Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. „Zmartwychwstanie” Bi Gana. Wspaniały filmowy dziwoląg

„Zmartwychwstanie”, zmysłowa historia Chin „Zmartwychwstanie”, zmysłowa historia Chin mat. pr.
Trzygodzinne, kinomaniackie „Zmartwychwstanie” jest przykładem hipnotyzującego, hermetycznego dzieła, ale na swój sposób wciągającego. Przytłaczające wizualnie widowisko wygląda na oszałamiający kolaż gatunkowych konwencji.

W ciągu dekady Bi Gan, autor zaledwie trzech pełnometrażowych fabuł, awansował na jeden z donośniejszych głosów azjatyckiego kina artystycznego. Entuzjastyczne recenzje, a także Nagroda Specjalna Jury w Cannes za „Zmartwychwstanie”, coś o tym mówią. W skromnym, ale imponującym dorobku podejmuje się on szczególnego rodzaju archeologii – odkopuje warstwy zbiorowej podświadomości, w której historia Chin zapisana jest szyfrem: zapachami, dźwiękami, blaskiem światła. Gan urodził się w 1989 r. w samym środku przemian, które miały zdefiniować współczesne Chiny, lecz jego filmy zdają się istnieć poza linearnym czasem, w wiecznym „teraz” snu i pamięci.

Czytaj też: Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. „Doda”, czyli wybielanie gwiazdy. Na tym zna się jak nikt

Bi Gan, twórca osobny

W chińskim kinie Bi Gan zajmuje miejsce osobne. Nie jest kontynuatorem epickiej tradycji Zhanga Yimou ani kronikarzem transformacji społecznej jak Jia Zhangke. Bliżej mu do bycia spadkobiercą i reinterpretatorem poetyckiej tradycji Hou Hsiao-Hsiena oraz oniryzmu Wonga Kar-Waia, którymi przefiltrował własne, prowincjonalne doświadczenie.

Kaili, rodzinne miasto reżysera, często pojawia się w jego twórczych peregrynacjach. Położone w górzystej prowincji Guizhou (na południowym zachodzie Chin), zawsze zajmowało miejsce marginalne – peryferie cesarstwa, ziemia mniejszości etnicznych, przestrzeń mitów i duchów. Gan przejmuje tę peryferyjność i czyni z niej centralne miejsce swojej wyobraźni. Jego bohaterowie wędrują, kontemplując piękne pejzaże, które odciskają piętno na ich psychice.

Reklama