Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Bestseller z kleru

Filmowi kapłani, „fajnoksięża”. Polscy widzowie nie chcą pomników

„Johnny” „Johnny” mat. pr.
Frekwencyjny sukces filmu „Johnny” przypomina, że zamiast nudzić się na hagiografiach kapłanów niezłomnych, polska widownia woli oglądać księży, którzy podążają własną drogą, często na bakier z wytycznymi Kościoła.
Mateusz Więcławek grający w filmie „Zieja” głównego bohatera w młodościmateriały prasowe Mateusz Więcławek grający w filmie „Zieja” głównego bohatera w młodości

Grany przez Dawida Ogrodnika ksiądz Jan Kaczkowski nie sprawia na ekranie wrażenia nadmiernie pobożnego. Zdarza mu się rzucić grubszym żartem lub niecenzuralnym słowem i bywa nieodpowiedzialny – zły stan zdrowia i wada wzroku nie powstrzymują go przed prowadzeniem samochodu. Ale widzowie nie mają wątpliwości: to święty (nawet jeśli niekanonizowany przez Kościół). Mądry, czuły, cierpliwy i wyrozumiały. Ksiądz, który jest jednocześnie nauczycielem, opiekunem i przyjacielem. Taki, który – jeśli trzeba – postawi się arcybiskupowi, a na Przystanku Woodstock spotka z młodzieżą. Człowiek, dla którego – co wiele razy on sam powtarza – stan kapłański jest powołaniem, podobnie jak niesienie pomocy i otuchy umierającym.

„Johnny” – mimo tytanicznej pracy, jaką wykonał przed kamerą Dawid Ogrodnik, oraz świetnych ról Piotra Trojana (nagrodzonego w Gdyni) i Witolda Dębickiego – jest niebezpiecznie blisko sakrokiczu.

Polityka 42.2022 (3385) z dnia 11.10.2022; Kultura; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Bestseller z kleru"
Reklama