Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kultura

Sztuki wizualne piszą scenariusze jak science fiction

NOMUS NOMUS Dominik Werner / mat. pr.
Sztuki wizualne pomagają zrozumieć moment, w którym jesteśmy, i generują scenariusze na przyszłość, która stoi pod wielkim znakiem zapytania – opowiada Małgorzata Ludwisiak, główna kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej w Muzeum Narodowym Gdańsku.
Małgorzata LudwisiakArch. pryw. Małgorzata Ludwisiak
Joanna Rajkowska, „Rydwan”mat. pr. Joanna Rajkowska, „Rydwan”
Dorota Nieznalska, „Heimatvertribene [Wypędzeni z ziem ojczystych]”mat. pr. Dorota Nieznalska, „Heimatvertribene [Wypędzeni z ziem ojczystych]”
Agnieszka Kalinowska, „Welcome”mat. pr. Agnieszka Kalinowska, „Welcome”

JAKUB KNERA: Półtora roku temu opuściła pani Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, a we wrześniu zaczęła pracę w Oddziale Sztuki Nowoczesnej w Muzeum Narodowym w Gdańsku.
MAŁGORZATA LUDWISIAK: Nie tylko praca w Zamku, ale kilkanaście lat ciężkiej harówy na niwie kultury, i to nie tylko w instytucjach publicznych, sprawiło, że wzięłam sobie pół roku nieodzownego odpoczynku. Potem pojawiła się pandemia, lockdown, pracowałam jako freelancer, co ma swoje plusy: zdrowszy rytm życia, dawka stresu dużo niższa. Ale jestem od tego uzależniona, podobnie jak od pracy z ludźmi, od których mogę się wiele nauczyć. Tak było zarówno w Muzeum Sztuki w Łodzi, jak i w Zamku Ujazdowskim – praca nad wspólnym celem mnie uskrzydla, bo opiera się na wymianie, dzieleniu się kompetencjami i wiedzą.

CSW Zamek Ujazdowski i Muzeum Sztuki w Łodzi reprezentują dwa różne modele. Obie placówki są teraz w innym miejscu.
Muzeum Sztuki w Łodzi za sprawą Jarosława Suchana i jego zespołu wykonuje od lat konsekwentnie świetną pracę, która została zauważona na świecie, a wśród jego partnerów jest chociażby nowojorska MoMA.

W CSW Zamek Ujazdowski w zeszłym roku i częściowo w tym był realizowany program, który zaplanował zespół i dyrektor artystyczny Jarosław Lubiak za mojej kadencji. Piotr Bernatowicz, nowy dyrektor, ma prawo przedstawić swój program i powiem tak: niech zostanie oceniony najpierw przez publiczność, a potem zweryfikowany przez historię.

Piotr Bernatowicz: Chcę zamieszać w mainstreamie

Dyplomatyczna odpowiedź. Pamiętamy jednak, jak doszło do zmiany dyrekcji w CSW: nie przedłużono pani umowy. Podobna rzecz dzieje się teraz z Zachętą. Polityka za bardzo zaczęła się o nie ubiegać.
Mamy zaniedbania dotyczące niedostatecznego zabezpieczenia autonomii instytucji kultury. Ogromna część historii Polski kształtowała się w kulturze feudalnej – więc nic dziwnego, że to schemat, w którym funkcjonuje nasza kultura, ale też relacje społeczne i polityczne. Jest pokusa ręcznego sterowania, którą różne władze i rządy miały. O ile w minionych dekadach doszło do profesjonalizacji stosunków na linii organizator–instytucja kultury, zajęto się podwalinami prawnymi ich funkcjonowania, o tyle nie zrobiono dostatecznie dużo w temacie zabezpieczenia autonomii samej placówki i jej dyrektora.

Papierkiem lakmusowym, jeśli chodzi o profesjonalizm dyrektora, jest publiczność – to, w jakim stopniu, jak bardzo i jak licznie chce być odbiorcą i częścią instytucji, identyfikować się z nią i do niej wracać. Potem dochodzi postrzeganie jej ogólnopolsko i międzynarodowo, znaczenie dla pokolenia bieżącego i przyszłych.

Czytaj też: Jak przegrywa minister Gliński

Ludzie chcą być odbiorcami muzeów i galerii sztuki?
Bardzo chcą! Świadczy o tym frekwencja największych instytucji w Polsce: Muzeum Sztuki w Łodzi, Zachęty, MSN czy Zamku Ujazdowskiego, który w ostatnim roku mojej kadencji miał 220 tys. widzów. Przy wszystkich problemach, z jakimi muszą się mierzyć instytucje sztuki – głównie infrastrukturalnych czy finansowych – jest coś fascynującego w sile muzeum czy galerii: to, jak oddziałują na otoczenie kulturowe, społeczne, lokalne i architektoniczne. Siłę zawdzięczają oczywiście artystom i dziełom. Kolekcja sztuki, nawet jeśli to bardzo historyczny zasób – bo sztuka nowoczesna ma ponad sto lat, a jeśli poszerzymy definicję nowoczesności o część XIX w., to nawet 150 – może opowiadać o teraźniejszości i na nią wpływać.

Po co nam muzea i sztuka współczesna w czasach ogromnego kryzysu społecznego, ekonomicznego, politycznego i klimatycznego?
Muzea powinny mocno przemyśleć swoją funkcję i tak korzystać z zasobów i archiwów, by pracować z naszymi lękami dotyczącymi zmian, które zachodzą, a które pandemia jeszcze uwidoczniła. Ich zwiastunem jest dramat humanitarny na granicy polsko-białoruskiej czy mocno już odczuwalne skutki katastrofy klimatycznej. Ale muzea są też od tego, by pokazywać możliwe kierunki działania. Sztuka ma olbrzymią rolę w próbie zdiagnozowania momentu, w którym jesteśmy. Daje narzędzia, żeby emocjonalnie i poznawczo sobie z nim poradzić. Ale też pisze futurystyczne scenariusze, podsuwa możliwości działania i adaptacji. Nie deprecjonowałabym roli instytucji kultury, galerii, centrów sztuki czy instytucji muzealnych wobec wielkich kryzysów. Ona jest zarówno symboliczna, poznawcza, jak i aktywizująca.

Alicja Knast: Inaczej niż Czesi pokazujemy sztukę

Czym będzie się pani zajmować w Muzeum Narodowym w Gdańsku? Oficjalnie od 1 września pracuje pani na stanowisku głównej kuratorki Oddziału Sztuki Nowoczesnej, w skład którego wchodzą Oddział Sztuki Współczesnej w Pałacu Opatów, Gdańska Galeria Fotografii w Zielonej Bramie i NOMUS.
To zupełnie nowe stanowisko w tej instytucji. Oddział ma połączyć wszystkie kolekcje, które mają coś wspólnego z szeroko nakreśloną nowoczesnością: od zbiorów teatralnych i fotografii po Gdańską Kolekcję Sztuki Współczesnej, którą opiekuje się Aneta Szyłak w NOMUS. Czyli od Matejki po Radziszewskiego.

Będziemy rozwijać myślenie o tym, czym jest nowoczesność, współczesność i po co nam sztuka dziś, w dobie kryzysów – w sposób odpowiadający potrzebom współczesnego widza, aktualizujący dawne znaczenia. Bo nawet dzieła z lat 80. XX w. czy początku lat 2000. są dziś dla studenta prehistorią i niekoniecznie może mieć on narzędzia, żeby je rozumieć i się z nimi spotkać.

Chciałabym przy pomocy zbiorów, ale też dzięki współpracy z artystami współczesnymi z Gdańska, Polski i świata, traktować sztukę jako bezcenny zasób, repertuar pytań, odpowiedzi i diagnoz nowoczesności. Najbardziej interesuje mnie konstruowanie opowieści o przyszłości – tej bliższej, za 5–10 lat, ale też tej dalszej, za 50–100.

Jestem przekonana, że sztuki wizualne tak jak twórcy science fiction mają nam bardzo dużo do zaproponowania: pomagają zrozumieć moment, w którym jesteśmy, i generują opowieści czy scenariusze na przyszłość, która stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Czytaj także: Osobliwa zmiana wart w muzeach narodowych

Sztuka może stać się bardziej inkluzywna i wyjść poza swoją bańkę?
Oczywiście, ona taka jest! Ma olbrzymią wartość poznawczą – inną niż artykuł naukowy napisany na gruncie nauk ścisłych czy humanistycznych, ale nie mniej ważną. Sztuka jest urządzeniem, którym na różne sposoby można podróżować w czasie. Trzeba je tylko odpowiednio uruchomić, skonstruować sytuację zwaną wystawą, podsuwając znaczenia, pytania czy odpowiedzi, które emocjonalnie, intelektualnie i poznawczo nas otworzą, skierują nasze myślenie w inną stronę.

Sztuka może nam pomóc przepracować trudne emocje, poznać świat albo zapuścić kilka sond w przyszłość, dzięki którym poczujemy się bezpieczniej, a może zmotywowani do jakiegoś działania.

NOMUS właśnie się otworzył, a w środku będzie można zobaczyć wystawę „Kolekcja w działaniu” z kolekcji gdańskiej sztuki współczesnej. Czy ona pomoże nam zrozumieć moment, w którym żyjemy?
Wybór Anety Szyłak miał pokazać, że akt artystyczny jest procesem, a kolekcja jest czymś żywym. Świadczą o tym prace, które znajdą się obok siebie. Podam przykłady, które są przerażająco aktualne. Instalacja „Heimatvertriebene [Wypędzeni z ziem ojczystych]” Doroty Nieznalskiej powstała z drzwi byłych domów niemieckich, które opuścili wysiedleńcy. O tej historii na co dzień się nie mówi. Ale wyobraźmy sobie zdjęcia archiwalne z tego wysiedlenia: rodziny z dziećmi, które z dnia na dzień muszą się spakować i przenieść w miejsce, którego nie znają. I to zdjęcia bez podpisów. Możemy dostrzec w nich Polaków przesiedlanych z Kresów do Wrocławia, Gdańska czy Szczecina albo jakichkolwiek innych uchodźców.

Wstrząsająca w dzisiejszym kontekście praca „Welcome” Agnieszki Kalinowskiej powstała z kolei po pierwszej fali kryzysu migracyjnego. Wtedy był on czymś bardziej odległym, dziś dotyczy nas bezpośrednio, ma miejsce kilka godzin drogi stąd, a w mierzeniu się z jego skutkami walczymy z własnym rządem.

Do tego „Rydwan” Joanny Rajkowskiej, który powstał w londyńskiej dzielnicy emigrantów z Bliskiego Wschodu. Bazuje na grze słów: napis „rydwan” w języku perskim różni się tylko jedną kropką w zapisie od słowa „wyobcowanie”.

Te prace są najbardziej drastyczne i najsilniej można je czytać na nowo. Każde najstraszniejsze wydarzenie w historii ludzkości domaga się pamięci, języka i reprezentacji. Sztuki wizualne to jeden z takich języków: pozwalają opowiedzieć traumatyczne historie i spotkać się z odbiorcą.

Czytaj też: Jak pandemia zmienia architekturę

Fakt, że w kolekcji znalazł się „Rydwan”, wśród mieszkańców Gdańska wywołał raczej kontrowersje.
A to praca niewinna, która nie pokazuje niczego obscenicznego i zdrożnego – może dotyka lęku przed obcym, który potrafi zdetonować tak silne emocje?

A może ludzie, oczekując wielkiej sztuki, poczuli, że ktoś sobie z nich zakpił. Jak zmienić tę narrację?
Sztuka współczesna jest wręcz łatwiejsza w odbiorze niż dawna, bo odwołuje się do naszej intuicji, życiowego doświadczenia, powszechnej wiedzy. Z dziełem można się skomunikować bez całego zestawu dodatkowych informacji, wystarczy się otworzyć – nie ma niepoprawnych interpretacji.

Na każde twierdzenie „to nie jest sztuka” albo „co to za sztuka?” zapraszam – w każdej instytucji, w której pracowałam i pracuję – na warsztaty edukacyjne, oprowadzanie przez artystkę czy kuratorkę, dyskusję. Najważniejsze to przełamać lęk, który może towarzyszyć komuś, kto na co dzień nie chodzi do instytucji sztuki współczesnej albo nie jest uczestnikiem kultury. Zanurzenie się w takim doświadczeniu może być początkiem przygody. Muzea i instytucje kultury muszą pomagać w pokonywaniu oporu i dbać o to, by nie zniechęcić ludzi. Można osiągnąć niesamowite i wzruszające efekty, kiedy np. praca działów edukacji skierowana do lokalnych społeczności przynosi efekty.

Jak?
Czasem początkiem jest wspólna gra w badmintona czy zaproszenie kogoś na kawę i ciastko – co robiły kuratorki czy dział edukacji w Muzeum Sztuki w Łodzi, by po prostu nawiązać relację. Potem ludzie przychodzą sami i zostają przyjaciółmi muzeum albo pod wpływem sztuki dokonują jakichś życiowych wyborów.

CSW w Warszawie od lat miało przypiętą łatkę elitarności, sztuki eksperymentalnej tylko dla wybranych. A wysiłkiem wielu pracowników i pracowniczek udało się nam podnieść frekwencję o kilkadziesiąt procent. W takiej sytuacji trudno mówić o elitarności – to była bardzo zróżnicowana publiczność.

Czytaj też: Kontrowersyjna wystawa w Zachęcie

NOMUS to miejsce silnie zanurzone w lokalności gdańskiej, którą trudno ignorować, gdy przez okna sal wystawienniczych z jednej strony widać dźwigi stoczniowe, a przez inne kamienice przy ul. Jaracza, gdzie mieszkają byli pracownicy stoczni. Placówka ma programowo z tej tożsamości wyrastać, zajmować się nią i ją opracowywać.
Oryginalnością NOMUS, zgodnie z koncepcją Anety Szyłak, może być to, że wychodząc z perspektywy lokalnej, ogląda współczesny świat, jego problemy i to, jak odzwierciedlają się w sztuce. Obserwujemy od dłuższego czasu powrót do regionu, miasta, dzielnicy. Pandemia wzmocniła lokalność, która stanie się chyba naszym status quo, niektórych powrotów do dzikiej globalizacji już na szczęście nie będzie.

W listopadzie w Łodzi i Gdańsku odbędzie się konferencja CIMAM, Międzynarodowego Komitetu dla Muzeów Sztuki Nowoczesnej. Jakie ma to znaczenie?
CIMAM należy do sekcji ICOM, światowej organizacji zrzeszającej muzea. To ponad 700 ekspertów i dyrektorów instytucji muzealnych – na konferencję do Polski przyjedzie 150 osób, a drugie tyle będzie uczestniczyło w niej online. Pojawią się w Muzeum Sztuki w Łodzi, najstarszym w Polsce, i w NOMUS, najmłodszej placówce. To pierwsze renomę ma wypracowaną od dekad, dla gdańskiej instytucji to absolutnie unikalna szansa: dwa tygodnie po otwarciu przyjedzie tu grupa świetnych ekspertów, ważnych dla świata, wśród których można znaleźć partnerów do współpracy.

Ważna będzie dyskusja poświęcona kryzysowi klimatycznemu i temu, jak sztuka współczesna i muzea powinny się wobec niego opowiedzieć. Spotkanie poprowadzi Frances Morris, dyrektorka Tate Modern. Istotne jest nie tylko to, jak działać technicznie, zmniejszając liczbę przelotów i ograniczając liczbę wystaw, ale co można zmienić na poziomie jakościowym w myśleniu o świecie w dobie kryzysu. W tym procesie muzea i sztuka mają do odegrania wielką rolę.

Czytaj też: Droga sztuka. W co się teraz inwestuje?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Katarzyna Nosowska dla „Polityki”: Jestem moim planem na życie

Dziś w stosunku do artystów jest coś chłodnego – mówi Katarzyna Nosowska, tegoroczna laureatka towarzyszącej Paszportom POLITYKI nagrody specjalnej Kreator Kultury.

Bartek Chaciński
20.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną