnich zdumiewających jego wypowiedziach. Nie zaryzykował tym razem. Myślę jednak, że gdyby w liście powstrzymał się od jednego zdania, nie zdarzyłoby się to, co się zdarzyło.

Gdyby była to tylko reakcja na nielubiane rządy, buczano by już w momencie rozpoczęcia odczytywania listu, a może nawet zaraz po wymienieniu nazwiska ministra. Tak się jednak nie stało. Sala, a ściślej biorąc jej duża część, zachowała spokój. Do momentu, kiedy padły słowa (cytuję z pamięci) o narodowych wartościach, jakie reprezentuje Chopin, a które są „priorytetem dla naszego rządu”.

Tego już publiczność, która przyszła słuchać muzyki, po prostu nie zdzierżyła. Wspieranie wysokiej jakości artystycznych działań związanych z Chopinem i pamięcią o nim jest, można powiedzieć, psim obowiązkiem każdego polskiego rządu. Natomiast podpieranie się Chopinem w celu legitymizowania własnych priorytetów jest niedopuszczalne. Chopin nie jest własnością tego rządu ani żadnego innego. A koncert nie służy do tego, by na nim agitować. I o to chodziło buczącym.

Później zabrał głos Wojciech Jasiński, obecny prezes Orlenu, desygnowany na to miejsce przez PiS. Ale nie buczano, zwłaszcza że ograniczył się on do wyrażenia zadowolenia z faktu, że Orlen znów wspiera kulturę wysoką, co oczywiście można tylko pochwalić.

Owszem, byli i tacy, którzy odczuli niesmak, gdy usłyszeli buczenie w szacownych murach. Ale przypomnieć tu należy, że jest to wcale nierzadko spotykany w takich miejscach środek ekspresji, służący wyrażeniu dezaprobaty. Także w kwestiach artystycznych, choć częściej zdarza się to w operze czy teatrze niż w filharmonii.

Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną