Allen, Luhrmann i Sorrentino biorą się za seriale. Czym telewizja zwabiła reżyserów filmowych?

Kino bardziej domowe
Autorami najgłośniejszych premier serialowych ostatnich miesięcy są gwiazdy kina: Woody Allen, Baz Luhrmann, Paolo Sorrentino, Jonathan Nolan. Czym ich zwabiła telewizja?
„Kryzys w sześciu scenach”
Jessica Miglio/materiały prasowe

„Kryzys w sześciu scenach”

„Młody papież”
Gianni Fiorito/materiały prasowe

„Młody papież”

„The Crown”
Alex Bailey/Netflix/materiały prasowe

„The Crown”

„Westworld”
John P. Johnson/materiały prasowe

„Westworld”

audio

AudioPolityka Aneta Kyzioł - Kino bardziej domowe

Swój serialowy debiut – sześcioodcinkową komedię „Crisis in Six Scenes” (Kryzys w sześciu scenach) – 80-letni Woody Allen reklamuje w stylu, do którego przyzwyczaił widzów swoich filmów: „Myślałem, że to będzie łatwa forsa. Że produkcja zajmie mi chwilę między realizacją kolejnych filmów, to przecież tylko telewizja. Ale praca okazała się cięższa, trwała dłużej, niż się spodziewałem, tak więc, oczywiście – jestem rozczarowany”. Czy uczucia autora podzielą widzowie, okaże się 30 września, gdy serial pojawi się na platformie streamingowej producenta, koncernu Amazon.

Ze zwiastunów wiemy, że akcja rozgrywa się w późnych latach 60. na amerykańskiej prowincji, w środowisku konserwatywnej klasy średniej. Tytułowy kryzys dotyczy bohatera granego przez Allena – pisarza z blokadą twórczą oraz jego rodziny i otoczenia, gdy ich nudnawe życie postawi do góry nogami młoda fanka komunizmu, wolnej miłości i trawki. W tej roli reżyser obsadził Miley Cyrus, 23-letnią piosenkarkę, ostatnio bardziej znaną ze skąpych strojów i kolumn towarzyskich. Na ekranie toczy z Allenem zacięte walki na słowotok w uroczej, staroświeckiej scenerii, a całość daje szansę na Allena z dawniejszych, lepszych czasów.

Papież jak Underwood

Na serial laureata Oscara HBO odpowiada widowiskowym westernem s.f. w odcinkach w reżyserii Jonathana Nolana, scenarzysty hollywoodzkich hitów autorstwa brata Christophera, m.in. „Interstellar” i „Mrocznego Rycerza” oraz pierwszym serialem w dorobku Paolo Sorrentino – kolejnego laureata Oscara (za „Wielkie piękno”).

Zrealizowany z niebywałym rozmachem „Westworld” Nolana jest rozwinięciem pomysłu z filmu Michaela Crichtona z 1973 r. To osadzona w parku rozrywki, w którym androidy spełniają zachcianki ludzi, opowieść o narodzinach samoświadomości i buncie maszyn, z filozoficznymi pytaniami o istotę człowieczeństwa, naturę człowieka czy kierunek rozwoju naszej cywilizacji. A wszystko to na tle porywających plenerów Dzikiego Zachodu i w gwiazdorskiej obsadzie, z Anthonym Hopkinsem, Edem Harrisem, Evan Rachel Wood i Jamesem Marsdenem na czele.

10-odcinkowy „Młody papież” Sorrentino też jest wielkim widowiskiem, tym razem rozgrywanym w monumentalnych wnętrzach Watykanu i Wenecji. Tytułowy hierarcha pochodzi z USA i ma aparycję Jude’a Lawa. Pierwsze dwa odcinki miały premierę na Festiwalu Filmowym w Wenecji, podobnie jak przed laty pierwszy film reżysera, a zachwyceni krytycy pisali o nich jako „House of Cardinals”, nawiązując do gier o władzę prowadzonych przez papieża ze sprawnością dorównującą umiejętnościom Franka Underwooda („House of Cards”), o typowym dla kina Sorrentino przepychu inscenizacyjnym i klimacie zawieszonym między satyrą a nostalgią i uczuciami, które seans w nich pozostawił: mieszankę zdziwienia i niepokoju. Jak wtedy, gdy przed papieżem stawia się siostra Maria, czyli Diane Keaton w habicie.

A cały ten pochód hollywoodzkich mistrzów przez małe ekrany zapoczątkował Netflix, pokazując w połowie sierpnia sześć odcinków „The Get Down”, pierwszego serialu w karierze Baza Luhrmanna, autora pamiętnych widowisk filmowych: „Romea i Julii” i „Moulin Rouge”, a ostatnio „Wielkiego Gatsby’ego”.

Artyści idą za pieniędzmi – nie ma złudzeń szef Netflixa Reed Hastings, który ostatnio otwierał oficjalnie polską wersję serwisu. – W biznesie filmowym flauta panuje od dobrych kilkunastu lat, a biznes telewizyjny jest na fali wznoszącej, rośnie. Staliśmy się dla ludzi filmu atrakcyjni, bo możemy zaoferować dobre stawki i szansę rozwoju artystycznego.

Złota era telewizji

Pierwsi głośno o zmianie układu sił na korzyść telewizji mówili aktorzy. Zauważali, że Hollywood coraz częściej ma im do zaoferowania role w ekranizacjach serii komiksowych o superbohaterach i infantylnych komediach romantycznych, podczas gdy telewizja przejęła rolę znikających niezależnych studiów filmowych, które zwyczajowo produkowały historie dla dorosłych, bez skomplikowanych scen kaskaderskich, za to ze skomplikowanymi, wielowymiarowymi bohaterami. W środowisku reżyserów przekonanie, że w kinie się tworzy, a w telewizji zarabia, panowało dłużej.

Dopiero rozkręcająca się „złota era telewizji”, efekt rozwoju stacji kablowych nastawionych na ambitniejszą rozrywkę, przekonała reżyserów do małego ekranu. „Linia pomiędzy reżyserami filmowymi i telewizyjnymi ostatnio właściwie zniknęła – tłumaczył Michael Lombardo, do niedawna szef HBO. – Jeśli Martin Scorsese wyreżyserował pilot serialu i wciąż ma niesamowitą karierę jako reżyser filmowy, to pozwala każdemu filmowcowi postrzegać telewizję jako miejsce, gdzie możesz pracować z sukcesem i bez strachu o swoją pozycję w Hollywood”. Mówił to w innym niż dziś kontekście – gdy reżyserzy z Hollywood do telewizji wpadali na chwilę, by wyreżyserować jeden odcinek, ustalić ramy inscenizacyjne, klimat i styl aktorstwa, a potem według tych wytycznych kolejni – już telewizyjni, nie filmowi – koledzy reżyserzy pracowali nad kolejnymi odcinkami i sezonami.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną