Nienacki Zbigniew

Prawdziwe życie Pana Samochodzika
Życiorys twórcy "Pana Samochodzika" to nierozwikłana zagadka

Na książkach o Panu Samochodziku wychowało się kilka pokoleń Polaków. Pierwsza książka ukazała się pół wieku temu. Zbigniew Nienacki napisał 12 tomów serii, w których pokazywał, że można przeżyć przygodę poznając historię Polski, jej zabytki, a także walcząc o zachowanie przyrody. Po jego śmierci kontynuatorzy w ciągu 10 lat napisali kilkadziesiąt książek o nowych losach Tomasza i jego współpracowników. Ostatnio ukazał się 88 tom serii. Tyle faktów o twórczości. Bo w życiu samego Nienackiego (1929-1994) prawie wszystko jest fikcją.

Komunista nieortodoksyjny

Chciał zostać wielkim pisarzem już jako licealista. W klasie maturalnej z przyjacielem Tadeuszem Gierymskim porzucił szkołę i pojechał w Bory Tucholskie, by w odosobnieniu napisać wspólnie powieść na miarę „Wojny i pokoju". Po tygodniu kolega zwątpił w swój geniusz i wrócił do Łodzi. Zbigniew pozostał nieugięty. Do egzaminu maturalnego nie przystąpił - uważał wtedy, że „nie matura, lecz chęć szczera" wystarczy, by jego książki miały wysokie nakłady.

W latach 40. walczył z przeciwnikami ustroju z bronią w ręku, co w roku 1982 roku wspominał na łamach pisma „Warmia i Mazury": „Była to walka z prawdziwym wrogiem i orężna, i polityczna". Twierdził, że podziemie wydało na niego wyrok śmierci. Nie wiadomo, kto miał wydać ten wyrok, w każdym razie do końca życia pisarzowi został lęk przed obcymi. Dlatego nosił broń, postawił wysoki płot przy domu w Jerzwałdzie, a duży pies miał bronić swego pana. Wspominał: „We wczesnej młodości byłem (...) »ortodoksyjnym komunistą« ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami, to znaczy w żaden sposób nie potrafiłem zaakceptować tzw. »kultu jednostki«. Nie ukrywałem tego".

W 1948 roku Nowicki zaczął współpracować z komunistyczną „Kuźnicą", która stała się dla niego „Biblią w tygodniowych odcinkach" - jak sam powiedział. Jako jeden z tzw. „pryszczatych" mógłby wywierać wpływ na życie literackie końca lat 40. Na przeszkodzie stanęła jednak sprawa stypendium w Moskwie.

Moskwa, czyli tam i z powrotem

Tadeusz Gierymski w swoich wspomnieniach napisał, że tuż po tym, jak dostał się do łódzkiej Szkoły Filmowej został wytypowany na staż w Moskwie. Miało tam pojechać 5 studentów. Ojciec Tadeusza, stary pepeesowiec, bojąc się sytuacji politycznej w stalinowskim ZSRR, zakazał synowi wyjazdu. Tadeusz poszedł do rektora Toeplitza i przedstawił kandydata na zastępstwo. Był nim Zbigniew Nowicki. Toeplitz po rozmowie z Nowickim przyjął go do Szkoły i następnie zgodził się na jego wyjazd do Moskwy.

Według jednych relacji Nowicki uznany został w Moskwie za antystalinowca i musiał opuścić uczelnię. Inną wersję podaje znajomy pisarza, Wiesław Niesiobędzki: Nienacki miał mu opowiedzieć, że przerażony panującymi w Moskwie warunkami przerwał naukę i wrócił do kraju. W 1979 roku sam bohater powiedział: „Tam w Moskwie był taki zwyczaj, że co jakiś czas każdy ze studentów zagranicznych był wzywany na rozmowę z opiekującym się nami oficerem KGB. No i gdy zostałem powiadomiony, że teraz przyszła na mnie kolej, spakowałem się i wyjechałem z Moskwy. Bałem się tej rozmowy i jej skutków, gdyż zazwyczaj bywało tak, że co innego było tematem rozmowy studenta z oficerem służb specjalnych, a co innego zostawało w protokołach KGB, trafiających do naszej ambasady". Jeszcze inaczej sprawę opisał Tadeusz Gierymski. „Zbyszek w Moskwie zakochał się w dziewczynie, o kilka lat starszej. Była urzędniczką w ambasadzie włoskiej, pochodziła z Turynu. Włóczyli się po sowieckiej stolicy..." Oczywiście służby radzieckie śledziły pracownicę ambasady włoskiej. „W rezultacie Zbyszka odesłano z tzw. wilczym biletem do Polski. Wszystkie szkoły w kraju były przed nim zamknięte". Te rozmaite wersje wydarzeń pochodzą z jednego źródła: od samego pisarza.

Dobra wróżba

Na początku swej kariery był dziennikarzem. Pracował jako reporter w prasie łódzkiej, w dziale rolnym. Informował o sukcesach spółdzielni produkcyjnych. Całe dnie spędzał w rozjazdach po wsiach i miasteczkach województwa, co później przydało mu się przy pisaniu powieści „Uroczysko" i „Niesamowity dwór". Potem przeniósł się do tygodnika „Odgłosy", gdzie kierował działem reportażu.

W kwietniu 1957 roku przyszły autor Pana Samochodzika ogłosił cykl reportaży p.t. „Warszyc!" pod pseudonimem Ewy Połanieckiej. Nowicki przeczytał wyselekcjonowane bądź spreparowane przez SB akta o kryptonimach „Kryształowe zwierciadło" i „Dunaj", dotyczące sprawy dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Stanisława Sojczyńskiego, pseudonim „Warszyc" i jego podkomendnego Henryka Glapińskiego, „Klingi", których UB schwytało w roku 1947. Przywódca ugrupowania został rozstrzelany. „Słusznie rozstrzelany" - twierdził Nowicki. Nie dodał, że „Warszyc" został zamordowany po przeprowadzeniu dochodzenia w trybie przyśpieszonym, na trzy dni przed amnestią. „Okoliczności schwytania dowództwa bandy były w rzeczywistości o wiele bardziej sensacyjne, niż to opisałem" - pisał później w „Worku Judaszów", książce opartej na tych samych wydarzeniach. Ale ani w książce, ani w jej ekranizacji (film „Akcja Brutus" Passendorffera) nie oddano prawdy o „Warszycu".

Jego namiętnością stała się historia i archeologia. Każdego lata jeździł z ekspedycjami archeologicznymi i podpatrywał pracę naukowców. Te doświadczenia stały się dla niego inspiracją. W 1950 roku Nowicki złożył w „Czytelniku" maszynopis swojej pierwszej powieści „Święty relikwiarz". Redakcja „Nowej Kultury", pisma redagowanego przez stalinistów Stefana Żółkiewskiego i Pawła Hoffmana, zaprosiła autora na spotkanie. Młody pisarz dowiedział się tam, że nigdy niczego w Polsce nie opublikuje (możliwe, że z powodu epizodu moskiewskiego) i może najwyżej pracować na budowie. Autor próbował się odwoływać u Jerzego Putramenta, który poradził mu, by pisał pod pseudonimem. Tak narodził się Zbigniew Nienacki. Poradzono mu także, by zmienić tytuł książki. Nowy tytuł brzmiał „Uroczysko".

Książka ukazała się w 1957 roku. Powitano ją życzliwie. Na łamach „Twórczości" bardzo przychylną recenzję napisał Paweł Jasienica. Padły słowa, że jest to „debiut pisarski dobrze wróżący autorowi". Jasienicy podobało się ukazanie podobieństw pracy historyka i archeologa do pracy detektywa. W pierwszych powieściach bohater Nienackiego był dziennikarzem, redaktorem „Sztandaru Robotniczego" lub innej łódzkiej gazety. Uczestniczył w wyprawach archeologicznych, flirtował z pięknymi kobietami i przeżywał ciekawe przygody. Nienacki niemal co roku wydawał nową powieść.

Pan Samochodzik i ZOMO

 „Specjalizowałem się w literaturze przygodowej, gdyż wydawało mi się, że mam talent fabularzysty. Napisałem trzy książki, które zarówno co do warsztatu, jak i psychologii bohaterów oraz dramatyzmu wydawały mi się świetne. A przecież nie miały wielkiego powodzenia, powiedziałbym, że powodzenie ich było mierne" - wspominał autor.

Również książki Nienackiego dla dorosłych pokazały, że pisarz nie ma w nich niczego ciekawego do powiedzenia. Jest to problem wielu pisarzy książek dla młodzieży, którzy nie umieli się odnaleźć jako twórcy dorosłej literatury (np. Niziurskiego czy Minkowskiego). Nienacki postanowił więc zrobić karierę pisarza dzięki legitymacji partyjnej. Tak czyniło wielu pisarzy liczących na poparcie władz, np. Aleksander Minkowski, Edmund Niziurski, Wojciech Żukrowski, Andrzej Safian, Janusz Przymanowski.

Nienacki chcąc odgrywać ważną rolę społeczną został ławnikiem w Sądzie Wojewódzkim, a następnie radnym. Jako członek Komisji Kultury twierdził publicznie, że „działaczy kultury w Polsce obowiązuje realizowanie zasad polityki kulturalnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej". Zapisał się też do ORMO. „W latach 60. i 70. ORMO zdawało się być wszędzie..." - pisał Wojciech Duda-Dudkiewicz w książce „Kultowy Peerel". W 1967 roku organizacja liczyła 288 tysięcy członków, 2 lata później 347 tysięcy.

Początkowo Nienacki był inspektorem do spraw ruchu drogowego, tak jak np. Mieczysław Fogg, Tadeusz Fijewski, Jarema Stępowski czy Stanisław Mikulski. W latach 70. zajmował się jako ormowiec ochroną przyrody i wraz z leśnikami zaczajał się na kłusowników czy osoby wycinające nielegalnie choinki.

Pan Samochodzik w „Księdze strachów" został również ormowcem i działał jako inspektor ruchu drogowego. Mógł wlepiać mandaty i pouczać cywilów. W „Nowych przygodach Pana Samochodzika" Tomasz brał udział w walce z chuliganami, gdyż należało to do jego obowiązków ormowca. W roku 1978 Nienacki udzielił wywiadu pismu dla milicjantów „W służbie narodu". Pisarz powiedział w nim: „Mój bohater jest taki, a nie inny, ponieważ właśnie ja mam taką postawę wobec życia. On jest taki, jakim ja chciałbym być i jakim staram się zostać".

Nowe życie

Nienacki zdobył publiczność książkami właśnie o Panu Samochodziku. W 1964 roku ukazała się powieść „Wyspa Złoczyńców", w której po raz pierwszy pojawił się słynny, szybkobieżny wehikuł-amfibia. Pan Samochodzik z dziennikarza przekształcał się w muzealnika, historyka sztuki, rzeczoznawcę „Desy", po pracownika Ministerstwa Kultury, gdzie zatrudniony był jako detektyw. Powodzenie serii było ogromne. Najpopularniejsze były „Pan Samochodzik i templariusze" z 1966 r., „Pan Samochodzik i zagadki Fromborka" z 1972 oraz o rok późniejszy „Pan Samochodzik i Fantomas". Do 1979 roku ukazały się 2 miliony egzemplarzy książek tego cyklu.

W połowie lat 60. pisarz uznał, że potrzebuje zmiany w swym życiu. Bał się tego, iż „krążąc między redakcją, kawiarnią, zebraniem w Związku Literatów, zacznie powielać wątki ze swego dość wątłego życiorysu, stanie się »upiorem« literackim". Nie chciał żyć tylko w urojonym świecie łódzkich hierarchii i żywić pretensje do świata, że nikt go nie docenia. „Pewnego dnia postanowiłem się więc odmienić jako człowiek i jako pisarz, po prostu zmienić model swojego życia".

Wybrał życie na wsi. Pisarz wybrał wieś położoną na Pojezierzu Iławskim, wśród lasów, nad jeziorem. Kupił 2,5 ha ziemi rolniczej i dom w Jerzwałdzie. Opuścił Łódź i wyjechał do Jerzwałdu, „do ukrytej za lasami wioski mazurskiej".

Złote lata

Przez kilka ładnych lat w domu nie miał prądu. Wodę trzeba było brać ze studni. Budynek nie miał kanalizacji i centralnego ogrzewania. Zimą drogi stawały się nieprzejezdne z powodu wielkich śniegów. Nienacki kupił więc samochód z napędem na cztery koła (gazik). Znalazł swoje miejsce na ziemi. Z dala od walk koterii i kawiarnianych sporów. Potrzebował czystego powietrza, wody, szumu lasu i spokoju, ciszy. Doświadczenie z życia nad jeziorem przedstawił w powieściach „Nowe przygody pana Samochodzika", w „Panu Samochodziku i Winnetou" i „Panu Samochodziku i złotej rękawicy".

Pozostawił żonę, Helenę Nowicką, odszedł od piętnastoletniego syna Marka i zamieszkał nad jeziorem z młodą kochanką, Alicją Janeczek (urodzoną w 1952 roku, a więc starszą od syna pisarza zaledwie o rok). Poznał ją w Iławie w 1969 roku, gdzie przyjeżdżał, by w tamtejszej restauracji zjeść obiad. Oczarował ją kulturą osobistą, inteligencją, zainteresowaniami, doświadczeniem. Jemu zaś podobała się młoda, świeża dziewczyna o długich blond włosach i pięknym, gibkim ciele. Opisał ją jako Martę w „Nowych przygodach Pana Samochodzika".

Przez 2 lata ukrywał swój romans z nieletnią. Dopiero w 1971 roku zaproponował Ali (to imię nosi sympatyczna dziewczyna w „Panu Samochodziku i zagadkach Fromborka"), by na stałe zamieszkała w jego domu. Została jego kochanką, gospodynią domu, muzą. Alicja zajmowała się domem, gotowała, a w wolnych chwilach malowała i rzeźbiła. Namalowała też portret pisarza. Spędził z nią 27 lat.

Latem przybywali do pisarza znajomi, np. Henryk Debich, znany dyrygent, Bohdan Czeszko, Aleksandere Minkowski. Nienacki namówił Minkowskiego na kupno rybackiej chałupy nad jeziorem Płaskim, a później pomagał w remoncie. Dał Minkowskiemu farbę ze swoich pokaźnych zapasów.

Lata 1968-1972 to najlepszy okres w twórczości pisarza. Powstają wtedy najciekawsze opowieści cyklu o Panu Samochodziku: „Nowe przygody Pana Samochodzika", „Pan Samochodzik i zagadki Fromborka", „Pan Samochodzik i Fantomas".


Skandalista Zbigniew N.

W roku 1968 Nienacki nie brał udziału w walkach partyjnych między frakcją moczarowców a zwolennikami Edwarda Gierka. Z relacji znajomych pisarza wiadomo, że przestrzegał ich przed zaangażowaniem się w walkę frakcji. Uważał, że nie warto angażować się w niezrozumiałe cudze interesy.

Gdy wprowadzono stan wojenny a władze zdelegalizowały „Solidarność" i stowarzyszenia twórcze, środowisko pisarzy podzieliło się na większość bojkotującą telewizję i nowe organizację, oraz mniejszość współpracującą z WRON. Wielu twórców oddało swoje legitymacje partyjne (np. Tadeusz Łomnicki czy Edmund Nizurski). Nienacki podobnie jak Przymanowski, Safian i Żukrowski poparł wprowadzenie stanu wojennego. W 1982 roku został członkiem Tymczasowej Rady Krajowej PRON. Tadeusz Gierymski uznał postawę Nienackiego za „jeszcze jeden przejaw Zbyszkowego konformizmu". Napisał do pisarza list, w którym zerwał znajomość i zaznaczył, że wstydzi się długiej z nim przyjaźni. Nie widzieli się już więcej.

W 1983 roku na łamach lokalnej prasy Nienacki jeszcze dobitniej akcentował poparcie dla władz i potępiał „Solidarność". Wkrótce otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i został przewodniczącym oddziału olsztyńskiego utworzonego przez odłam partyjnych pisarzy Związku Literatów. W tym czasie nakłady jego książek osiągnęły olbrzymią wysokość 200 tysięcy egzemplarzy. To była nagroda za poparcie stanu wojennego.

Jednocześnie Nienacki przeżywał niemoc twórczą. Kolejne „samochodziki" były coraz gorsze, jakby wymęczone. Najwyraźniej pisarz znudził się swoim bohaterem. Również powieści Nienackiego dla dorosłych, np. „Uwodziciel" czy „Raz w roku w Skiroławkach" spotkały się z negatywną oceną wyrobionej publiczności. Recenzenci zarzucali Nienackiemu brak smaku i drastyczne sceny erotyczne (pisano wręcz o pornografii). Tadeusz Konwicki nazwał książkę kiczem, przekręcając złośliwie tytuł na „Skirowałki".

Afera wokół tej książki (Nienacki wdał się w irracjonalny spór z redakcją "Polityki") przyniosła Nienackiemu opinię pornografa i skandalisty. Aleksander Minkowski twierdził, że pisarz lubił prowokować i zawsze chciał, żeby się o nim mówiło. W okresie największej poczytności „samochodzików", w latach 70. Nienacki ubolewał, że jest przemilczany. Miał ambicję zostania pisarzem cenionym przez krytykę i przez badaczy literatury. Srogo się rozczarował.

Pozostaje w naszej pamięci jako autor literatury młodzieżowej. Wprawdzie w niektórych „samochodzikach" znaleźć można sporo propagandy oraz błędy merytoryczne, ale wartka akcja, przygoda, świetne opisów przyrody i życia na biwakach, rekompensują te wady. Czytelnicy książek dla młodzieży wybaczą pisarzowi, że był innym człowiekiem niż ten, za jakiego się podawał.

    


Wypowiedzi pisarza pochodzą m.in. z czasopism "Warmia i Mazury", "Odgłosy", "Razem".


WIĘCEJ

  • Pan Samochodzik: życie pośmiertne
    Dziesięć lat po śmierci Zbigniewa Nienackiego Pan Samochodzik, najsławniejsza postać stworzona przez tego pisarza, trzyma się zaskakująco dobrze. W ciągu ostatniej dekady spod innych już piór wyszło ponad 50 dzieł z tym bohaterem w roli głównej.
  • Samochodzik jeździ dżipem
    Przed paru tygodniami Adam Krzemiński ogłosił na łamach „Polityki" pożegnanie z legendą Indian. Wydaje się, że w świadomości Polaków powoli do lamusa odchodzi nie tylko „Mały Bizon" Fiedlera, ale cała formacja książkowych bohaterów, których kiedyś adorowały kolejne pokolenia nastolatków.



 

Aktualności, komentarze

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną