Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Co może kino?

Co może kino? Berlinale znów dzieli i porusza. Ten festiwal nie potrafi uciec od polityki

Złoty Niedźwiedź: dramat „Gelbe Briefe” Ilkera Çataka o prześladowanej parze artystów z Ankary Złoty Niedźwiedź: dramat „Gelbe Briefe” Ilkera Çataka o prześladowanej parze artystów z Ankary Ella Knorz/ifProductions/Alamode Film
76. edycja Berlinale wywołała poruszenie i protesty oficjalnym odcięciem się od polityki. Zajmowała się jednak polityką i nagradzała filmy mówiące o cenie wolności.
Nagroda za najlepszą rolę pierwszoplanową: Sandra Hüller w dramacie „Rose” Markusa SchleinzeraSchubert, ROW Pictures, Walker+Worm Film & Gerald Kerkletz Nagroda za najlepszą rolę pierwszoplanową: Sandra Hüller w dramacie „Rose” Markusa Schleinzera

W cieniu toczącej się wojny w Gazie i narastających napięć geopolitycznych, szczególnie wokół Iranu, staliśmy się świadkami paradoksu: najbardziej polityczny festiwal filmowy świata usiłował udowodnić, że potrafi być apolityczny. Skończyło się wzmożeniem aktywizmu i zaciętą dyskusją o powinnościach kina artystycznego.

Gdy przewodniczący jury Wim Wenders, legendarny współtwórca nowego kina niemieckiego, na konferencji prasowej inaugurującej festiwal uznał, że filmowcy muszą trzymać się z dala od polityki, bo są dla niej przeciwwagą, a nie jej częścią, wywołało to szok. Deklarację odebrano jako kompromitującą dla imprezy o tak silnie zaangażowanym rodowodzie (czego przejawem choćby nieustanne wsparcie udzielane walczącej Ukrainie), a ironia tej sytuacji była miażdżąca.

Filmowiec, który 30 lat temu wierzył, że wszystkie dzieła są polityczne – a najbardziej te udające rozrywkę – nagle zaczął głosić potrzebę artystycznej neutralności. Obserwatorzy szybko doszli do wniosku, że nie chodzi o zmianę poglądów, tylko o kapitulację wobec niemieckiej racji stanu i paraliżującego strachu przed oskarżeniami o antysemityzm w kontekście krytyki agresywnych działań Izraela. Po 10 dniach medialnej wrzawy Wenders złagodził swoje stanowisko, oświadczając, że kino nie posiada mocy zmieniania ustaw, ma za to unikatową zdolność zmieniania wyobrażenia o tym, jak powinniśmy żyć. I stało się to nieoficjalnym mottem tej edycji.

Czytaj też: Emancypacja i ekstaza. „Testament Ann Lee” odkrywa roztańczoną wizjonerkę

Berlinale, czyli mleko się rozlało

Niemniej mleko się rozlało.

Polityka 9.2026 (3553) z dnia 24.02.2026; Kultura; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Co może kino?"
Reklama