Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kultura

Telly Savalas. Kojak, pies na lizaki, aktor z charakterem

Telly Savalas Telly Savalas Collection Christophel / EAST NEWS
Telly Savalas u szczytu sławy zauważył: „Gdybym teraz zapuścił włosy, musiałbym się chyba pożegnać z pracą aktora. To trochę tak, jakby Monie Lizie przyprawić wąsy...”. Niedawno minęła rocznica jego urodzin. I śmierci.

W tym porównaniu nie brakuje ani bufonady, ani prawdy. Charakterystyczny, przede wszystkim za sprawą łysej głowy, odtwórca roli Kojaka był znany w ponad stu krajach. Nie żyje od 28 lat, ale pozostaje najsłynniejszym w historii aktorem o greckich korzeniach. Mało tego, Savalas zapewne jeszcze długo będzie jednym z najbardziej znanych ludzi z tych stron. Inna rzecz, że większość telewidzów zapewne nie ma o tym pojęcia, nawet nie wie, jak się nazywał. Pamiętają go po prostu jako łysego amerykańskiego policjanta. No i może jeszcze tyle, że miał dziwaczną skłonność do lizaków. W Polsce pierwszy odcinek serialu telewizja wyemitowała 6 stycznia 1977 r.

Czytaj też: Kinematografia sprzed tysięcy lat

Od oprycha do gliny

Po raz pierwszy Savalas wcielił się w swoją życiową rolę w 1973 r. w telewizyjnym filmie „The Marcus-Nelson Murders”. Zadebiutował na tyle efektownie, iż podjęto decyzję o realizacji serialu. W sumie powstało 118 odcinków. Ostatni nadano w marcu 1978 r., ale porucznik Theo Kojak wracał jeszcze kilkakrotnie w pełnometrażowych produkcjach TV, awansując wreszcie na inspektora. Po raz ostatni poprowadził śledztwo w 1990 r. Zmarł cztery lata później, 22 stycznia, dzień po swoich 72. urodzinach. Na pogrzebie była obecna jego chrzestna, aktorka o częściowo greckich korzeniach Jennifer Aniston.

Zanim stał się sławnym gliniarzem z lizakiem, Savalas nie był szczególnie popularny. Mimo że nominowano go do Oscara w 1963 r. za drugoplanową rolę męską w „Ptaszniku z Alcatraz”, ciągle odtwarzał czarne charaktery z drugiego planu: psychopatów, sadystów, kryminalistów itp. Został m.in. jednym z bondowskich „arcyzłych”. Wspominał: „Wciśnięto mi do ręki rewolwer i kazano grać łajdaków. (...) Miałem już w dorobku pięćdziesiąt kilka ról, (...) ale ludzie na mój widok wciąż jeszcze mówili: Patrz, idzie ten – no, jak się ten facet nazywa?”.

Czytaj też: „Nie czas umierać”. Bond może odejść

„Kojak” nie tylko uczynił z niego gwiazdę pierwszej wielkości, ale i pozwolił na zmianę emploi. Savalas stworzył wyrazistego, przekonującego bohatera – mocno trzymającego się rzeczywistości, odważnego, twardego i cynicznego, ale nieprzekupnego i z zasadami. Co prawda zdarzało mu się naginać prawo, lecz tylko dla dobra śledztwa, a skuteczny był zawsze. Poza tym „Kojak” wyróżniał się na tle ówczesnych seriali kryminalnych inteligentną i wciągającą intrygą oraz realizmem. Urodzony na Long Island w Nowym Jorku Savalas zapewniał: „Znam doskonale specyfikę tej asfaltowej dżungli. Dzielnice, ulice, zaułki – no i ludzi. Już jako dziecko wściubiałem wszędzie nos. Znam klimat tego miasta, jego duszę”. Nawet przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości chwalili „Kojaka”, twierdząc, że wiernie oddaje warunki ich pracy. „Spotykałem się z policjantami na całym świecie – mówili, że w poruczniku Kojaku widzą odbicie samych siebie”, opowiadał.

Lew bez grzywy

W latach 70. „Kojak” należał do najchętniej oglądanych seriali w USA, a Savalasa nagrodzono Emmy i dwukrotnie Złotymi Globami. Jednak stał się sławny nie tyle dzięki samej postaci, ile image’owi, ba!, wzorcowi męskości, jaki przy tej okazji wykreował i potem podtrzymywał. Znaczną rolę odegrała niechybnie łysina, pozostałość po roli... Poncjusza Piłata. Otóż do połowy lat 60. Savalas miał resztki włosów z tyłu i po bokach głowy. George Stevens, reżyser traktującej o życiu Chrystusa „Opowieści wszech czasów”, nakłonił go, by się ich pozbył. I już pozostał przy bezwłosej czaszce.

Zanim został Kojakiem, łysa głowa doskonale współgrała z jego szwarccharakterami. Potem, o dziwo, nie tylko nie przeszkodziła w ekranowej karierze policyjnej, ale wręcz stała się ważnym elementem nowego wizerunku. A przecież to były zupełnie inne czasy i nikt, zwłaszcza osoba publiczna, nie golił głowy z powodów estetycznych, bo łysy człowiek, jeśli nie był starcem, źle się kojarzył. Wcześniej jedynie Yul Brynner mógł się poszczycić statusem znanego aktora trwale pozbawionego włosów. Aż tu na fali „kojakomanii” zapanowała moda na łysinę, mężczyźni zaczęli się golić „na zero”. Savalasa w rozmaitych rankingach uznawano za jednego z najseksowniejszych mężczyzn świata...

„Lew bez grzywy”, jak go zwano w RFN, przyznawał, że ogolenie głowy było punktem zwrotnym w jego karierze. Głowa musi być gładka jak kula bilardowa – mawiał i dodawał, że jeśli trzeba, goli ją nawet dwa razy na dzień. Jego zadbaną łysinę postrzegano niekiedy jako coś więcej niż po prostu brak włosów czy symbol indywidualizmu – aktor Shûichirô Moriyama dubbingujący Kojaka dla japońskiej TV, by pełniej wejść w postać, zgolił włosy. W wersji węgierskiej głosu użyczył mu László Inke, a że był podobny do Savalasa, powierzono mu tytułową rolę w... „Kojaku w Budapeszcie” (1980). To komediowe dzieło wyprodukowane przez naszych bratanków również za głównego bohatera miało stróża prawa Kojaka – tyle że rdzennego Madziara.

Elegant z lizakiem

Jako policyjny tajniak Kojak na służbie ubrany jest po cywilnemu, co nie znaczy zwyczajnie. Wyróżnia się zawsze eleganckim i modnym strojem. Nosi najlepsze, nierzadko trzyczęściowe garnitury, koszule z monogramem szyte na zamówienie, skórzane kurtki i wytworne buty. Do tego przyciemnione okulary, a na głowie charakterystyczny niewielki kapelusz typu trilby. Całość świetnie dobrana (jak twierdził Savalas: przez niego samego), bez elementów przypadkowych. Wizerunku dopełnia mały, ale bardzo szczególny element – lizak.

Historyczka filmu prof. Grażyna Stachówna z UJ zastanawia się nad tym niebanalnym rekwizytem: – Lizak? Może znaczyć wiele: infantylność, łakomstwo, brak cukru w organizmie, oduczanie od palenia, nerwowość skanalizowana w ssanie, ale także coś erotycznego, czego nie będę rozwijać, bo się wstydzę. Z pewnością miał to być znak jakiejś słabości, nałogu czy braku czegoś. Rzeczywiście na początku Kojak pali namiętnie. Jego papierosy, jak wszystko, czego używa, też nie są zwyczajne ­– to ekskluzywne brązowe Cigarettello marki Nat Sherman. Również kojakowskie lizaki nie są ot lizakami. To klasyczne Tootsie Roll Pop – małe okrągłe kulki na patyczku, twarde na zewnątrz, ale miękkie, ciągnące się w środku. To były pierwsze lizaki tego typu. Dzięki Kojakowi popyt na nie wzrósł gwałtownie.

Czytaj też: Gra sił pomiędzy kinem i streamingiem

Lizak w życiu porucznika zaistniał następująco: w ósmym odcinku, podczas rozmowy, Theo wyciąga go z szuflady biurka. Kolega zauważa to i pyta zdziwiony, co to ma znaczyć. Kojak odpowiada coś o wyrównywaniu różnic pokoleniowych, by wreszcie odburknąć: „Spadaj!”. Tak to wygląda w serialu, a co do prawdziwej genezy nie ma zgodności. Zapewne rzeczywiście pod wpływem wzbierającego trendu przeciw paleniu, obecnemu także w amerykańskiej telewizji, zdecydowano, że Kojak powinien rzucić papierosy. Podobno sam Savalas chciał zerwać z nałogiem i twierdził, iż lizak to jego koncept. Pomysłodawca serialu Abby Mann przypisuje go sobie: „Savalas palił za dużo. Podszedłem do niego na planie, wyjąłem mu papierosa z ust i wetknąłem w nie lizaka”. Dość, że lizak stał się nieodłączny, wybornie współgrał z szorstkością Kojaka, ale i stanowił doskonały kontrapunkt dla jego ciętego języka i ironicznych powiedzonek. Jak to ulubione: „Who loves ya, baby?” („Któż cię kocha, dziecino?”).

W wielu krajach na fali powodzenia serialu produkowano słodkie imitacje. Wytwórstwem łakoci nazywanych w Polsce potocznie „kojakami” zajęła się niezawodna „prywatna inicjatywa”. Tak wspomina te lizaki Piotr, internauta z Poznania: „Były na pewno dwie odmiany lizaków »kojaków« – owocowe i kawopodobne. W obu kłopot sprawiał wypadający, bo zbyt słabo zamocowany patyczek”. I oczywiście były twarde w całości, bez żadnej miękkiej metamorfozy w środku.

Savalas do końca życia był utożsamiany z Kojakiem, a ten z lizakiem. Stąd rodziły się takie pomysły jak podczas jego wizyty w meksykańskiej Tijuanie, gdzie z samolotów chciano rozrzucić na miasto 10 tys. lizaków. Policja się nie zgodziła, gwiazdorowi zrobiono tylko zdjęcia.

Czytaj też: Jakie filmy i seriale oglądać w czasach klęski urodzaju

Mała draka o nowego Kojaka

Kojaka wskrzeszono w 2005 r. na fali remake’ów i mody na klasyczne filmowe kryminały. Co prawda główny bohater nazywa się Kojak, pozostał świetnie ubranym łysym policjantem w cywilu i nadal ma słabość do lizaków, tyle że jest czarnoskóry. Dziś takie zmiany nikogo już nie dziwią, ale to było 16 lat temu. Mając świadomość zderzenia z legendą, producenci szukali kogoś charyzmatycznego. I znaleźli w osobie potężnie zbudowanego, mierzącego 183 cm Vinga Rhamesa (m.in. „Pulp Fiction”, wszystkie części „Mission Impossible”). Podjęto decyzję niezwykle śmiałą (wtedy!), bo nie dość, że Kojak jest jednoznacznie kojarzony z Savalasem, to dodatkowe wyzwanie stanowił fakt, iż w amerykańskich dramatach telewizyjnych w rolach głównych nigdy nie występowali czarnoskórzy. Co innego w hollywoodzkich filmach rozrywkowych.

Czytaj też: Kiedyś wielcy, dziś chałturzą w kinie akcji. Jak to się stało?

Hasło reklamowe odnowionego „Kojaka” brzmiało: „Łysina wróciła na ulicę”, na co recenzent „New York Timesa” przytomnie zauważył, że teraz jej pełno na ulicach. I siłą rzeczy na ekranach, można dodać. Natomiast niewątpliwie bezwłosa głowa to jedna z niewielu cech wspólnych obu Kojaków (notabene obaj aktorzy byli łysi na długo przed tą rolą). Kojaka Telly’ego można było określić mianem bawidamka, nowy Kojak zwraca zaś uwagę tylko na pewną panią prokurator. Poza tym jest bardziej ponury, dosadniejszy, ale i wrażliwszy. A wizualnymi znakami czasów jest kolczyk (Rhames nosi go prywatnie), mała flaga amerykańska w klapie i wąsy. Te ostatnie w Hollywood dopiero nieśmiało wracały do łask.

„Dorastałem w Harlemie, w okolicy, gdzie takie rzeczy jak w serialu działy się codziennie”, mówił Rhames (zwracam uwagę, że tak jak Savalas – nowojorczyk), podkreślając, iż nie wzorował się na klasyku. Pomimo tych deklaracji drugiego „Kojaka” krytykowano najbardziej właśnie za samą ideę realizacji nowej wersji. Szczególnie często podnoszono absurdalność faktu, że Afroamerykanin nosi greckie nazwisko. Rhames uznał to za przejaw rasizmu i stwierdził, że z tego, co wie, słowo „kojak” ma nie greckie, a polskie pochodzenie! Ta pogłoska ma zapewne źródło w artykule opublikowanym przez magazyn „Time” 31 grudnia 1973 r. Określono w nim Kojaka „polskim Sherlockiem Holmesem”. Zdaje się, że wcale nie chodziło o superlatywy… Tak czy owak, widzowie szybko wydali wyrok. Początkowo serial miał rekordową oglądalność, później wyniki leciały w dół z każdym odcinkiem, skończyło się na dziesięciu.

Arystoteles telewizji

Poza Kojakiem Savalas został zapamiętany jako aktor kina wojennego, dzieł wybitnych i słabych, jak „Parszywa dwunastka” (część trzecia i czwarta). A żołnierzem był naprawdę – w czasie II wojny światowej zasłużył się na froncie. Dodajmy, że zanim został aktorem, ukończył psychologię, potem z sukcesami pracował jako dziennikarz.

Savalas zawsze, także w serialu, podkreślał swe greckie korzenie. Popularność jego bohatera brała się po części właśnie z jego pochodzenia – z tego, że należał do mniejszości. Dlatego też Kojak nigdy nie został w pełni częścią systemu, mimo iż dla niego pracował. A Savalas mimo swej etniczności stał się sławny i do dziś należy do najlepiej rozpoznawalnych ikon telewizji. Zabawne i z pewnością nieprzypadkowe, że Telly, zdrobnienie imienia Aristotle (Arystoteles), które przybrał, znaczy w brytyjskiej angielszczyźnie telewizję lub telewizor.

Czytaj też: Bob Odenkirk. Nowa gwiazda kina akcji

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną