Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Zwierzęta w książkach dla dzieci to stąpanie po cienkiej linie

Plansza z komiksu „Ryjówka przeznaczenia” Plansza z komiksu „Ryjówka przeznaczenia” Kultura Gniewu / mat. pr.
Skomplikowane powiązania rodzinne w wilczej watasze. Dziedziczone z pokolenia na pokolenie borsucze nory. Szalone zabawy, jakim oddają się niedźwiadki. Przecież tu już nie trzeba niczego wymyślać, to są gotowe elementy fabuły! – opowiada Tomasz Samojlik, naukowiec, pisarz, twórca komiksów dla młodych czytelników.
Tomasz SamojlikDawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl Tomasz Samojlik

SEBASTIAN FRĄCKIEWICZ: Kilka twoich ostatnich pozycji wydawniczych to już nie w pełni autorskie komiksy, a powieści, do których ilustracji nie tworzysz samodzielnie. Mam na myśli „Bercię i Orsona”, „Tarmosię” czy nowe wydanie „Wilka Ambarasa”. Łatwiej ci się pisze książki, niż tworzy komiksy, czy powód tej decyzji wynika z czegoś zupełnie innego?
TOMASZ SAMOJLIK: Aż sobie odświeżyłem listę moich pozycji wydawniczych! I wyszło mi, że w ostatnich dwóch latach rzeczywiście nie ukazał się żaden mój nowy komiks. Ale to nie dlatego, że komiksy tworzy się trudniej. Po prostu zajmują znacznie więcej czasu niż pisanie „tradycyjnych” książek, zwłaszcza takich, w których nie jestem ilustratorem. Ale to nie znaczy, że nie powstają. Powolutku, krok po kroczku nabierają sobie kształtu i treści. Poza tym tworzenie książek takich jak „Bercia i Orson” czy „Tarmosia” to czysta przyjemność współpracy z genialnymi ilustratorami – w tym wypadku ilustratorkami.

Jak wygląda współpraca na linii pisarz–redaktorilustrator? Sam dobierasz sobie ilustratorów? Czy konsultujesz powstałe ilustracje, choćby pod względem merytorycznym?
Bardzo chciałem współpracować zarówno z Elą Wasiuczyńską, jak i Anią Grzyb. Elę od lat podziwiałem choćby jako ilustratorkę serii o Panu Kuleczce Wojciecha Widłaka, Anię zaś poznałem w Częstochowie przy okazji warsztatów komiksowych – i zachwyciły mnie szkice, które mi pokazała. Obie reprezentują zupełnie inne warsztaty, ale wrażliwość, z jaką interpretują moje teksty i ukazują moich bohaterów, jest podobna. Ja oczywiście zatwierdzałem zaproponowane przez nie ilustracje, ale nie ingerowałem w ich autorskie wizje. Bo to jest niesamowite uczucie i zasadnicza przyjemność takiej współpracy – zobaczyć swoją książkę oczyma takich artystek. Gdybym to ja ilustrował te tytuły, wyglądałoby to zupełnie, zupełnie inaczej. Co zresztą może sprawdzić każdy, kto jest szczęśliwym posiadaczem pierwszego wydania „Ambarasa” z moimi rysunkami.

Piotr Socha, autor książek dla dzieci: Wolno myślę, więc jestem

W twoich powieściach słyszymy rozmowy między zwierzętami, co stanowi rzecz jasna fikcję, a jednocześnie zwierzęta zachowują swoją prawdziwą naturę, rywalizują ze sobą i walczą. W jaki sposób starasz się postawić granicę między fikcją a wiedzą naukową, edukacją i atrakcyjnością?
To jest zawsze stąpanie po linie rozciągniętej między dążeniem do zawarcia w książce jak największej dawki wiedzy przyrodniczej i chęcią stworzenia fascynującej, wciągającej i nieprzewidywalnej fabuły. Staram się do każdego pomysłu podchodzić indywidualnie, ważąc, na ile mogę sobie pozwolić dla uatrakcyjnienia fabuły i jak daleko pójść w wyjaśnianie zawiłości funkcjonowania przyrody bez ryzyka, że moja książka zacznie trącić dydaktycznym smrodkiem. Jedno chyba pozostaje w tym wszystkim niezmienne – moi zwierzęcy bohaterowie zachowują się jak ich prawdziwi odpowiednicy, mieszkają w miejscach, w których można naprawdę znaleźć te gatunki, żywią się tak samo. Nawet jeśli wpędza mnie to w fabularne kłopoty (zwłaszcza w przypadku drapieżników), staram się zachować prawdziwy obraz zwierząt. Przede wszystkim dlatego, że jest ciekawszy od jakiejkolwiek fikcji! Skomplikowane powiązania rodzinne i hierarchia w wilczej watasze. Dziedziczone z pokolenia na pokolenie, użytkowane przez kilkaset lat borsucze nory. Szalone zabawy, jakim oddają się niedźwiadki. Przecież tu już nie trzeba niczego wymyślać, to są gotowe motywy, sceny, elementy fabuły!

Czytaj też: W ilustracji dla dzieci najważniejsze są emocje

Plansza z komiksu „Ryjówka przeznaczenia”Kultura Gniewu/mat. pr.Plansza z komiksu „Ryjówka przeznaczenia”

Czy proces zbierania informacji naukowych i tzw. research jest w przypadku tego typu powieści skomplikowany, czy raczej nie? Pomagają ci konsultanci?
Tu mam łatwo! Jestem naukowcem, prowadzę badania w Instytucie Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk, więc zarówno wiedzę, jak i ekspertów w wielu interesujących mnie dziedzinach mam na wyciągnięcie ręki. Oczywiście bardziej skomplikowane kwestie konsultuję z moimi koleżankami i kolegami. Na szczęście mają jeszcze do mnie cierpliwość...

Jak powstał pomysł na serię książeczek o Pompiku i polskich parkach narodowych? Mam wrażenie, że w PRL było trochę tego typu edukacyjno-krajoznawczych publikacji, a potem gdzieś to wszystko zniknęło.
Szczerze powiedziawszy, z pomysłem na serię książeczek mniejszych objętościowo niż oryginalne cztery tomy opowieści o Pompiku wyszedł dyrektor wydawnictwa Media Rodzina Bronisław Kledzik. Początkowo nie byłem do tego przekonany... aż do czasu, gdy wpadłem na pomysł żubrzych wypraw. Tak zabawnie się złożyło, że akurat w tym samym czasie moi koledzy z Instytutu opublikowali wyniki badań pokazujące, że oryginalnie, przed tysiącami lat, żubry wcale nie były zwierzętami występującymi wyłącznie w gęstwinach leśnych. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że wolały wędrówki po równinach, wzdłuż dolin rzecznych. To było bezpośrednią inspiracją serii „Żubr Pompik: wyprawy”. Wystarczyło jeszcze tylko wymyślić, dokąd moje żubry mogłyby wędrować. Jako że ani szlak stadionów ekstraklasy, ani wyprawa po najsłynniejszych galeriach handlowych nie wydawały się odpowiednie, pozostały polskie parki narodowe. Przyznam się, że rozpoczynając serię, miałem nadzieję, że nie zamknie się jedynie w 23 tomach, że powstaną w międzyczasie kolejne parki. Niestety 23. tom okazał się ostatnim.

Czytaj też: Bohdan Butenko i jego niezapomniane rysunki

Plansza z komiksu „Ostatni żubr”Kultura Gniewu/mat. pr.Plansza z komiksu „Ostatni żubr”

Słyniesz z tego, że masz rozpisany w głowie z dużym wyprzedzeniem własny plan wydawniczy. Kiedy możemy spodziewać się zapowiadanego już jakiś czas temu komiksu o nietoperzach „Echo 2” i książki o Rysiu? Na jakim etapie jest film animowany o Ryjówce przeznaczenia?
Taki plan to jakiś koszmar! Co z tego, że mam rozpisanych kilka kolejnych książek, picturebooków i komiksów, kiedy co rusz wpadają mi do głowy nowe pomysły domagające się pilnej, nieznoszącej zwłoki realizacji? Na razie rozpocząłem nową serię opowieści o Pompiku („Odkrycia”), przygotowuję kontynuację serii „O rety! Przyroda”, ilustruję książki innych autorów i powoli szykuję wspomniane przez ciebie pozycje. „Echo” w szkicach ołówkowych gotowe. Ryś do serii „Zwierzaki” Agory w połowie napisany, rozważam, czy wybrać bardziej, czy mniej zakręcone zakończenie. Rzecz jasna film pełnometrażowy „Ryjówka przeznaczenia” również powstaje! Aktualnie pracuję nad dwunastą wersją scenariusza, zaś studio bardzo intensywnie przygotowuje animowane wersje moich postaci i tła, na których będzie się rozgrywała ta mrożąca krew w żyłach opowieść. Fanów serii czeka sporo niespodzianek!

*

Tomasz Samojlik – naukowiec, pisarz, ilustrator, rysownik i scenarzysta komiksowy. Pracuje w Instytucie Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży. Znany jest przede wszystkim z serii komiksów „Ryjówka przeznaczenia” i cyklu ilustrowanych książek o Żubrze Pompiku. W obydwu seriach odpowiada zarówno za warstwę graficzną, jak i scenariusz/historię. Tworzy także ilustracje do książek innych autorów. W ostatnich latach zasłynął z cyklu powieści o zwierzętach dla młodych czytelników („Ambaras”, „Bercia i Orson”, „Tarmosia”), do których ilustracje stworzyły Elżbieta Wasiuczyńska oraz Anna Grzyb.

Czytaj też: Bajki o wojnie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną