Kultura

Towarzysz Frodo. Radziecki Tolkien zły jak nasz „Wiedźmin”

Kadr z filmu „Хранители” Kadr z filmu „Хранители” mat. pr.
W przypadku radzieckiej adaptacji „Drużyny pierścienia” na podstawie J.R.R. Tolkiena słowa „odnaleziony skarb” z trudem przechodzą przez gardło. Film odkryto na nowo po 30 latach.

Dziś adaptacje „Władcy pierścieni” kojarzą się już niemal wyłącznie z filmami Petera Jacksona, ewentualnie z kręconym właśnie serialem produkcji Amazona. Zanim jednak Nowa Zelandia została Śródziemiem, także inni filmowcy brali się za bary z klasykiem Tolkiena. Najsłynniejszy jest film animowany z 1978 r. w reżyserii Ralpha Bakshiego, dla którego bazą była „Drużyna pierścienia”, ale także, częściowo, „Dwie wieże”. Dziś to kultowy obraz, który wywarł duży wpływ na wizję Jacksona, ale pierwotnie przyjmowany był chłodno. A i tak nie była to najbardziej... oryginalna wersja Tolkienowskiego Śródziemia, jaka trafiła na ekrany.

„Хранители”, czyli „Drużyna pierścienia

Rosyjska telewizja 5TV, która przejęła schedę po sowieckiej stacji Leningrad, udostępniła właśnie w sieci dwie części filmu, który miał premierę równo 30 lat temu, a uznawany był za zaginiony. „Хранители” to adaptacja „Drużyny pierścienia”. I choć światło dzienne ujrzała w 1991 r., naprawdę trudno ogarnąć, że między nią a filmami Jacksona minęła ledwie dekada.

Obraz w reżyserii Natalii Serebrjakowej powstał na potrzeby telewizji (gdzie zresztą został wyemitowany tylko raz). Realizacyjnie sprawia jednak wrażenie niezbyt ambitnego teatru szkolnego, gdzie hobbici z jakiegoś powodu noszą mocny makijaż, w pierwszych scenach są niżsi od Gandalfa, ale później już aspekt różnic wzrostu się ignoruje, Tom Bombadil (spora gratka dla fanów, bo w wersjach Jacksona ta postać się nie pojawia) jest olbrzymem, a w Legolasa wciela się kobieta – można zakładać, że nie było pod ręką młodzieńca dostatecznie urodziwego, by mógł zagrać elfa. Budżet filmu, na ile można wnosić z efektu, był ujemny. Wrażenie robią zwłaszcza „efektowne” sceny z fajerwerkami Gandalfa, psychodeliczna sekwencja ze stworami z Morii, a także rozgrywająca się do wtóru muzyki z syntetyzatorów bitwa z orkami.

Czytaj też: Wszystko, co powinniście wiedzieć o Hobbicie

Radziecki Tolkien lepszy niż nasz „Wiedźmin”

„Хранители” dziś można więc oglądać już tylko z ciekawości, jeśli jest się gorliwym fanem/fanką Śródziemia, albo dla ubawu, bo strona realizacyjna tej adaptacji czyni nawet przaśnego polskiego „Wiedźmina” mistrzostwem sztuki efektów specjalnych. Rosjanie podjęli tu wiele kuriozalnych decyzji, każda zaś u swych podstaw ma podejście rodem z „Apollo 13”: mamy problem, a da się go rozwiązać wyłącznie z użyciem przedmiotów, które są w zasięgu ręki.

Chciałoby się rzec, że „Хранители” to popis zaradności, pokazujący, jak z małym budżetem można realizować produkcje fantasy. Niestety tak nie jest – w tym przypadku chyba nawet chęci zabrakło. Niemniej dziś miłośnicy i miłośniczki dzieł J.R.R. Tolkiena mogą ubawić się po pachy, oglądając tę – niezamierzenie – najbardziej komediową z adaptacji prozy kultowego pisarza.

Czytaj też: Co się działo przed „Władcą Pierścieni”? Zobaczymy w serialu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Zygmunt Freud i jego rewizja natury człowieka

Gdy Albert Einstein wytyczał nową drogę myśleniu o przestrzeni, czasie i grawitacji, wiedeński lekarz Zygmunt Freud rewidował wiedzę o istocie człowieczej natury.

Joanna Cieśla
08.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną