Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. „Melania”, nowa franczyza Trumpa. Kto się odważy na samotny seans?
Donald Trump jest prezydentem wyjętym wprost z kultury popularnej: nie tylko pokazał się w drugiej części filmu „Kevin sam w domu”, a rozpoznawalność zyskał dzięki reality show, ale też jeszcze konsekwentnie dba o zyski ze swojej marki niczym studio filmowe zarabiające na zabawkach i gadżetach. To coś więcej niż klasyczna kleptokracja (druga kadencja jego prezydentury to liczne okazje biznesowe dla jego krewnych i znajomych): sprawowanie urzędu zdaje się dodatkiem do marki Trump. W sieciowym sklepiku Trumpa można dostać liczne prezenty i pamiątki – jest nawet specjalny dział na walentynki. Obok ukochanego przez prezydenta złota (czekolada w kształcie sztabki) pojawiają się motywy patriotyczne – bransoletki lub krawat w amerykańskie flagi. Są i bardziej praktyczne fanty jak deska do krojenia („Gotuj z miłością i podejmuj gości z sercem – z deską w kształcie serca wykonaną z drewna akacjowego. Wykończona marmurową żywicą z dodatkiem złotego akcentu”). Świadomość, że granica między polityką a rodzinnym biznesem jest dla Trumpa płynna niczym baton czekolady zostawiony w solarium, pozwala zrozumieć premierę filmu „Melania”, który trafił właśnie do (nielicznych) polskich kin. To nie tylko polityczna propaganda, ale próba zbudowania nowej franczyzy.
Czytaj też: Bracia Safdie odmienili kino niezależne. I rozeszli się. „Wielki Marty” to nowe rozdanie
Propaganda biznesu
Film „ukazuje 20 dni poprzedzających inaugurację prezydencką w USA w 2025 r.