Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Centrum Disco Polo nie byłoby nawet złym pomysłem. Ale...

Szkoła disco polo w Michałowie Szkoła disco polo w Michałowie Michał Kość / Forum
W Michałowie na Podlasiu chcą za 11 mln zł wybudować Centrum Disco Polo. A jeśli to jednak ma sens?

Niewiele informacji wywołuje tak powszechne gesty łapania się za głowę i pukania w czoło. Ale w Polsce, gdzie disco polo stało się z dobrze prosperującego, dla niektórych wstydliwego przemysłu rozrywkowego także ulubioną muzyką misyjnej telewizji, nazwa tego gatunku gwarantuje emocje większe niż same piosenki. Poparte dość kiczowatą wizualizacją architektoniczną ogłoszenie władz 3-tysięcznego Michałowa o planach budowy Centrum Disco Polo – do 2026 r., za 11 mln zł, głównie z funduszy unijnych – wywołało więc politowanie. Także poza Polską – prażanin Jan Škvrňák skomentował na Twitterze, że skoro 85 proc. kosztów pokryje Unia, to „lepszego argumentu za wyjściem Czech z UE już nie będzie”.

W Polsce dominowały reakcje w rodzaju: „Naprawdę już tak nisko upadła polska kultura?”, „A to nie można wydać tych pieniędzy na szpitale?” albo „Czy na Podlasiu nie potrzeba raczej szkoły?”.

Czytaj też: Disco polo wkracza na salony?

Szkoła disco polo już jest

W rzeczywistości szkoła już jest – w tej samej gminie. Dokładniej: pierwsza w Polsce szkoła disco polo. To o niej poprzednio rozmawiano w atmosferze podobnej sensacji. Pomysłem małej gminy, która chciała na miejscu utrzymać liceum – mające problem z konkurencją, bo młodzież uciekała do szkół w Białymstoku – było zajęcie się tym, z czego słynie Podlasie. „Jaka szkoła ma powstać na Podlasiu? Proszę państwa, jeśli górnicza, to na Śląsku. Jeśli morska, to w Gdańsku...” – argumentował burmistrz Michałowa, ogłaszając plany. I ściągnął tym ogłoszeniem na miejsce nawet ogólnopolskie media, a przy tym oczywiście – już wtedy – niemało drwin.

Efekt był więc dwojaki. Bo jeśli zajrzeć za samo niepoważne hasło – bo przecież nawet „szkoła rocka” kojarzy się wciąż mało pedagogicznie, co najwyżej z głośną amerykańską komedią – znajdziemy w programie zajęcia z produkcji muzycznej, konferansjerki czy didżejowania. Poparte utworzeniem w mieście dostępnego dla uczniów studia nagrań. Może to nie taki głupi pomysł, na jaki z pozoru wygląda? I może byłby w stanie, choćby przy okazji, wykształcić do czegoś innego niż piosenka chodnikowa? Szczególnie jeśli udałoby się zadbać o jakiś alians z fachową edukacją muzyczną. A wreszcie: rzeczywiście trudno chyba znaleźć właściwsze położenie dla takiej placówki niż mała miejscowość na Podlasiu.

Marcin Celiński: Wojna rapu z disco polo

Bardziej kult niż kultura

Podobnie jest z ogłoszonym kilka dni temu Centrum. Niedawna wystawa „Disco Relaks” w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie wywołała więcej poważnego zainteresowania niż kontrowersji. Dokumentacja i naukowy namysł nad kulturą disco polo ma sens, podobnie jak w wypadku kultury ludowej. Nawet ogólnopolskie centrum kiczu – gdyby tylko zawiadywać nim z pewnym naukowym dystansem – mogłoby nam pomóc dowiedzieć się czegoś nowego o nas samych. Są jednak obawy, że w tym projekcie chodzi bardziej o pomnik niż o placówkę badawczą.

Na otwarcie szkoły disco polo przyjechał przecież także Marcin Miller z grupy Boys (ci od „Jesteś szalona”). Jako przyszły pedagog wygłosił krótką mowę: „Od 30 lat disco polo utrzymuje się na rynku muzycznym, ba – bryluje na salonach, jest najbardziej lubianą i potrzebną muzyką, która przyciąga największe rzesze słuchaczy”. Było w tym sporo przesady i kolejny dowód na to, że doceniane przez TVP gwiazdy gatunku naprawdę uwierzyły w wielkość i artystyczne znaczenie tego, co robią. Ale była też szczera nuta: Miller wyznał, że ma już 50 lat, pora założyć okulary, zamienić się w profesora i pomóc młodym ludziom. A przy okazji – czego już nie dodał – zadbać o artystyczną emeryturę.

Czytaj też: Discopolonizacja Polski

Disco polo się (nie) starzeje

Centrum Disco Polo, zamiast naukowej, etnograficznej placówki dokumentującej dzieje pewnego szaleństwa, może się stać po prostu jeszcze jednym prywatno-publicznym (już szkoła współpracować ma z firmą wydawniczą Green Star) biznesem, przystanią dla starzejących się gwiazd gatunku. Chociaż jeśli odłożymy na bok ambicje ogólnopolskie i spojrzymy przez pryzmat gminy, to przecież nawet taki dom spokojnej starości dla gwiazd gatunku będzie ściągać, może czasem niezdrowe, ale jednak duże zainteresowanie.

W Michałowie po prostu wiedzą, na jakiej nucie zagrać: ciągle na tej samej. To zupełnie jak z disco polo.

Czytaj też: Zenek, czyli jak strollowano Jacka Kurskiego

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Psychologowie są dziś wszędzie i zajmują się wszystkim. Czy słusznie? I kto się zajmie nimi?

Transport, policja, szpitale, marketing, reklama, sądownictwo, media, polityka, a wkrótce każda polska szkoła – gdzie się obejrzeć, tam psycholog. Czy współczesna wiedza psychologiczna pozwala im brać na swoje barki aż takie obciążenia?

Ewa Wilk
25.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną