Peter Jackson – pan od Hobbita

Hobbit Bilbo
Peter Jackson: 17 Oscarów i ponad 3 mld dol. zysku z „Władcy Pierścieni”. Nie wiadomo, czy dwuczęściowy „Hobbit” pobije tamte rekordy, ale przysporzy reżyserowi dozgonnej wdzięczności fanów Tolkiena.
Peter Jackson. Mimo że stać go na wszystko, a jego filmy wciąż zarabiają miliony dolarów, pozostał skromnym człowiekiem.
Forumfilm

Peter Jackson. Mimo że stać go na wszystko, a jego filmy wciąż zarabiają miliony dolarów, pozostał skromnym człowiekiem.

Olśniewająca wizja reżysera, znakomici aktorzy, sprawnie opowiedziana historia w stylu szekspirowskiego dramatu – to wszystko złożyło się na sukces ekranizacji Tolkiena.
Forumfilm

Olśniewająca wizja reżysera, znakomici aktorzy, sprawnie opowiedziana historia w stylu szekspirowskiego dramatu – to wszystko złożyło się na sukces ekranizacji Tolkiena.

Patrząc na przysadzistą sylwetkę nowozelandzkiego filmowca i jego pulchne, obrośnięte brodą policzki, trudno nie pomyśleć o hobbicie Bilbo Bagginsie. W październiku Peter Jackson skończył 50 lat, ale czas obszedł się z nim łagodnie. Zawsze był typem wyrośniętego dziecka, marzycielem i poszukiwaczem przygód obdarzonym niepospolitą wyobraźnią. Od 25 lat prowadzi ustabilizowane, szczęśliwe życie z żoną (wciąż tą samą) i dwójką nastoletnich dziś dzieci. Mieszka tam, gdzie się urodził, nieopodal Pukerua Bay. Ceni swobodę i niezależność, czego symbolem stały się krótkie spodenki, które ma na sobie nawet przy ważnych okazjach.

Mimo że stać go na wszystko, a jego filmy wciąż zarabiają miliony dolarów, pozostał skromnym człowiekiem. Podziękował uprzejmie, gdy radni Wellington, stolicy Nowej Zelandii, jednomyślnie przegłosowali ochrzczenie jego imieniem nowoczesnego portu lotniczego w dowód zasług dla państwa, do którego kasy płyną co roku gigantyczne sumy z turystyki szlakiem tolkienowskiej trylogii. Tłumaczył, że on i jego dzieci czuliby się głupio. Za to z dumą mówi o swojej imponującej kolekcji modeli samolotów z I wojny światowej.

Jackson nie przeniósł się do Hollywood, chociaż namawiano go do tego wiele razy. Zamiast konkurować w Kalifornii z George’em Lucasem, zbudował wytwórnię Weta Workshop u siebie, w pięknie położonym południowo-wschodnim zakątku wyspy. Firma specjalizuje się w najnowocześniejszych efektach specjalnych. Świadczyła już usługi Spielbergowi przy „Tintinie”, pomagała Cameronowi przy realizacji „Avatara”, wyprodukowała „Dystrykt 9”, odcinki „Narnii”. Po zakończeniu zdjęć do „Władcy Pierścieni”, żeby utrzymać wytwórnię, potrzebował kolejnych zleceń na superprodukcje. Przyjaciele twierdzą, że zabiegał o nie dla nich, aby zapewnić ciągłość pracy swojej ekipie, z którą się zżył i nie rozstaje do dziś.

Płakał po King Kongu

Każdy z 500 pracowników skoczyłby za szefem w ogień. – W udzielonym niedawno wywiadzie Jim Cameron narzekał, że prawdziwe pomysły rodzą się z napięcia, kiedy ludzie wokół odczuwają stres i wszystko zaczyna im się walić na głowę. To kompletna bzdura – mówi reżyser. – Nigdy nie mógłbym tak pracować. Film powstaje przez 8 miesięcy, dlaczego miałbym chcieć, żeby przez tyle czasu ludziom było nieprzyjemnie?

Ulubioną frazą Jacksona jest powiedzonko Hitchcocka: „Filmy innych reżyserów to kawałek życia. Moje to kawałek tortu”.

Rodzicom nie udało się go namówić, by został architektem. Nauka nie pociągała go wcale. Edukację zakończył oficjalnie w wieku 17 lat. Kilkuletni staż odbył w gazecie codziennej. Oprócz słuchania Beatlesów, którzy byli jego ulubionym zespołem, pasjonował się robieniem zdjęć. Zbierał stare aparaty, eksperymentował z obrazem, wiedząc od początku, że jego celem jest reżyseria. Uświadomił to sobie, gdy znajomi rodziców podarowali mu amatorską kamerę 8 mm. Miał wtedy 8 lat.

Fascynowały go baśnie z potworami, filmy science fiction i horrory. Nie znosił nadętych, pretensjonalnych dramatów. Ogromnym przeżyciem było dla niego obejrzenie starej czarno-białej wersji „King Konga” z 1933 r. (płakał, gdy goryl spadał z Empire State Building). A także prac legendarnego Raya Harryhausena, reżysera znanego bardziej z kiczowatych, niegdyś zapierających dech, animowanych tricków przy hollywoodzkich przebojach, takich jak „Milion lat przed naszą erą” czy „Bestia z głębokości 20 000 sążni”. Pod ich wpływem w króciutkich filmikach nagrywanych przez młodego Jacksona rowy i kałuże z domowego podwórka zamieniały się w groźne okopy i grzęzawiska wojennego frontu.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną