Świat według Safdiech
Bracia Safdie odmienili kino niezależne. I rozeszli się. „Wielki Marty” to nowe rozdanie
W ostatnich miesiącach Josh i Benny Safdie stoczyli ze sobą w kinach korespondencyjny pojedynek. Obaj zrealizowali filmy o sportowej rywalizacji, inspirowane prawdziwymi biografiami zawodników i wykraczające daleko poza gatunkowe ograniczenia. Zaczął Benny: jego „Smashing Machine”, historia zawodnika mieszanych sztuk walki Marka Kerra, we wrześniu ubiegłego roku na festiwalu w Wenecji zdobyła Srebrnego Lwa dla najlepszego reżysera, była powszechnie chwalona za dojrzałe role Dwayne’a Johnsona i Emily Blunt, jednak w kinach poniosła finansową klęskę.
Czytaj też: Oscary 2026 będą przełomowe. Cieszą dwie nominacje dla Polaków. „Grzesznicy” rozbili bank
Drobne cwaniaczki
Miesiąc później na festiwalu filmowym w Nowym Jorku Josh Safdie pokazał światu „Wielkiego Marty’ego”, luźno inspirowanego biografią Marty’ego Reismana, legendarnego (także ze względu na barwną osobowość) zawodnika tenisa stołowego. Pierwszy film nakręcony bez artystycznego wkładu Benny’ego okazał się jednym z najgoręcej oklaskiwanych tytułów ubiegłego roku. Oscarowe nominacje są jedynie zwieńczeniem długiej listy wyróżnień i nominacji: film ma już na koncie Złoty Glob za tytułową rolę Timothéego Chalameta i kilkanaście mniejszych wyróżnień. Także publiczność wykazała w tym przypadku większe zainteresowanie, choć w Stanach Zjednoczonych film wszedł do szerokiej dystrybucji w trudnym świątecznym momencie, gdy widzowie wybierali raczej nowego „Avatara”, a nie ambitny komediodramat wyrastający z ducha kina niezależnego.
Grany przez Chalameta bohater „Wielkiego Marty’ego” jest sportowcem wielce utalentowanym, lecz niepokornym i zbyt chętnie ulegającym pokusom łatwego życia.