„La La Land”: Gosling fenomenalny

Żywot Ryana
Obserwując fenomen aktorstwa 36-letniego Ryana Goslinga, który za rolę jazzowego pianisty w „La La Land” dostał Złoty Glob i prawdopodobnie zdobędzie Oscara, trudno oprzeć się wrażeniu, że to idol niemal idealny.
Kołem zamachowym „La La Land” jest konflikt między karierą i miłością.
Dale Robinette/Monolith Films

Kołem zamachowym „La La Land” jest konflikt między karierą i miłością.

Ryan Gosling w filmie „La La Land”
Filmweb.pl/materiały prasowe

Ryan Gosling w filmie „La La Land”

Nie wszyscy kochają musicale – zwłaszcza te starsze, broadwayowskie, wypielęgnowane i nostalgiczne z długimi sekwencjami taneczno-baletowymi, jak w „Amerykaninie w Paryżu” czy „Deszczowej piosence”. Ale nawet ci, którym „Parasolki z Cherbourga” wydają się nazbyt staroświeckie, ulegną czarowi „La La Land” – romantycznej komedii w dawnym stylu, która otrzymała właśnie najwięcej w historii, bo aż siedem statuetek Złotych Globów.

Niełatwo orzec, co podoba się tu bardziej. Magiczno-nostalgiczna ścieżka dźwiękowa czy fenomenalne aktorstwo Emmy Stone oraz Ryana Goslinga. Oboje tańczą, śpiewają, zaskakują świeżością i spontanicznością, choć nie są zawodowymi tancerzami ani piosenkarzami. To trzeci wspólny występ tych aktorów na dużym ekranie (po „Gangster Squad. Pogromcy mafii” i „Kocha, lubi, szanuje”). W rolach delikatnie rozważnych, niewinnych kochanków nie mają obecnie konkurencji. Ani w Hollywood, ani poza nim. Są parą idealną, ucieleśniającą pęd, rozterki, zagubienie, idealizm, przebojowość swojego pokolenia.

Kołem zamachowym „La La Land” jest konflikt między karierą i miłością. Gosling i Stone grają ambitnych, energicznych trzydziestolatków obdarzonych artystycznymi duszami, dla których uczucia i praca wydają się tak samo ważne. On bezkompromisowo i na przekór modom chce grać jazz. Ona, mimo że na castingu daje z siebie wszystko, wciąż nie może zostać gwiazdą filmową i zarabia na życie jako anonimowa baristka. W głębi spragnieni trwałego związku, na zewnątrz tego nie okazują. Stojąc w korku na autostradzie prowadzącej do wrót amerykańskiego show-biznesu, zaklinają, żeby tylko następny dzień dał im nową szansę. Jakby zupełnie nieświadomi tego, co spotkało miliony podobnych im marzycieli, opisywanych choćby przez Lyncha w mrocznym „Mulholland Drive”.

„La La Land” mówi o gorzkiej deziluzji, sprzedawaniu się i emocjonalnym kacu w świecie, w którym emocje padają ofiarą przymusu nieustannej samorealizacji. O uginaniu się pod presją wymagań, dążeniu do sukcesu przynoszącym poczucie przegranej mimo wygodnego życia. Pokazuje to jednak w sposób niecyniczny, lekki i zabawny, krzepiąc bajkową nadzieją, że choć wszystko mogło (powinno) potoczyć się inaczej, to nieprzychylny los może się odmienić. Ten film to nie tylko przepojony nostalgią reżyserski wyczyn Damiena Chazelle’a („Whiplash”), wykorzystującego tradycyjne elementy gatunku w nowatorski sposób. „La La Land” jest musicalem doskonałym także z powodu kolejnej niesłychanej odsłony talentu Ryana Goslinga wyrastającego – jak wieszczą od kilku lat krytycy – na następcę Jamesa Deana, Marlona Brando i Steve’a McQueena.

Nowy romantyk

Goslinga z jego wielkimi poprzednikami łączy, co widać na pierwszy rzut oka, delikatna męska uroda. Pochodzący z Kanady wysoki, szczupły blondyn z lekko wystającą spiczastą brodą i głęboko osadzonymi oczami wydaje się typem czułego kochanka, instynktownie przyciągającego uwagę kobiet. Z drugiej strony niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jego twarz jest niesłychanie plastyczna. Wystarczy zmiana jednego drobnego szczegółu – opuszczone kąciki ust, niepewny uśmiech spod groteskowo wystających wąsów, stalowe spojrzenie, aby uznać go za modelowy przykład nadwrażliwca o skłonnościach samobójczych, seksualnego dewianta czy wytrawnego mściciela topiącego we krwi swoich przeciwników.

Gosling nie boi się wyzwań. Wykorzystując swój chłopięcy urok, prawie zawsze gra kogoś innego – najrozmaitsze warianty cichych, wycofanych emocjonalnie ludzi z problemami. W trwającej już ponad 20 lat karierze (przygodę z aktorstwem zaczynał jako 12-latek, a pierwsze telewizyjne role zagrał, mając lat 15) można go było zobaczyć w najprzeróżniejszych wcieleniach. Uwagę zwrócił na siebie w kontrowersyjnym dramacie psychologicznym „Fanatyk” (2001 r.) rolą ogolonego na łyso młodocianego neofaszysty, tak bardzo nienawidzącego swego żydowskiego pochodzenia, że decydującego się przejść na stronę wrogów. Henry Bean, reżyser tego filmu, obsadził go, wiedząc o surowym wychowaniu Goslinga i licząc, że pomoże mu to zrozumieć osobliwe zachowanie bohatera.

Rodzice aktora są praktykującymi mormonami. Gdy Ryan miał 13 lat, jego ojciec, agent handlowy jednej z kanadyjskich papierni, rozwiódł się i porzucił rodzinę. Wychowywała go matka, zarabiająca na życie jako sekretarka z kwalifikacjami nauczycielskimi, oraz starsza siostra Mandi. W nielicznych wywiadach poświęconych temu okresowi Gosling zaznacza, że sam nie identyfikuje się z wyznawcami Kościoła mormońskiego, nie jest osobą przesadnie religijną, a ukształtowała go kobieca wrażliwość.

W klasycznych wyciskaczach łez: „Pamiętniku” i „Blue Valentine”, melodramatach o rozkwicie i próbach ratowania uczucia, gdzie jego partnerkami były piękne hollywoodzkie gwiazdy Rachel McAdams i Michelle Williams (z którymi miał w tym samym czasie romans), stworzył typ namiętnego przyjaciela kochanka. Zapraszającego do tańca, atrakcyjnego, wiernego aż po grób, w lot odgadującego marzenia ukochanej, potrafiącego zaspokoić każdą zachciankę, śpiewającego dla niej ballady i umierającego z tęsknoty, gdy jej nie ma. Banał, ale zaspokajający marzenia o romantycznym modelu związku w czasach szybkich randek i tinderowych zdrad. Skrojony jakby na specjalne życzenie, pod gust nastolatek i feministek, które okrzyknęły go po tych filmach „synonimem słowa mężczyzna. A co najmniej nowym probierzem tego, co najbardziej w mężczyźnie pożądane”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną